środa, 30 listopada 2016

Unikaty: Yankee Candle - Build A Snowman (Winter Wonderland Collection)


Zapachy z kolekcji Winter Wonderland Yankee Candle to rarytasik - poszukiwane przez świecomaniaków, osiągają zawrotne ceny i są wyjątkowo trudne do zdobycia. Ten sampler udało mi się zdobyć na fb grupie sprzedażowej. Czekał na premierę aż do dziś.

Build a Snowman to zapach w którym dominuje mroźna, miętowa/mentolowa nuta. Po powąchaniu go na sucho skojarzył mi się z mocnymi, miętowymi pastylkami. Stwierdziłam "oho, nic specjalnego". Trzeba mu jednak przyznać, że pięknie się rozkręca po odpaleniu. Wychodzi z niego cukier, duuużo cukru. Kojarzy mi się z białym lukrem mocno doprawionym miętą. Prosta, dwuskładnikowa kompozycja, a znacznie umila powietrze. 

Moc w samplerze zadowalająca, więc świeca powinna dać radę. Niestety muszę zauważyć, że takich słodko-miętowych zapachów jest w ofercie naprawdę full. Znajdziecie je u Yankee, Goose Creeka, Kringla.. Pytanie jest więc, czy warto się uganiać za cholernie rzadką, limitowaną świecą, która owszem pachnie ładnie, ma fajną etykietę i nazwę, ale reprezentuje sobą standardowe, miętowe słodkości? 
Może warto dla celów kolekcjonerskich, ale na pewno nie wydałabym na ten zapach miliona monet, jak to często bywa w przypadku trudno dostępnych, limitowanych zapachów Yankee Candle.

Ocena końcowa:
7/10



wtorek, 29 listopada 2016

Yankee Candle - Lemon Lavender. Recenzja

Ani kwiaty, ani cytrusy nie zajmują mi zbyt wiele przestrzeni w woskowej szufladzie. Prawdopodobnie nigdy bym nie kupiła wosku Yankee Candle Lemon Lavender, gdyby nie wiele pochlebnych recenzji, na które się natknęłam w internecie. Wrzuciłam ją przy okazji zakupów.


Zaskakująco bardzo spodobała mi się ta kompozycja! Aromatyczna lawenda pięknie łączy się z kwaśną, lekko cierpką cytryną - pięknie ze sobą współgrają, tworząc coś uspakajającego, delikatnego dla nosa ale jednocześnie intensywnego. Wosk pachnie mocno i długo. Uroku dodaje piękny kolor wosku - może nie tak istotna cecha wosku kominkowego, ale na pewno byłby to duży atut świecy. 

Nadaje się na leniwe poranki, myślę że będzie także neutralny dla wielu nosów, więc można spokojnie palić przy gościach (chyba że ktoś wyjątkowo lawendy nie lubi). 

Na pewno będę do niego od czasu do czasu wracać. Gdybym miała kwiatowo-cytrusowy gust, paliłabym na potęgę.

Ocena końcowa: 
8/10
niedziela, 27 listopada 2016

Jak używać świece zapachowe? Kilka zasad, które musisz znać!



Przychodzi taki moment że w końcu nabywasz tą swoją pierwszą świecę zapachową (uważaj! Wkrótce będą następne :D).. Doskonale pamiętam swój pierwszy średni słój Soft Blanket Yankee Candle. Cudo! Śnieżnobiały wosk, piękny, otulający zapach. Czar niestety prysł po kilku paleniach. Wosk zaczął pachnieć dymem zgaszonej świecy, pływały w nim czarne, knotowe paprochy. Do tego płomień kopcił i migotał. Świeca zaczęła przypominać dno jeziora, na dodatek dobiła do dna, a na ściankach słoja pozostało około 25% niewypalonego wosku. Byłam zła, bo w końcu świece tanie nie są i fajnie gdyby można było się nimi cieszyć dłużej. Obwiniałam producenta świecy, zniechęciłam się i długo nie kupowałam nowych. 

Nie miałam pojęcia, że kłopoty ze świecą nie są winą producenta, tylko wynikają z błędów użytkowania. Wtedy nie znałam kilku ważnych zasad dotyczących palenia świec zapachowych, które pomagają zachować piękny zapach i wygląd naszych świec, innymi słowy - pozwalają się nią cieszyć aż do samego denka. 

ZASADA 1: Przycinaj knot.

Kto normalny by o tym myślał? Palę, gaszę, zapalam od nowa... Otóż nie. Zbyt długi knot z osadem tworzy charakterystyczne grzybki (jak te). Powoduje to kopcenie i charakterystyczne migotanie płomienia. Zbyt długi, zanieczyszczony knot będzie się także kruszył, zanieczyszczając wosk. Czarne fragmenty knota w wosku mogą skutecznie zepsuć świecę.


Świeca przed i po przycięciu knota.

