sobota, 31 grudnia 2016

Unikaty: Yankee Candle - Winter Woods

Unikatem który zamknie ten rok jest Winter Woods od Yankee Candle - czysty zapach lasu świeżo okrytego śniegiem, w którym dominują chłodne i rześkie nuty cedru. Ptasia etykieta to na pewno mocna strona tej świecy. Do złudzenia przypomina Icicles, a także stylistycznie pasuje do Sparkling Balsam. Pochodzi z limitowanej edycji zimowej USA i po niespełna roku jest już bardzo trudno osiągalnym zapachem, przynajmniej w Polsce. Swój egzemplarz nabyłam na grupie wymiankowej. Była to jedyna świeca, którą kupiłam zupełnie w ciemno, bez wcześniejszego przeczytania recenzji. Skusiła mnie przede wszystkim jej trudna osiągalność - mam przeczucie, że ten sam zapach za rok może osiągnąć wartość dużo wyższą, dlatego skorzystałam z możliwości zakupu jej po w miarę normalnej cenie. 



Po wypakowaniu świecy naszły mnie ambiwalentne uczucia. Faktycznie zapach jest zimowy i drzewny, ale na sucho jest dosyć specyficzny. Zawiera mroźne nuty prawdopodobnie pochodzące od mięty bądź eukaliptusa, które w połączeniu z nutami cedrowymi i trudnym do zidentyfikowania tłem tworzą zapach, który przypomina staromodną pastę do podłóg. Wąchając go, wyobrażam sobie starą, leśną chatę, w której podłogi dopiero co wypastowano tak, że nadal nie można po niej chodzić. :D W dni, kiedy zapach podoba mi się mniej, wyczuwam pomadkę do ust Carmex. 

Zapach nie należy więc do przyjemnych, zimowych "pewniaczków". Jestem przekonana, że wiele osób może go wręcz znienawidzić. 

Prawda jest taka, że mnie także nie do końca przekonuje ta mieszanka na sucho, natomiast dużo zyskuje po odpaleniu. Zapach wyraźnie łagodnieje, pozostawia miłe, lekko mroźne, lekko drzewne tło. Znika pomadka carmex, pasta do podłóg traci na ciężkości. Dom pachnie miło, leśnie, świeżo, nietuzinkowo. Moc w paleniu jest co najwyżej średnia i w tym wypadku to gra na korzyść tego zapachu.


Winter Woods, Icicles, Sparkling Balsam - poglądowe porównanie etykiet.

Kupując w ciemno musicie brać pod uwagę, że zapach jest bardzo specyficzny. Plusem jest to, że w przypadku jeśli nie okaże się odpowiedni dla Was, nie będzie trudno go sprzedać, nawet po bardzo dobrej cenie.

Moje ocena: 7.5/10

piątek, 30 grudnia 2016

Uknikaty: Yankee Candle - Crisp Morning Air

To chyba jedna z najtrudniejszych recenzji do napisania i nadal nie jestem pewna tego co myślę o tym zapachu. Crisp Morning Air - tylko jak zobaczyłam nazwę i piękną etykietę, wiedziałam że będę musiała go zdobyć. Jestem ogromną miłośniczką wszystkich świeżych, powietrznych zapachów YC. Rześkie, poranne powietrze brzmi wybornie! Niestety, jak na złość zapach wcale nie jest popularny w naszym kraju wśród łowców unikatów, dlatego poszukiwania zapachu zajęły mi łącznie prawie pół roku. W końcu udało mi się kupić używaną sztukę na grupie wymiankowej.



Nuty górne: złota gruszka, liście mięty i szałwii
Środek: świeży dąb, jesienne liście i eukaliptus.
Tło: nadjeziorny mech i cedr.

Przede wszystkim zapach jest bardzo trudny do rozgryzienia - nie znając nut zapachowych trudno mi wyczuć, czy jest bardziej owocowy, powietrzny, a może liściasty? To połączenie nie przywołujące mi na myśl nic konkretnego związanego z naturą. I to niestety przemawia odrobinę na niekorzyść tego zapachu. :( Chciałabym Wam powiedzieć, że podczas palenia czuję się jak na wczesnoporannym spacerze po parku, ale wcale tak nie jest. Na pewno jest to zapach świeży, ale jednocześnie odrobinę słodki. To co wyczuwalne jest na początku to słodycz i właśnie owocowa nuta (gruszka). Na drugim planie czuć szczyptę odświeżających nut (mięta, szałwia, eukaliptus). Zapach, pomimo że nie kojarzy mi się z powietrzem, to zdecydowanie jest zapachem który faktycznie najlepiej się pali w godzinach porannych, na wieczór może okazać się zbyt delikatny. Moc świecy oceniam na co najwyżej średnią. 

