sobota, 1 października 2016

Moje pierwsze spotkanie z Village Candle



Village Candle poznałam na stoisku w galerii handlowej Riviera w Gdyni jakieś 1.5-2 lata temu. Wtedy jeszcze nie paliłam maniakalnie wosków i przez kilka dobrych minut byłam przekonana, że znajduję się przy stoisku Yankee Candle. Dopiero gdy nie mogłam znaleźć żadnego ze znanych mi zapachów Yankee Candle, zaczęłam nabierać podejrzeń. Dopiero po chwili zorientowałam się, że na opakowaniach widnieje nazwa Village Candle. :D Pamiętam doskonale, że lekko się obruszyłam, że ktoś miał odwagę tak misternie skopiować i kształty słoików, i wygląd etykiet. Zainteresowanie asortymentem przeszło mi momentalnie. Przez dobre 2 lata Village Candle nigdzie już nie spotkałam, a stoisko w galerii szybko zniknęło.

Teraz, jako "zapalona" wosko i świecomaniaczka zaczęłam się na nowo interesować tą marką. Wiele motywów zapachowych jest powielonych - prawie każdy z wiodących producentów ma przecież swoją interpretację przytulnego domu, pikantnej dyni, deszczu czy lemoniady. Na szczęście jest kilka unikatowych zapachów w asortymencie VC, które warto spróbować.

W skład mojego pierwszego zamówienia weszły Lemon Pound Cake, Rain, Brownie Delight, Celebration i Frozen Margarita. Nigdy nie posądziłabym siebie o kupno dwóch ostatnich - zapachy były jednak bardzo intrygujące, więc postanowiłam spróbować. 
Obecnie jestem po wypaleniu po jednej kosteczce z każdego i mam zarówno dobre jak i gorsze wrażenia. To co mogę powiedzieć na pewno o tych woskach:

1. Są potwornie mocne. Celebration to największy killer - czułam go na każdym piętrze domu, a do kominka lepiej było nawet nie podchodzić.

2. Są super wydajne i łatwe w obsłudze. Dzięki z zamykanym pudełeczkom zapach nie miesza mi się w szufladzie, a do tego wybornie łatwo jest ułamać kawałek ręką.

3. Nie są zapachami złożonymi. Przynajmniej nie dla mnie i nie te, co testowałam. To tak jakby istniała tu tylko nuta głowy - to co czuję na sucho, dokładnie to samo czuję podczas palenia. Nie rozwijają się jak np. woski Yankee Candle. Trochę mnie to rozczarowało, ponieważ liczyłam na jakieś dodatkowe nuty rozwijające się podczas palenia.

4. Po wypaleniu olejków wosk nabiera lekko chemicznego zapachu - takie miałam odczucia przynajmniej po paleniu zapachu Rain. 



Na razie nie znalazłam wśród nich ulubieńców - Lemon Pound Cake zdecydowanie był najprzyjemniejszy i bezpieczny. Niezbyt dobrze odebrałam Rain oraz Brownie Delight - ale chyba czekolada w woskach to po prostu nie moja bajka. Celebration oraz Frozen Margarita są mocne, imprezowe i lekko owocowe - myślę że będą dobre do palenia w okolicach sylwestra.

Na pewno będę kontynuowała testowanie tej marki - w najbliższym czasie chcę przetestować Winter Wonderland, Sugarplum Fairy, Sleight Ride oraz Ice Castle.

Znacie Village Candle? Lubicie? Macie jakieś rekomendacje? :)

Moją kolekcję Village nabyłam w sklepie Markowe Świece Gdańsk 

6 komentarze

  1. Jeszcze nic z VC nie miałam w zbiorku, ciągle tylko YC :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja teraz też głównie testuję YC ale to zdecydowanie najdroższa impreza. :)

      Usuń
  2. Hej Monika niedawno w promocji na markoweswiece.pl nabyłam 3 samplery Village - Fresh Strawberry, Tea Time i Raspberry rose Tea. Oczywiście samplery (albo jak kto woli - wotiwery) pale identycznie jak woski, pokruszone w kominku. Tea Time - chyba najbardziej realistyczny aromat earl greya z odrobiną cytryny bo Sipping Tea GC to jednak bardziej Nestea niż prawdziwa herba :) - moc zapachu ogromna; Raspberry Rose Tea - również przepiekny (takie połączenie malin z czymś hmmm... może herbacianym?) ale jako sampler ma słabą moc. Z pewnościa kiedyś przetestuję go jako wosk. Świeża truskawka - czeka w kolejce na odpalenie. Wszystkie 3 wotiwery na sucho pachną obłędnie. A w drodze są już do mnie duże świece Ice Castle i Obsidian - ten pierwszy z opisu wydaje się być podobny do Season of Peace YC.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To daj koniecznie znać jak przyjdzie Ice Castle jakie są Twoje wrażenia. Zawsze się zastanawiałam nad paleniem samplerków czy moc jest porównywalna do wosków.. Raspberry rose tea też mnie kusi ale tak sobie myślę że chyba dopiero na wiosnę sobie pozwolę :)

      Usuń
    2. no dobra, wracam z opinią po 2-3 dniach palenia Lodowego Zamku & Obsydianu:
      Ice Castle - bardzo świeży, dosyć wyrazisty, niby zimowy a jednak ciepło otulający. Taka 100000 x lepsza wersja Kringlowego White Woods - bez tej kręcącej w nosie goździkowej nuty. Od Season of Peace różni go to że nie jest taki 'mroxno-świeży' a raczej "otulająco-świeży".
      Obsidian - piękny zapach takich klasycznych, markowych męskich perfum. Sam zapach jak i moc jest czymś pomiędzy kringlowymi Slate a moim ulubionym Modnight. Tak wogle to zaintrygował mnie także Winter Wonderland - uwielbiam takie zimowe świeżaki ;)

      Usuń
    3. Ice Castle na pewno będzie mój! Dzięki za recenzję!:)

      Usuń