Ja przycinam knot praktycznie przed każdym drugim odpaleniem świecy (nie przycinam knota w nowej, nieodpalanej świecy). Rekomendowana wysokość nad linią wosku to około 5 mm, ja z linijką nie chodzę więc przycinam knot zwykle o 1/3. Pomaga mi to w utrzymaniu czystego wosku, świeca pali się równo i nie kopci. :)
Do przycinania wystarczą Ci zwykłe nożyczki do paznokci, a najlepsze są cążki.
Rada: nie polecam przycinania Goose Creeków
Rada: Rzadko też przycinam świece Kringle Candle i Country Candle

ZASADA 2: Zwróć uwagę na gaszenie.

Nawet jeśli knot był ładnie przycięty, to zdmuchnięcie świeczki może spowodować  nieoczekiwane okruszenie knota i zanieczyszczenie wosku. Jak więc gasić świecę? Niektórzy polecają po prostu zamknięcie wieczka świecy i "uduszenie" płomienia. Inni delikatnie przekrzywiają knot i topią go w wosku. Niestety, świeca po takim zgaszeniu może zacząć pachnieć dymem. Są też specjalne gasidełka do świec (dla prawdziwych freaków :)). Obecnie staram się bardzo delikatnie zdmuchnąć świecę albo udusić pod gasidłem. 

ZASADA 3: Zawsze pal świecę do osiągnięcia tzw. "basenu"

Chodzi o palenie świecy do momentu, aż roztopiona warstwa wosku znajdzie się na całej powierzchni świecy aż do ścianek. Zasada ta zapobiega zjawisku tunelowania, czyli wypalania się świecy wokół knota z pominięciem wosku przy ściankach.  Jeśli nie wiecie o jakim efekcie mowa, to TUTAJ macie książkowy przykład świecy z tunelem. 



Zdjęcie: Proces uzyskiwania basenu w małej świecy Yankee Candle.

Niestety osiągnięcie basenu czasami bywa wyzwaniem. Oto kilka rad, jak szybko i skutecznie dopalić świecę do ścianek.

1.1. Pal świecę odpowiednio długo. 

Dopalanie świecy samych ścianek wymaga czasu. Basen w dużych świecach np. Yankee Candle osiągniecie w dobrych warunkach po około 2-3 godzinach. Łatwiej jest osiągnąć basenik w małych świecach, przy świecach z wosku sojowego (np. Wood Wick) albo przy świecach dwuktonotowych (Goose Creek, Country Candle, Kringle Candle). 

1.2. Temperatura jest ważna. 

Szybciej osiągniesz basen w dobrze nagrzanym pomieszczeniu (22 st. C lub więcej. Mój dom niestety jest chłodny, więc nie mogę się obyć bez wspomagania. Często stawiam więc świecę w pobliżu kominka lub..

1.3 Stosuj illumę. 

Illuma to wynalazek od Yankee Candle - pomaga świecy się rozgrzać, stabilizuje płomień, wspomaga prawidłowe palenie bez kopcenia, może nawet pomóc w wydzielaniu zapachu. Illumy Yankee Candle pasują na duże i średnie świece, można je kupić za około 40 złotych w sklepach ze świecami zapachowymi. Na te ładniejsze (misie, koty, nietoperze) trzeba niestety polować w internecie. 

Uwaga! Nie stosujemy Illumy przy świecach dwuknotowych.
Rada: Czasem jednak zdarza mi się założyć illumę na Goose Creeka, jeśli świeca wypaliła się do ok. 3/4 słoja lub niżej. 
Rada: Illuma nie pasuje na Kringle. 


Moja pierwsza Illuma Lid - nietoperze :)

1.4. Zrób świecy ubranko. 

Jeśli nie masz Illumy lub po prostu Ci ona nie pomaga, owiń świecę folią aluminiową, która pomoże zachować temperaturę. Może nie wygląda to najlepiej, ale działa. ;) 

1.5. Znajdź dobre miejsce. 

Ważne by świeca nie stała zbyt blisko okna lub ściany. Może to spowodować, że wosk będzie się topił tylko z jednej strony. 

Poprawne palenie świecy nie tylko przedłuża jej żywotność pod względem długości palenia, zapachu i wyglądu. W przypadku znudzenia się zapachem dużo łatwiej jest sprzedać prawidłowo paloną świecę na allegro, grupach sprzedażowych lub na ogłoszeniach lokalnych - mówię to zarówno jako osoba kupująca, jak sprzedająca. Zanieczyszczone lub świece z tunelem bardzo tracą na wartości!


ZASADA 4. Pamiętaj o bezpieczeństwie!

(!) Nie pal świecy zbyt długo za jednym razem (może spowodować odkształcenia lub pęknięcia szkła). Zwłaszcza jeśli palisz świecę z illumą lub w pomieszczeniu, w którym ucieczka ciepła jest ograniczona (np. wysoka temperatura otoczenia)
(!) Nie pal świecy bez nadzoru. Nie opuszczaj domu podczas palenia świecy
(!) Zachowaj szczególną ostrożność w przypadku jeśli w domu są małe dzieci lub zwierzęta
(!) Uważaj na firanki, kwiaty i tym podobne. :)

Macie jakieś techniczne pytania w kwestii palenia świec? A może chcielibyście dodać jakiś punkt lub radę od siebie? Piszcie w komentarzach!