Na zapach napaliłam się trochę jak szczerbaty na suchary i przyznam, że odrobinkę mnie rozczarował. Z tą etykietą i pięknym, błękitnym woskiem liczyłam na zapach bardziej ozonowy, lub powietrzny. Dostajemy co prawda świeżaka, ale bardzo przysłodzonego gruszką. Mimo wszystko ma coś w sobie co mnie przyciąga, więc na pewno świecy nie puszczę dalej. Zgarnia sporo doskonałych recenzji za zapach (niekoniecznie za moc) na yankeecandle.com, więc moja niepewność wynika prawdopodobnie ze sporych oczekiwań do tego zapachu. 

Ocena końcowa: 6.5/10



środa, 28 grudnia 2016

Świece vs woski - co lepsze? Subiektywnym okiem :)


Witam po świątecznej przerwie! :) Wybaczcie długi czas ciszy, byłam zajęta kontemplowaniem świątecznych potraw i atmosfery! Święta minęły momentalnie, a wraz z ich końcem zrobiłam mały oddech od świątecznych zapachów, które trochę mi się już przejadły po intensywnym miesiącu palenia. Poza tym do mojej świecowej rodziny dołączyło kilka naprawdę unikatowych sztuk, które wkrótce pokażę Wam w "haulowym" poście. :)

Dzisiejszy wpis to moje za i przeciw dla wosków i świec zapachowych. Wśród ludzi o podobnej pasji do mojej znajdziecie zarówno tych, co idą w zaparte z woskami, a i takich co mają po kilkadziesiąt sztuk świec w swojej kolekcji. Co jest lepsze? Powiem na początku, że moja opinia w ciągu ostatnich kilka miesięcy bardzo się zmieniła. Kiedyś szłam w zaparte z woskami zapachowymi, jednak coraz bardziej zaczynam doceniać wartość dużych świec. Tak naprawdę to obie formy mają plusy i minusy, a dziś postaram się je podsumować. :)


Można mieć wiele zapachów wosków zapachowych w cenie jednej, dużej świecy.


To chyba najbardziej widoczna zaleta wosków zapachowych względem świec. Ceny wosków wahają się w granicach kilkunastu złotych, a za dużą świecę często zapłacicie w okolicach stówki. Przelicznik jest prosty - zamiast kupować jeden zapach w formie dużej świecy, można zaopatrzyć się w kilka wosków i używać je zależnie od nastroju. To było główne kryterium które doprowadziło do ogromnego rozrostu mojej woskowej kolekcji.





Z drugiej strony, duża świeca starczy na dłużej niż wosk zapachowy...
 

Jedną dużą świecę Yankee Candle potrafię "męczyć" kilkanaście wieczorów, kiedy cała tarta Yankee Candle niekiedy wystarcza mi tylko na trzy, lub nawet dwa wieczory. Oczywiście inaczej będzie z Goose Creekiem - gąskowe woski starczają mi na kilka miesięcy nieregularnego stosowania. Czas palenia dużych świec jest naprawdę długi i taka inwestycja jest warta ceny w przypadku naprawdę ulubionych zapachów (zwłaszcza Yankee Candle), szczególnie jeśli są to zapachy wycofane. Po drugie, komu by się chciało biegać za każdym razem po kolejne tarty ulubionego zapachu - mając go w formie świecy, starczy Ci na długo!



Woski są mocniejsze i szybciej uwalniają zapach.

Oczywiście nie jest to regułą, ale w ogromnej ilości przypadków wosk po prostu mocniej pachnie. Nie musimy także czekać kilkudziesięciu minut na wypełnienie się pomieszczenia zapachem. To duży plus, kiedy wpadamy do domu późno, chcemy cieszyć się zapachem na godzinkę  lub dwie i czuć go już kilka minut od odpalenia.



Świece są bardziej "długowieczne" niż woski zapachowe.
 
