piątek, 16 września 2016

Jesienny spacer nad morzem - Kringle Candle Stormy Front i Lighthouse Point. Recenzja


Stormy Front i Lighthouse Point to dwa niezwykłe zapachy. Oba przywodzą na myśl jesienny, wieczorny spacer nad morzem. Są na tyle wyjątkowe, że na palenie ich zawsze lepiej poczekać na "specjalną" okazję i chłodniejszą aurę. Uwielbiam ten klimat! Pomimo że lubię lato, mam nadzieję że takich chłodnych spacerów będzie coraz więcej. Oba zapachy można zaliczyć do kategorii "męskich" - z łatwością wyczujecie tutaj kolońskie nuty. Pomimo że nie jestem wielbicielką męskich nut zapachowych, to tutaj robię wyjątek. Mam wyjątkowy sentyment do morza, a te dwa przywołują bardzo dobre skojarzenia.




Stormy Front

jest cudownie rześki, bardzo wietrzny i ozonowy. Jest październikowy wieczór, jesteś nad falochronem i obserwujemy wzmagający się sztorm.  Uwielbiam go odpalać, kiedy za oknem leje deszcz. Czuć ozonową, burzową nutę, wodę, odrobinę soli i czyste powietrze.


Lighthouse Point

to razem z Cozy Cabin mój ulubiony wosk od Kringle Candle. Mam ogromną słabość do latarni morskich!  Lighthouse Point klimatycznie przypomina mi Stormy Front, ale pachnie zupełnie inaczej. Wyczuwam słone, zimne powietrze i stare, drewniane dechy - zupełnie jak te, które widzimy na obrazu etykiety. Nigdy wcześniej nie czułam coś tak niezwykłego i przypominającego mi jesienne spacery z rodzicami nad brzegiem morza. Pomimo że nigdy nie byłam w północnej Anglii ani w Walii, to właśnie z takimi okolicami kojarzy mi się ten zapach.


Jako morska bestia muszę zdecydowanie polecić obie pozycje, chociaż mam pewność że dla osób które nie wiążą tyle sentymentów z zimnym Morzem Bałtyckim zapachy mogą wydać się po prostu przeciętnie męskie. Mogą się podobać lub nie. Ja uwielbiam!

0 komentarze

Prześlij komentarz