Śledź mnie na Facebooku:
czwartek, 24 listopada 2016

mroźne zapachy Village Candle - który najlepszy?:)

Zapachy zimowe i świąteczne nie muszą kojarzyć się tylko i wyłącznie z ciężkimi kompozycjami, przyprawionymi świerkiem, goździkami i cynamonem. Producenci coraz częściej wypuszczają na rynek kolekcje zimowe które są nieoczywiste, mroźne, a zarazem idealnie oddające nastrój zimowego splendoru. 

Dziś recenzja trzech takich właśnie nieoczywistych zapachów Village Candle.


Ice Castle, Sleight Ride i Winter Wonderland to trzy niby odmienne zapachy, ale posiadające dokładnie tą samą konwencję - mają przywoływać na myśl świeże, mroźne powietrze. Mamy tutaj swoisty trójkącik...

W Ice Castle i Sleight Ride gra ta sama nuta lilii. 
Sleight Ride i Winter Wonderland łączy nuta cedru. 
Ice Castle i Winter Wonderland łączy nuta jodły balsamicznej. 

Ostatecznie masz wrażenie, że wszystkie opowiadają tą samą, zimową historię, w której jedziesz po zimowej krainie na saniach i dojeżdżasz do lodowego zamku. :) A tak serio, to myślę że twórcy zapachu po prostu nie mogli się zdecydować, która kompozycja bardziej im się podoba, więc wypuścili na rynek wszystkie trzy. 

Wszystkie są delikatne, śnieżne, zimowe. To zapachy które wrzuciłabym do jednego worka z YC Season of Peace czy YC Winter Glow. Moc w wosku jest średnia w kierunku delikatnej i jest identyczna dla wszystkich trzech kompozycji. 

Chyba wzięłam wszystkie trzy bo były tak podobne, że nie mogłam się na nic zdecydować. Na szczęście palenie trochę zweryfikowało moją opinię na ich temat.

Jeśli kupujesz woski w ciemno przez internet, to pewnie liczysz na jakąś wskazówkę który warto wybrać. Moim faworytem jest Winter Wonderland - najbardziej kojarzy mi się z pięknym, zimowym krajobrazem. Iglaste nuty przywołują na myśl czas Świąt Bożego Narodzenia. To naprawdę wyjątkowa kompozycja! Zaraz za Winter Wonderland, na drugim miejscu plasuje się u mnie Ice Castle. Jest od pierwszego bardziej w klimat świeżego powietrza i ma zdecydowanie mniej iglaka. Na trzecim miejscu plasuje się dla mnie Sleight Ride - niestety nuta lilii mocno się w nim wybija, czyniąc go według mniej najmniej "zimowym" i "świątecznym". Jest trochę nijaki... Ratuje go ładna nazwa i etykieta - gdyby nie one, można by go było wrzucić pod inną nazwą jako coś letniego lub wiosennego. Niestety wyczuwam także zapach odświeżacza do toalet.

Myślę że gdyby Winter Wonderland i Ice Castle zostały odrobinę przyprawione miętą i białym piżmem, to byłoby między nami wielkie LOVE! Ale i tak uważam, że to naprawdę baaaardzo fajne zapachy warte spróbowania :).

Ocena końcowa:

Winter Wonderland - 9/10
Ice Castle - 8/10
Sleight Ride - 5/10


Wszystkie trzy nabyłam w Markowych Świecach :) 



niedziela, 20 listopada 2016

Nowa kolekcja zimowa Kringle Candle - pierwsze wrażenie

Do sklepów dotarły już najnowsze zapachy zimowe Kringle Candle. Oto moje pierwsze wrażenie :)



Winter Apple
Gdybym nie była tak zdeterminowana żeby testować większość zimowej kolekcji na potrzeby bloga, to bym go nie wzięła. Nie umywa się do mojego ukochanego Gilded Apple. Czuję tu po prostu jabłko. A gdzie jest Winter? Jest w nim mroźna nutka, bo nawet po dotknięciu nosem zostaje delikatne uczucie chłodu.

Christmas Stroll 
Na sucho jest bardzo podobny do zapachu Christmas ze starszej kolekcji - Christmas jest jakby trochę bardziej wyrazisty. Choinkowy, kojarzy mi się też trochę z ozdobami choinkowymi. Pewnie są tam jakieś nuty pomarańczy/mandarynek, igliwie, szczypta mięty... tworzy bardzo ładną kompozycję. Gdybym nie znała wcześniej Christmas, to bym była zachwycona. Mam wrażenie że jest to jednak duplikat w innym opakowaniu z malutką modyfikacją gdzieś tam w tle. ale może w paleniu coś jeszcze wyjdzie.

Winter Wonderland
Podobny "w stylu" do Christmas Stroll, ale zdecydowanie bardziej mroźny! To chyba eukaliptus lub mięta. Czuć świerk i jeszcze coś czego nie umiem zdefiniować. Wyczuwam w nim jakąś niezbyt przyjemną nutę dla mojego nosa. Mam niestety obawę że w paleniu może mnie rozboleć głowa jak po Snow Capped Fraster (bardzo mnie drażni w paleniu). Wielbicielom Snow Capped Fraster powinien się spodobać! 