Szczególnie istotna cecha przy zakupie limitowanych świec Yankee Candle z poprzednich lat. Szczelny, szklany słój doskonale chroni olejki zapachowe przed wietrzeniem, a na dodatek z powietrzem ma styczność niewielki stosunek powierzchni wosku do jego całej jego masy. Często świeca z przed 3-4 lat będzie pachniała nawet lepiej, niż ten sam zapach wyprodukowany w roku bieżącym! Nie polecam natomiast zakupu starych wosków, zwłaszcza tart Yankee Candle - dość szybko wietrzeją, a po roku lub więcej mogą stracić na mocy przynajmniej o połowę, często nawet przy przechowywaniu ich w woreczkach strunowych.


Woski lepiej nadają się do testów zapachów i można je częściej "wymieniać".

Pięć różnych zapachów w formie wosku łatwo wsadzisz do szuflady. Tyle samo dużych świec będzie potrzebowało naprawdę sporej przestrzeni. :)



...Mniej też "bolą" nieudane zakupy.

Wielokrotnie zdarzyło mi się kupić wosk, który ładnie mi pachniał w sklepie, a po odpaleniu marzyłam żeby go szybko wymienić na coś innego. To się zdarza - można wtedy taki nieudany wosk oddać, albo wrzucić na dno szuflady i dać mu szansę za kilka miesięcy ;). Nawet jeśli zapach w wosku nie był zły, ale też Cię nie zachwycił, możesz go po prostu zużyć i kupić sobie coś zupełnie nowego.  Wpadki świecowe odbijają się czkawką dużo bardziej - po wydaniu stówki na nieudany nabytek będziesz musiał / musiała spożytkować więcej energii na wymianę bądź sprzedaż. Z drugiej strony, świecę prawdopodobnie dużo łatwiej sprzedasz bądź wymienisz w Internecie, niż wosk.




Palenie świec jest "czystsze",
 choć nie zawsze mniej "upierdliwe".


Paląc wosk trzeba się liczyć z koniecznością posiadania zapasu podgrzewaczy, kominka, przechowywaniem niezużytego wosku, kruszeniem, oczyszczaniem kominka ze zużytego wosku (zdarzały mi się wypadki - wylany wosk, wosk na ścianie, na spodniach, na sztućcach - to się zdarza! :)). Ze świecą sprawa jest prosta - zapalasz, na koniec gasisz, potem możesz wsadzić na dno szafy i zapalić jeszcze raz. Niestety, czasem trzeba się liczyć z pewnymi czynnościami jak przycinanie knota, stosowanie Illumy (Yankee Candle), radzeniem sobie z niechcianym tunelowaniem czy paprochami. Tutaj na pewno dużo zależy od świecy - Goose Creeki są dla mnie dużo mniej uciążliwe, niż np. Yankee.




Pozostają też wrażenia wizualne...


Uwielbiam ogień, a świece często po prostu pięknie wyglądają podczas palenia - ocieplają pomieszczenie. nadają przytulności. Fajnie sprawdza się też kominek z ażurowymi wycięciami, jest także wiele ciekawych wzorów. Mimo wszystko, osobiście większe wrażenie robi na mnie odpalona świeca, zwłaszcza gdy towarzyszy jej ładna etykieta. :)








Co z innymi rozmiarami świec?

No ok, w całym tym rankingu mowa tylko o woskach i dużych świecach. A przecież istnieją także inne formy - małe votivy, małe, średnie świece, tumblery. Czy będą nadrabiać "wady" dużych świec?

Dla mnie niestety nie zawsze. Uwielbiam małe votivy jako wizualny dodatek w świecznikach, nie lubię ich natomiast palić zamiast wosków (mają dla mnie mniejszą trwałość podczas palenia w kominku). Czasem zdarza mi się kupić małą świecę - zwłaszcza wtedy, kiedy nie umiem się jeszcze zdecydować na dużą. Nie do końca opłacać się będzie zakup średniej świecy - co wynika bezpośrednio z porównania ceny do czasu palenia. Każda forma ma swoje wady i zalety, osobiście szczególnie lubię duże, szklane słoje i woski.

Ostatecznie, uwielbiam obie formy i nie zrezygnuję z żadnej z nich. :) W świece inwestuję zawsze wtedy, gdy wiem że zapach mnie nie zawiedzie, nie jest dostępny jako wosk lub kiedy jest to limitowanka. Woski są dobre zawsze i wszędzie, zwłaszcza podczas testów nowych kolekcji. Unikam natomiast kupowania starych wosków, bo nie zawsze mają taką moc, jak nowe egzemplarze.



A jak jest u Was, wolicie świece, czy woski? Od czego zależy wybór formy, na którą się decydujecie? Dajcie znać w komentarzach :)
niedziela, 18 grudnia 2016

Idealny zapach świątecznego drzewka - moje poszukiwania



Zapach choinki to jeden z najlepiej kojarzących się ze świętami. W ten weekend ubrałam przepiękną jodłę kaukaską, która niestety - pomimo że jest piękna i nie gubi igieł - nie pachnie. Postanowiłam więc podkręcić trochę zapach powietrza woskami i świecami. Zawsze byłam bardzo ostrożna przy wyborze zapachu igliwia, bo bardzo łatwo naruszyć cienką granicę, za  którą czeka na nas typowy zapach toaletowy.

Dziś chciałabym podsumować na podstawie ostatnio testowanych zapachów, wśród których dwa okazały się być strzałem w dziesiątkę.

Jak więc znaleźć idealny zapach świątecznego drzewka? 
Uwaga! Spojrzenie zupełnie subiektywne! Możliwe że to co nie odpowiadało mi, będzie odpowiadać Wam. :)

Po pierwsze... 
Unikam zapachów ze świąteczną girlandą / stroikiem w nazwie.

Nie chce się uprzedzać, ale wszystkie świąteczne girlandy i stroiki, jakie testowałam w tym roku, wypadły dla mnie bardzo słabo. Zwykle oznaczają, że oprócz zapachu drzewka świątecznego znajdziecie tam inne dodatki. Czasem są to przyprawy, czasem cytrusy. Tworzenie takich mieszanek skutkuje tym że zapach wychodzi w moim odczuciu zupełnie nijaki. Testowane przeze mnie Yankee Candle Christmas Garand oraz Kringle Christmas Stroll zupełnie nie umiliły mi czasu palenia. :( 



Po drugie...
Zapachy choinkowe to słaby punkt Kringle Candle :(

Choinki Kringla były tym czynnikiem, który skutecznie mnie zniechęcił do testowania zapachów świerku, sosny i wszelkiego igliwia na długo. Zaczęło się mdłości podczas palenia wosku Snow Capped Fraster w zeszłym roku. Dałam Kringlom ostatnią szansę kupując w tym roku Winter Wonderland. Skończyło się po zgaszeniu wosku po minucie od odpalenia podgrzewacza - było mi koszmarnie niedobrze i wosku pozbyłam się z domu w ciągu 24 godzin, łącznie z innymi choinkowymi Kringlami. Jedyny zapach który akceptuję i wyjątkowo lubię to Christmas  - faktycznie kojarzy mi się z choinką ustrojoną bombkami i żaróweczkami. 


Po trzecie...
Na szczęście Goose Ceek robi to dobrze!

Rewelacyjne zapachy choinkowe odkryłam w ofercie Goose Creek, zwłaszcza w zapachach w których drzewko jest jedynym lub wiodącym tematem zapachowym. Faworytami okazały się dla mnie dwa zapachy - Christmas Tree Cutting oraz Balsam Fir. Testowałam także kosteczkę Christmas Tree Farm - jest naprawdę fajny, ale to nadal zapach bardziej kompozycyjny, w którym wyczuwam także słodkie nuty owocowe i przyprawy. Ogromną zaletą choinek gąskowych jest ich autentyczność - pachną jak prawdziwe drzewko!

Cristmas Tree Cutting 
zapach posiadam w formie wosku. Jest to zupełnie czysty zapach świątecznego drzewka, w formie nieprzystrojonej - to drzewko dopiero co ścięte na plantacji, czuć w nim odrobinę ziemisty zapach. Najlepszą rekomendacją jest fakt, że osoby odwiedzające mój dom myślą że czują zapach stojącej choinki. Choinka nie pachnie, ale wosk idealnie to rekompensuje :).