Gold Cashmere
Pachnie jak kaszmirowy szampon do włosów Gliss Kur Shea Cashmere. Kremowy otulacz, bardzo ładny! Będzie ulubieńcem wśród kobiet. Po odpaleniu jest dokładnie taki, jak na sucho. Bardzo mi się podoba :). 

Cozy Christmas 
Goose Creek Winter Wonderland i Goose Creek Holiday Embers w proporcji 1:1. Połączone tworzą zapach jakim jest Cozy Christmas. Typowy świąteczny zapach, przepełniony świątecznym drzewkiem, goździkami, drewnem, ciut cynamonu. Dla osób szukających typowego, klasycznego zapach Świąt.

Nie mogłam się jednak przemóc by spróbować Fireside. Miałam przeczucie że mi nie podejdzie. Ma w sobie nutkę której bardzo nie lubię, która jest też np. w Oak&Fig. Nie przypominał mi nic miłego, ale to są moje dziwactwa. :)

Podsumowując, bardziej mi serce biło kupując nowości Goose Creeka. Kringle (oprócz kaszmiru) dość przewidywalne, trooooszkę powielone. Ale ostateczny werdykt wydam po paleniu przynajmniej po dwa razy. Nadal moimi ulubieńcami chyba jednak pozostaną Cozy Cabin oraz First Snow - te dwa klasyki są naprawdę niezwykłe :).
sobota, 19 listopada 2016

Yankee Candle Winter Garden, recenzja

Winter Garden to doskonała alternatywa dla osób szukających zimowych zapachów, ale mających już przesyt nut choinkowych oraz mocnych, goździkowo cynamonowych aromatów. Winter Garden jest zimowy i lekki.



Przyjechał do Polski w limitowanym, zimowym rzucie 2016 jedynie w formie dużej świecy. W USA zapach ten jest dostępny od 2014 roku w rozmaitych formach - są woski, inne rozmiary świec, samplery i inne cuda. Etykieta i nazwa krzyczała do mnie kup mnie!, więc co miałam biedna zrobić?:P

WINTER GARDEN

Nuta głowy:
daglezja, przyprawione jabłka, igły sosny, pomarańcza i bluszcz.
Nuta serca: pepperberries (jakiś rodzaj malutkich, czerwonych jagód - nie znalazłam tłumaczenia), gałązki ostrokrzewu i goździki.
Nuta głębi: piżmo i wanilia

Zapach

Zaliczyłabym go do świeżych. Motywem przewodnim jest oszroniona, ośnieżona roślinność. Pierwsze skrzypce grają delikatne, zielone nuty. Wyczuwam igliwie, ale nie jest to typowo stosowany, choinkowy zapach - to delikatna nuta. Ma w sobie odrobinę cytrusowo-herbacianej słodyczy (pomarańcz?). Dodano tu także trochę piżma, to właśnie ta nuta zawsze przyciąga mój nos i sprawia, że zapach mi się podoba. Jest bezpieczny - nada się na prezent i jest małe ryzyko że komuś będzie śmierdział. 


Moc

Nie powiem że jest to świeca "znicz", bo wczoraj paliłam ją cały wieczór i czułam jej zapach. Było to delikatne tło, ale jednak wyczuwalne. Niestety, posiadam inne zapachy, które nawet w formie tealighta czuć było mocniej. Odpaliłam świecę dziś rano. Winter Garden palił się w sypialni równolegle z samplerem Early Sunrise. Winter Glow mocno zginął za herbacianym zapachem Early Sunrise (który także nie należy do killerów). Ustawiłabym go na tym samym poziomie co np. Soft Blanket. Pachnie, ale nie ma gwarancji że zawsze go poczujecie. Raczej do małych pomieszczeń, oceniam go jako lekki, taki o - 4 w 10 punktowej skali.

Czy warto?

Warto i nie warto - zapach ładny, nie zaczarował mnie ani nie powalił na kolana, moc mogłaby być lepsza. Za to ładnie wygląda, co też trochę się liczy :).

Świeca zakupiona w sklepie Markowe Świece Gdańsk.
sobota, 12 listopada 2016

Zapasy na zimę - Yankee Candle




Dzisiaj szybki pościk poglądowy moich zimowych i świątecznych zapasów Yankee Candle. Poglądowy, bo większości zapachów zupełnie nie znam. :) Dlatego nie będzie na razie recenzji każdego z nich, a raczej moje odczucia na pierwszy węch. Wszystko kupiłam jakieś 2-3 miesiące temu w porywach pasji testowania wszystkiego co Yankee. Ostatnio nie jestem wielką zwolenniczką wosków od Yankee Candle (niestety coraz częściej coś słabo mi pachną i starczają na dwa razy), dlatego większość tutaj pokazanych zapachów traktuję czysto merytorycznie - chcę je poznać, ale na wiele się nie nastawiam.