Balsam Fir


Mając doskonałe doświadczenia po Christmas Tree Cutting i po dwóch udanych słojach gąsek, wybrałam od razu w formie dużej świecy. Nazwa wskazuje, że to zapach Jodły Balsamicznej, natomiast jako laik nie odczuwam zbyt wielkich różnic między różnymi gatunkami iglaków. Zalet tego zapachu jest wiele. Po pierwsze, ma piękny kolor i świetnie się komponuje klimatycznie w sąsiedztwie świątecznego drzewka. Po drugie, naklejka nie jest świąteczna, więc będzie się dobrze paliła tak że długi czas po świętach i nie będzie "przeterminowana". :) Po trzecie, to czysty zapach drzewka - pięknie kojarzy się ze świętami, a także lasem, nie ma tu mowy o toaletowych nutach. Jest powietrzny, żywiczny i bardzo autentyczny! Mógłby jedynie być trochę bardziej intensywny, bo w dużym salonie odrobinę ginie. Na pewno dokupię wosk dla zwiększenia intensywności.


Jest jeszcze wiele zapachów, których jeszcze nie testowałam. Czy warto nadal szukać, skoro znalazłam swoje idealne zapachy choinkowe Goose Creek? :)









niedziela, 11 grudnia 2016

Moje TOP10 zapachów Yankee Candle (rok 2016)

Trudno uwierzyć że mamy już grudzień! Ostatni miesiąc roku jest idealną okazją żeby podsumować pewne kwestie. W dzisiejszym poście postanowiłam wylistować swoich ulubieńców roku 2016. Nie są to tylko zapachy które wyszły w 2016, ani tylko te które poznałam w 2016 - to moja top lista wszech czasów, ale z pewnym terminem ważności, bo za chwilę może dość coś nowego i lista nie będzie już aktualna :D.


Niestety bardziej podobają mi się zapachy z kolekcji sprzed kilku lat, dlatego wiele zapachów które tu pokazałam może być już trudno osiągalnych. Nie wiem co się zmieniło w Yankee Candle na przestrzeni lat, ale wydaje mi się że kilka lat temu zapachy były dużo bardziej "klimatyczne" niż te, które wpuszczane są obecnie.

Nie jestem w stanie uszeregować zapachów w żadnej kolejności, dlatego kolejność jest mniej lub bardziej przypadkowa. :)

Wybaczcie mi także mało finezyjne zdjęcia, ciężko mi było cokolwiek wykombinować - za oknem jest ciemno, w domu jeszcze ciemniej, do tego na zdjęcia mam czas tylko w weekend. Mam nadzieję że podczas przerwy świątecznej będę miała więcej czasu na nowe wpisy. 


1. BEACH WOOD (zapach bardzo trudno dostępny)

Absolutnie jeden jedyny i niepowtarzalny aromat wyrzuconego przez morze drewna. Jest drewno, sól i niepowtarzalny klimat. Jeden z zapachów kojarzących mi się z dzieciństwem i wczesnojesiennymi spacerami nad brzegiem Bałtyku. Jeszcze 3 lata temu można było go z łatwością upolować, dziś stał się koszmarnie trudno osiągalny. Całe szczęście że YC wypuścili jesienią 2016 Ebony & Oak, który jest do Beach Wooda bardzo podobny. Absolutny faworyt!

Jak go zdobyć? Trzeba mieć uszy i oczy szeroko otwarte, ja swój kupiłam w Markowe Świece na dziale z zapachami limitowanymi. 



2. SEASON OF PEACE

Numer 1 w kategorii zapachów zimowych. Uwielbiam piżmo - każdy zapach zawierający je w składzie będzie mi się podobał. Tutaj piżmo wybija się na prowadzenie, a zapach jest otulający, miękki i przywołujący na myśl czystość i biel. Jego zaletą jest zupełna odmienność od klasycznych zapachów świątecznych, w których często wyczuwalne są igliwia, drewno, przyprawy i cytrusy. Według opisu producenta SOP tworzy spora ilość nut kwiatowych, natomiast sam zapach zupełnie nie przywołuje na myśl kwiatów. Jest piżmowy, ciepły (a jednocześnie zimowy), kremowy i otulający. 

Ze względu na mieszane opinie co do mocy dużej świecy, Season of Peace gości u mnie w sporej ilości tart. Nie jest jednak wykluczone, że świeca kiedyś zawita w mojej kolekcji. 


3. WINTER GLOW

Kolejny cudowny zimowy zapach od Yankee, depczący SOPowi po piętach. Podobnie jak powyższy, jest delikatnym otulaczem, nienachalnym i przytulnym. Wrzuciłabym go do wspólnego wora "otulaczy" wspólnie z Soft Blanket i Season of Peace. Ciepły i zimny zarazem, przypominający mi czasem zapach nowiutkiego, ciepłego szalika. Niestety, po testach małej świecy zrezygnowałam z zakupu dużej ze względu na niesatysfakcjonującą mnie moc. Woski dają radę :).



4. SOFT BLANKET

Mam ogromny sentyment do tego zapachu - to moja pierwsza świeca średnia Yankee Candle, którą zakupiłam jakieś 5 lat temu. Pomimo że zapach miękkiego kocyka wydaje się być delikatnym otulaczem, to moc zarówno wosku jak i świecy jest dla mnie bardzo zadowalająca.  Całe szczęście, że misiek nie jest zapachem limitowanym - w takiej sytuacji musiałabym zrobić ogromny zapas tego zapachu. Szczególnie lubię go palić w sypialni - uspokaja mnie i pomaga mi zasnąć. Ma coś w sobie, co przywołuje zapachy z dzieciństwa. Idealny na każdą porę dnia i roku. Wracam do niego zawsze wtedy, kiedy znudzę się bieżącymi testami i mam ochotę na jakiś klasyk. 


5. EVENING AIR (zapach bardzo trudno dostępny)

Moja pierwsza duża świeca Yankee Candle i jednocześnie wielka miłość. Uwielbiam zapachy kojarzące się z konkretnymi porami - poranek, wieczór, wchód, zachód.. Evening Air to wieczór po ciepłym, letnim dniu - czuć unoszący się aromat ziół i rześką, powietrzną nutę. Duża dawka piżma dodatkowo dodaje temu zapachowi charakteru, który uwielbiam - delikatnie zapach dociąża. Mocny, idealny na wieczór, trzymam go na wiosnę i lato. Szkoda mi palić, ponieważ jest to limitowany zapach USA - w Polsce bardzo trudno osiągalny.

Jak go zdobyć? Trzeba mieć uszy i oczy szeroko otwarte, ja swój kupiłam w Markowe Świece na dziale z zapachami limitowanymi. 




6. MOUNTAIN LAKE (zapach bardzo trudno dostępny)

Zakup był dokonany poniekąd trochę w ciemno na podstawie urokliwej etykiety i zauroczenia zapachami powietrznymi i wodnymi, jakie dopadło mnie po zakupie Evening Air. Nie zawiodłam się - zapach jest trochę inny niż Evening Air, ale nadal to dokładnie ten sam klimat! Powietrzny, wodny, rześki, jest też jakaś zielenina. Ciut bardziej męski, ciut mniej zielny, ale utrzymany w podobnej konwencji. Moc rewelacyjna, dostępność niestety także ograniczona. :(

Jak go zdobyć? Na grupach wymiankowych, OLX lub Allegro - tam jest szansa że się pojawi. Moją kupiłam od osoby prywatnej.




7. LUCKY SHAMROCK (zapach bardzo trudno dostępny)

Najwspanialszy zapach na wczesną wiosnę. Typowa zielenina, zapach koniczyny która odświeża, poprawia humor i relaksuje. Przyw ołuje na myśl Irlandię i Saint Patrick's Day ;).Ogromną zaletą dużej świecy jest niesamowite naolejowanie - przynajmniej taki egzemplarz miałam okazję trafić. Uwialbiam ją za to, że jest zupełnie inna niż cała reszta moich świec. Unikatowa, wyjątkowa i trudno dostępna. Uwielbiam!

Jak go zdobyć? Trzeba szukać na grupach, ogłoszeniach i portalach sprzedażowych. Moja pochodzi od Nenka z allegro.



8. CRANBERRY PEAR

Zupełnie nie jestem osobą uganiającą się za owocowymi zapachami - Cranberry Pear pewnie nigdy bym nie odkryła, gdyby mąż nie kupił mi tego wosku wraz z kilkunastoma innymi w prezencie. Leżał by także pewnie długo na dnie szuflady, gdyby sam nie zaproponował odpalenia właśnie tego. Przepadłam - to najpiękniejszy (jedyny?) owocowy zapach, który absolutnie skradł moje serce! Nie ma obawy, że dom będzie pachniał nam jedzeniem. To zapach bardzo słodki i kwaskowy, pomimo że nie pachnie jak autentyczne owoce, nie można przypiąć mu etykiety nienaturalnego. Trafia w gusta wielu osób, więc nada się na prezent.