Na powyższym zdjęciu widać wszystie woski, z którymi mam małe doświadczenie. Na testy czekają takie zapachy jak Christmas Garland, Icicles, Christmas Eve, Candy Cane Lane, Snow Flake Cookie, Christmas Memories i Sugared Apple. Niestety podejrzewam że nie będzie tutaj u mnie efektu wow, ale pożyjemy, zobaczymy :) 


Season of Peace i Winter Glow poznałam z dwa lata temu i od tej pory stały się jednymi z najulubieńszych zapachów Yankee Candle. Dla nich mogę znieść nawet słabą wydajności Yankoowych wosków. Są niepowtarzalne i potwornie trudne do zrecenzowania! Nazwałabym je śnieżnymi. Dodają wytchnienia od świątecznych, mocno choinkowych i przyprawowych kompozycji. 

Winter Glow

Wyraźny zapach oszronionych liści na pokrytych śniegiem drzewach w chłodnym powietrzu, wszystko ogrzane złotymi promienieniami bursztynowego słońca.

Z jakiejś przyczyny Winter Glow odrobinę przypomina mi Soft Blanket. Kojarzy mi się z ciepłą, świeżą pościelą. Odrobinę kremowy. Nie czuję osobiście żadnych zdecydowanych nut mięty czy drewna. Moc w małej świecy jest raczej delikatna, dlatego osobiście bardziej postawiłam na woski. Uwielbiam go!

Season of Peace 

Zimowy spokojny zapach z nowej kolekcji Yankee Candle. Połączenie nut bergamotki, mięty pieprzowej,ylang ylang, patchouli zwieńczone ziarnami wanilii, drzewem cedrowym i piżmem. 

Cudowny zapach posiadający ogromną ilość wielbicieli! Mam słabość do każdego zapachu zawierającego w składzie piżmo. Kojarzy mi się ze spokojnym, zimowym krajobrazem - dokładnie takim, jak na etykiecie. Kojący, uspakajający, otula zimnem i ciepłem zarazem. Niezimowym odpowiednikiem tego zapachu jest Egyptian Musk. Moc w małej świecy (taką testowałam rok temu) oceniam na normalną. Na pewno kiedyś będzie duża!


Oprócz wosków na odpalenie oczekują samplerki Build a Snowman, Floric and Play, Luscious Plum oraz Winter Wonderland, ten ostatni z przeznaczeniem kominkowym bo taki już kupiłam. Mam nadzieję że nie przepadnę, bo wszystkie oprócz śliwki są bardzo trudno dostępne. Jak tylko wyrobię sobie o nich opinię, to dam Wam znać :).

Do mojej zimowej kolekcji dołączyła także duża świeca Winter Garden, ale tej poświęcę osobną recenzję. Wkrótce kolejna część moich zimowych kolekcji, a w niej zaprezentuję Wam moje zimowe nabytki Village Candle. Zdradzę tylko, że jest miłość :)....

Przedwczorajsze zakupy z Markowych Świec :) 

A Wy? Macie swoich zimowych ulubieńców? A może jest coś, czego nie wymieniłam w tym poście, a co po prostu TRZEBA spróbować? Dajcie znać!:)


sobota, 12 listopada 2016

Zapasy na zimę - Yankee Candle




Dzisiaj szybki pościk poglądowy moich zimowych i świątecznych zapasów Yankee Candle. Poglądowy, bo większości zapachów zupełnie nie znam. :) Dlatego nie będzie na razie recenzji każdego z nich, a raczej moje odczucia na pierwszy węch. Wszystko kupiłam jakieś 2-3 miesiące temu w porywach pasji testowania wszystkiego co Yankee. Ostatnio nie jestem wielką zwolenniczką wosków od Yankee Candle (niestety coraz częściej coś słabo mi pachną i starczają na dwa razy), dlatego większość tutaj pokazanych zapachów traktuję czysto merytorycznie - chcę je poznać, ale na wiele się nie nastawiam.


Na powyższym zdjęciu widać wszystie woski, z którymi mam małe doświadczenie. Na testy czekają takie zapachy jak Christmas Garland, Icicles, Christmas Eve, Candy Cane Lane, Snow Flake Cookie, Christmas Memories i Sugared Apple. Niestety podejrzewam że nie będzie tutaj u mnie efektu wow, ale pożyjemy, zobaczymy :) 


Season of Peace i Winter Glow poznałam z dwa lata temu i od tej pory stały się jednymi z najulubieńszych zapachów Yankee Candle. Dla nich mogę znieść nawet słabą wydajności Yankoowych wosków. Są niepowtarzalne i potwornie trudne do zrecenzowania! Nazwałabym je śnieżnymi. Dodają wytchnienia od świątecznych, mocno choinkowych i przyprawowych kompozycji. 

Winter Glow

Wyraźny zapach oszronionych liści na pokrytych śniegiem drzewach w chłodnym powietrzu, wszystko ogrzane złotymi promienieniami bursztynowego słońca.