9. LAKE SUNSET

Klasyk do którego nie wracam aż tak często ze względu na ilość innych wosków i świec do przetestowania i wypalenia. Niewątpliwie jednak Lake Sunset to Oldie but Goodie. Najbardziej akceptowalna przeze mnie forma kwiatów połączona z nutką wodną - wspaniały zwłaszcza na ciepłe dni. Koncepcja zapachu to kwintesencja tego, jakie zapachy w Yankee Candle tworzyli kilka lat temu - odwołujące się do natury, miejsc które wszyscy znamy, zapachów które kojarzą nam się, ale nie wiemy dokładnie gdzie to czuliśmy wcześniej. Taki efekt można osiągnąć tylko przez doskonałe dobranie nut zapachowych. Taki jest dla mnie Soft Blanket, Evening Air, a także Lake Sunset. Niestety nowe kompozycje Yankee są już coraz częściej bardziej dosłowne i mniej złożone. Na szczęście że nic się nie zapowiada, żeby miało kiedyś zabraknąć Lake Sunset


10. Early Sunrise (zapach bardzo trudno dostępny)

Zapach opisałam w tym wątku. Herbata z cytryną doskonale poprawia nastrój, jest intensywna, odświeżająca i wspaniale nadaje się na leniwe poranki. Obecnie moja całkiem świeża, duża sztuka czeka na wiosnę :) - szkoda mi jej palić. 

Jak go zdobyć? Podobnie jak powyższe limitowanki kupiłam w sklepie stacjonarnym Markowe Świece na dziale z zapachami limitowanymi. 



Jest jeszcze wiele zapachów które mają ogromny potencjał, by zająć w tej liście specjalne miejsce. Bardzo lubię Bundle Up, pozytywnie zaskoczył mnie Rhubarb Crumble, nacieszam się nowymi świecami Winter Woods, Water Garden i Crisp Morning Air. Mocą zachwyca mnie Storm Watch i Wild Sea Grass, a wspaniałe wspomnienia przywołuje Stony Cove. Wydaje mi się, że niedawno przeze mnie kupiony Water Garden może zająć miejsce wśród zapachów TOP10 (wkrótce recenzja). 

Ulubieniec to dla mnie taki zapach, którego najprościej w świecie boję się palić w lęku, że może mi go zabraknąć w domu. :) Ale właśnie na tym polega przyjemność tego "sportu" :D - nie tylko na paleniu tego co lubimy i znamy, ale też na poznawaniu nowych, nieodkrytych dotąd zapachów. 


PS. Info dla wielbicieli Yankee Candle: jestem w trakcie przygotowania czegoś naprawdę ekstra na Woskomanii. Wkrótce szczegóły :)!

Jestem bardzo ciekawa jacy są Wasi absolutni ulubieńcy Yankee Candle! :)







niedziela, 4 grudnia 2016

Gęś na słodko - 5 słodkich zapachów Goose Creek, które warto wypróbować

Dużą część oferty wosków i świec zapachowych stanowią zapachy cukiernicze. Mój stosunek do słodkich, jedzeniowych zapachów jest bardzo zmienny - zwykle palę je na potęgę po zaostrzeniu diety, tak jakby zapach miał mi trochę zrekompensować brak słodyczy w ustach :). Są też okresy, kiedy długimi tygodniami nie palę nic słodkiego. Mój nos nie zawsze dobrze odbiera słodkie zapachy, często mam problem z wyczuwaniem nut imitujących cukier. Dlatego niestety źle odbieram ogromną większość słodkich zapachów Yankee Candle - często zupełnie nie wyczuwam ich słodyczy. Trudno mnie zadowolić w kwestii cukierniczych zapachów w woskach i świecach, a pierwszą firmą której naprawdę się udało jest Goose Creek.



Obecnie nadal nie posiadam żadnej słodkiej świecy, mam natomiast przegródkę szuflady wypełnioną po brzegi tylko słodkimi zapachami w woskach. Woski Goose Creeka stanowią około 80% tej kolekcji. Przeżyłam oczywiście wiele zapachowych rozczarowań (na przykład te opisane tutaj), jest natomiast przynajmniej pięć słodkich, Goose Creekowych wosków które absolutnie podbiły moje serce. Polecam je w szczególności tak wymagającym osobom, jak ja :).

Zapachy posortowałam od najlepszego według mnie.

1. Campfire Marshmallow

Przecudny! Możliwe że przypadł mi do gustu dlatego, że nie jest typowym, cukrowym zapachem (a z tym przecież pianki kojarzą się na pierwszą myśl). Campfire Marshmallow to cudowny zapach łączący w sobie słodycz i drzewne nuty ogniska. Nie będę próbować nawet ich porównywać do pianek Yankee Candle - to bardziej zapach kojarzący mi się z moim ulubionym, drzewnym Cozy Cabin Kringla i słodziutkim, otulającym Kringlowym Cashmere & Cocoa. Trochę drzewny, trochę dymny, trochę słodki.. Kompozycja która z tego powstaje to istna uczta dla mojego nosa! Idealny umilacz na cały rok, szczególną przyjemność sprawa palony w chłodne wieczory. Możliwe że kiedyś będzie świeca!



2. Confetti Cake

Nigdy nie byłam wielką zwolenniczką białych, biszkoptowo-waniliowych tortów, zwłaszcza gdy towarzyszy im kolorowa posypka. Ten wosk zupełnie zmienił moje postrzeganie tego typu słodkości. Przepyszny, niesamowicie słodki aromat (jedyny tak słodki, który naprawdę czuję!) podbity bardzo wyraźną, niesamowicie kwaśną nutą cytrynową. Wanilia gra gdzieś daleko w tle. Połączenie słodkiego lukru i kwaśnej cytryny sprawia, że nie jest zbyt mdły. Obłędne Confetti Cake po prostu chce się zjeść :)! Do tego jasnoniebieski, pastelowy kolor wosku pięknie oddaje jego wesoły charakter. 


3. Black Amber Plum

Śliwka zawsze była i będzie doskonałym tematem na świece i woski zapachowe. Nie mdli, łatwo ją odwzorować, pięknie łączy się zarówno z nutami kwiatowymi, jak i słodkimi i drzewnymi kompozycjami. Black Amber Plum to śliwka zinterpretowana w słodko-wytrawny sposób. Słodziutką śliwkę połączono z bardziej wytrawnymi, żywicznymi i jaśminowymi nutami. Ta kompozycja bardzo by mi przypadła do gustu w formie nalewki. Słodki, wytrawny, nawet odrobinę luksusowy. Warty spróbowania!


4.Cherry Cobbler

Jestem olbrzymią fanką wszelkiego rodzaju deserów z wiśniami, a wiśnie pod kruszonką to najlepsze co może być! Nie jestem w stanie zliczyć ilości zawodów, jakie przeżyłam próbując różnych innych wosków z wiśnią w roli głównej. Jest to niestety nuta, która często wychodzi sztucznie i mdło, jak wiśniowa guma do żucia. Cherry Cobbler to jedyny wosk, który naprawdę nie zepsuł mi smaku na wiśnie. Pozostały one naturalnie kwaskowate i pięknie się skomponowały ze słodką, maślaną kruszonką. Jestem na tak!



5. Peanut Butter Sugar

Zapach jedyny w swoim rodzaju. Mimo że zapach ma przedstawiać masło orzechowe, to mi osobiście wyjątkowo kojarzy się z dzieciństwem, ze słodkimi goframi domowej roboty. Najwyraźniej wyczuwalny jest słodki, waniliowy wafelek. Masło orzechowe stanowi tutaj przyjemne tło. Czytałam wiele opinii, że świeca jest trochę inna niż wosk, ponieważ nie czuć w niej zupełnie tej orzechowej nuty wyraźnie wyczuwalnej w wosku. 
Ta słodycz idealnie mi pasuje jako zapach letni, dlatego tymczasowo zimuje w szufladzie w oczekiwaniu na ciepłą aurę :).



Na koniec chciałabym dodać, że każdy zapach Goose Creeka pięknie współgra z kolorem wosku - patrząc na woski jesteście już w stanie sobie wyobrazić, jak może on potencjalnie pachnieć. Dodatkowym atutem wszystkich tu wymienionych jest ich moc - gąski nigdy w tej kwestii mnie nie zawiodły.  :)

Jacy są Wasi słodcy ulubieńcy w woskach i świecach? Dajcie mi znać!