Z jakiejś przyczyny Winter Glow odrobinę przypomina mi Soft Blanket. Kojarzy mi się z ciepłą, świeżą pościelą. Odrobinę kremowy. Nie czuję osobiście żadnych zdecydowanych nut mięty czy drewna. Moc w małej świecy jest raczej delikatna, dlatego osobiście bardziej postawiłam na woski. Uwielbiam go!

Season of Peace 

Zimowy spokojny zapach z nowej kolekcji Yankee Candle. Połączenie nut bergamotki, mięty pieprzowej,ylang ylang, patchouli zwieńczone ziarnami wanilii, drzewem cedrowym i piżmem. 

Cudowny zapach posiadający ogromną ilość wielbicieli! Mam słabość do każdego zapachu zawierającego w składzie piżmo. Kojarzy mi się ze spokojnym, zimowym krajobrazem - dokładnie takim, jak na etykiecie. Kojący, uspakajający, otula zimnem i ciepłem zarazem. Niezimowym odpowiednikiem tego zapachu jest Egyptian Musk. Moc w małej świecy (taką testowałam rok temu) oceniam na normalną. Na pewno kiedyś będzie duża!


Oprócz wosków na odpalenie oczekują samplerki Build a Snowman, Floric and Play, Luscious Plum oraz Winter Wonderland, ten ostatni z przeznaczeniem kominkowym bo taki już kupiłam. Mam nadzieję że nie przepadnę, bo wszystkie oprócz śliwki są bardzo trudno dostępne. Jak tylko wyrobię sobie o nich opinię, to dam Wam znać :).

Do mojej zimowej kolekcji dołączyła także duża świeca Winter Garden, ale tej poświęcę osobną recenzję. Wkrótce kolejna część moich zimowych kolekcji, a w niej zaprezentuję Wam moje zimowe nabytki Village Candle. Zdradzę tylko, że jest miłość :)....

Przedwczorajsze zakupy z Markowych Świec :) 

A Wy? Macie swoich zimowych ulubieńców? A może jest coś, czego nie wymieniłam w tym poście, a co po prostu TRZEBA spróbować? Dajcie znać!:)


poniedziałek, 7 listopada 2016

W oczekiwaniu na pierwszy śnieg.. Goose Creek cz. 2

Zgodnie z obietnicą przychodzę z drugą częścią posta o moich świątecznych zapachach Goose Creek. Pierwsza część tutaj, a poniżej cztery najnowsze i najbardziej zimowe gąski. Jeśli chcecie kupować je w ciemno, to ostrzegam - każdy ma inną opinię na ich temat. Słyszałam i zachwyty, obojętność, odrazę. Mnie jest zdecydowanie łatwiej zaspokoić w kwestii zimowych zapachów, z wyjątkiem kilku, których szczerze nie cierpię (możliwe że zrobię o nich osobny wątek). Ja osobiście nową kolekcję Goose Creek oceniam na bardzo dobry  i powiem więcej - Goose Creek powolutku zaczyna się plasować dla mnie na pierwszym miejscu w kategorii woski. Ciężko mi samej uwierzyć, bo  przez ostatni rok byłam ogromną wielbicielką Kringli. :) 


Testy zaczęłam od Fire Flies i bardzo ubolewam, że nie ma w ofercie wosków. Myślę że skończy się na przynajmniej jednej świecy...


Italian Winter

Naciesz swe zmysły wyjątkową kompozycją złożoną z aromatów wina merlot, liści bluszczu i ciepłego bursztynu.


Niezwykle oryginalny zapach! W mocy raczej średniak i absolutnie nie jest to zapach zimowy - przynajmniej nie jest to zima, którą ja znam :). Trochę pachnie mi kisielem malinowym. Jest winny, delikatnie cierpki, czuć faktycznie jakąś liściastą nutę. Osobiście kojarzy mi się trochę z zieloną herbatą. Zupełny brak nut męskich, korzennych i kwiatowych. To bardzo oryginalny zapach i nadal nie bardzo wiem gdzie tu zima. Chętnie bym go paliła cały rok. Bardzo fajny, ale nie ulubiony. ;) 

Sparkling Woods

Wyjątkowa mieszanka musującego imbiru, cedru i ziaren wanilii przeniesie Cię w magiczny, zimowy czas.



Mam mieszane uczucia odnośnie tego zapachu. Nuty drzewne są w nim mocno przytłumione czymś, co nie jest ani imbirem, ani wanilią. Może coś ze mną nie tak, ale ja tu nie czuję ani imbiru, ani wanilii. :). Zapach dosyć złożony, jakby odrobinę słodkawy. Trudny do rozłożenia na części. Ja wyczuwam jakąś limonkową nutkę. Nie mrozi - nie ma tu eukaliptusa, ani mięty. Podczas palenia niestety nieznacznie mnie irytował. Mocny - dwa Fire Flies czuć było w dużym pokoju. Mam mieszane uczucia, niby zapach jest ładny, z etykietą ma niewiele wspólnego - to nie jest zima, jakiej oczekiwałam :).

Snow Covered Bridge

Zasypana śniegiem droga prowadząca przez zimowy las sosen i brzóz. Nadeszły Święta a aromat drzew miesza się z zapachem owoców petitgrain, mięty i paczuli.



Powąchałam pierwszy raz i to jest to! Jedyny w swoim rodzaju, niesamowicie mroźny - świdruje w nosie miętą i eukaliptusem. Mróz gra tu pierwsze skrzypce, a w tle wyczuwalne są drzewa. Jestem kiepska w rozpoznawaniu typów drzew w woskach i świecach, więc uwierzę na słowo że to sosna i brzoza. Owoc petitgrain - w sensie że pomarańcza? :) Słabo ją wyczuwam. Wychwytuję natomiast zapach czarnej ziemi albo czarnej gliny. Pięknie się to wszystko komponuje. Widać tu drzewa i zmrożoną, czarną ziemię. To wszystko razem przywodzi mi odrobinę na myśl seanse w saunie. Nie musi się spodobać każdemu  - dla mnie jest piękny i niezwykły!

Frozen in Time

Odetchnij rześkim, zimowym powietrzem przesyconym zapachami mięty, grejpfruta, przebiśniegów i kaszmiru.



I dochodzimy do ostatniego zapachu - mój faworyt. Wchodząc do pokoju, gdzie się palił, mdlałam z zachwytu. :P To nic innego jak mroźna, podbita miętą wersja Under The Oaks. Mniemam że wykorzystali dokładnie tą samą bazę i dodali trochę "zimowych" dodatków.  Surowe drewno, żywica i mróz. Jest delikatnie otulający - stąd pewnie ten kaszmir. Ten zapach marzy mi się w dużej świecy. Jest przecudny, typowo zimowy, drzewny. Brawo Goose Creek!

Na koniec moja asystentka przy wykonywaniu zdjęć, która postanowiła władować zadek w sam środek mojej nowiutkiej świątecznej girlandy :).


Już wkrótce kolejny post z moimi świątecznymi i zimowymi kolekcjami, weźmiemy tym razem pod lupę moje zapasy Yankee Candle.

Jeśli próbowaliście najnowszych Goose Creeków albo macie jakieś pytania - koniecznie zostawcie mi komentarz poniżej :).
sobota, 5 listopada 2016

W oczekiwaniu na pierwszy śnieg.. Goose Creek cz. 1

Zima i święta zbliżają się wielkimi krokami. Przed nami jeszcze cały listopad, ale już zaczynamy się rozglądać za zapachami typowo świątecznymi i zimowymi. Dziś pokażę Wam swoje całe wyposażenie Goose Creekowe - jak widać, jestem już gotowa na grudzień :D.


Muszę przyznać że Goose Creek to marka która ma według mnie najlepsze zapachy świąteczne! W każdej marce znajdę oczywiście swojego ulubieńca, np. Winter Glow i Season of Peace w Yankee Candle, albo Cozy Cabin w Kringle Candle.. A tu każdy Goose Creek ma coś niesamowitego w sobie! Niestety nie testowałam w paleniu wszystkiego - czekam na mocniejsze rozpalenie się w zimowych nutach do zużycia przynajmniej połowy zapasów jesiennych. 

Ze względu na dużą ilość post podzieliłam na dwie części - w pierwszej przybliżę Wam cztery zimowe woski, a w kolejnej świeczki, czyli Fire Flies z najnowszej kolekcji. 



Winter Splendor 

Wyobraź sobie zapach idealnego, zimowego weekendu za miastem, w małej ośnieżonej chatce. Otaczają Cię przywołujące świąteczne wspomnienia aromaty jarzębiny, cynamonu, wanilii, cedru i drewna z paleniska.

To jest jeden z zapachów, który będę mogła Wam zrecenzować w paleniu za jakiś czas, bo nadal czeka na premierę. Potwornie mocny na sucho. Wyraźnie wyczuwalne nuty owocowe i przyprawowe - cynamon mocno świdruje w nosie. Przypomina mi mieszankę do grzanego wina. Obrazek sugeruje coś zimnego, ale nie znajdziecie tutaj raczej mroźnych nut. Bardzo obiecujący, chociaż chyba nie będzie moim ulubionym :) 

Holiday Embers

Ten zapach pomoże Ci poczuć się jak w wygodnym fotelu przy trzaskającym w kominku ogniu. Idealnie połączone aromaty sosny, pomarańczy, przypraw i brzozowego drewna na bazie z piżma, jodły i mchu.

Nie mogłam się mu oprzeć, spróbowałam :). Po pierwsze KILLER. Moc potworna, wielka przestrzeń wypełniła się tym zapachem! Uwielbiam takie "chatkowe" i drzewne nuty. To połączenie właśnie drewna, igliwia, mchu, mocno doprawione goździkami. Zgniłozielony kolor podkręca jego urok. Mieszanka jest typowo zimowo-świąteczna, więc będzie idealny na chłodne, śnieżne wieczory (liczę że takie będą!).

Christmas Tree Cutting

Odświeżający, zimowy zapach łączący nuty sosnowych igieł, eukaliptusa i mięty z drewnem cedrowym i porostami.

Kolejny wspaniały egzemplarz. Mocny, pachnący jak żywe drzewko. Po bardzo złych doświadczeniach z Kringlowymi zapachami choinkowymi (White Woods i Snow Capped Fraster - było mi po nich niedobrze) bałam się wydawać na tego typu zapachy. Dobrze że się przełamałam, bo jest obłędny - czuć sosnę, rześkie powietrze, a ja dodatkwo wyczuwam zapach czarnej gleby. Nie ma mowy o kibelkowej choince. Mąż także dziś prosił dziś o powtórkę, co się nigdy nie zdarza :).

A Christmas Story

Weź ciepły koc, grzaniec i ulubioną książkę. Usiądź wygodnie w fotelu i rozkoszuj się świąteczną atmosferą. Poczuj jak zaczynają ożywać obrazy z dzieciństwa. Widzisz barwną choinkę? Kominek? Spacer po skrzącym się śniegu? Każdy ma własną wigilijną opowieść - znajdź Twoją przy nutach świerkowych gałązek, szyszek, pomarańczy i karmelowego piżma.

Kolejne love... A Christmas Story to najsłodszy i najmniej przyprawowy zapach z tej grupy. Wyczuwam świerkowe gałązki, miętę i pomarańcze. Bardzo świąteczny, a jednocześnie nieoczywisty. Podobnie jak reszta - moc niezawodna! Yankee Candle nie osiąga nawet 30% tej mocy.


Jak widać w mojej kolekcji nie znalazły się żadne zapachy świątecznych ciastek - mam obecnie ogromną ilość jedzeniowych wosków czekających na wypalenie. W  skład mojej kolekcji nie wszedł też jeden typowo świąteczny zapach Goose Creek - Christmas Tree Farm. Nie pamiętam czemu go nie wybrałam, wydaje mi się że miałam obawy, że zapachy choinkowe gąsek mi nie podejdą. Przy następnej okazji na pewno jeszcze raz do niego wrócę - fajnie by było mieć całą kolekcję świątecznych Goose Creeków w swojej szufladzie :D. 


Już jutro prawdopodobnie na blogu pojawi się część druga, w której opowiem Wam o swoich mini świeczkach Fire Flies z najnowszej kolekcji. Dwa zapachy naprawdę mnie zachwyciły, a z jednego prawdopodobnie będzie duża świeca. :). Stay tunned!






wtorek, 1 listopada 2016

Unikaty: Yankee Candle Early Sunrise

Z okazji ostatniego dnia urlopu wrzucam kolejną recenzję unikatu od Yankee Candle. Early Sunrise - zapach idealny na leniwe poranki.



Nowy dzień zaświta, chrupiący i świeży w tym czystym, cytrusowym zapachu z nutą imbiru i herbaty.



Forma jaką przetestowałam to samplery, palone jak świeczki - chciałam mniej więcej się zorientować, jak zapach pachnie w formie świecy bo takową rozważam. :D Staram się palić dwa samplery jednocześnie, bo moc jednego nie zawsze jest dla mnie wystarczająca.





Zapach: Bardzo lubiany przez wiele osób i ja dołączam do tego grona - pozytywne zaskoczenie! Zanim się dowiedziałam jak pachnie, liczyłam na jakieś orzeźwiające nuty mięty, lekko mroźne jak poranek. Zapach oferuje nam jednak coś zupełnie innego - to ciepła herbata Earl Grey z wyciśniętą cytryną i posłodzona cukrem. Słodki, radosny, orzeźwiający. Mam trudności z wyczuciem imbiru. Czytałam też że niektórzy wyczuwają bergamotkę, ja niestety nie wiem jak pachnie bergamotka więc nie umiem się do tego odnieść. Nie spodziewałam się że zapach z cytrusami tak mi podejdzie. Niby  jest prosty, a trafia w sedno. Do plusów muszę także zaliczyć piękną etykietę, kolor wosku (bardzo jasna, prawie biała mięta z nutką błękitu).. No i nazwę... Kupili mnie :D

Będzie to zapach idealny na wiosenne, późnowiosenne i letnie poranki. Zapalony w środku jesieni dał mi odrobinę oddechu od ciężkich zapachów.



Moc: Średnia. Ale jest to delikatny zapach, więc można było się tego spodziewać. W pokoju ok 18m2 pięknie się rozwinął i był wyraźnie wyczuwalny. Nie będę próbowała w większych pomieszczeniach bo wiem że się nie sprawdzi. 

Warty zakupu w dużej świecy? Tak! Przy obecnej liście pragnień będzie ciężko, ale kiedyś na pewno będzie moja!

Ocena końcowa: 9/10 - dycha by była, gdyby był odrobinę mocniejszy :)

Jak go zdobyłam? Allegro u Nenka - allegrowicza, który często ma w swojej ofercie unikatowe zapachy w dobrych cenach. 

Przeczytaj inne opinie na temat tego zapachu na www.yankeecandle.pun.pl