sobota, 25 lutego 2017

Yankee Candle - Roses Of Cliff Walk

Dziś szybka recenzja - Roses of Cliff Walk - jeden z różanych zapachów od Yankee Candle, już niestety nie tak łatwy do zdobycia, ale warty chwili poszukiwań. 

Roses of Cliff Walk to bogaty, różany zapach. Patrząc na etykietę widzimy malutkie, całkiem dobrze rozkwitnięte różyczki. Osadzenie ich w moim wyobrażeniu na nadmorskim klifie wywołało u mnie natychmiastowy efekt "shut up and take my money!". Ten zapach musiał być mój :). 


Coraz bardziej przekonuję się do zapachów kwiatowych, o ile są realistyczne, ciepłe i niezaduszające. Ten zakup był internetowy, tak więc istniało pewne ryzyko. Na szczęście ostateczny efekt spełnił moje oczekiwania, a świeca okazała się dokładnie taką, jak sobie ją wyobrażałam.

W internecie nie szło znaleźć rozpiski nut zapachowych, więc odniosę się do niej całkowicie subiektywnie. Zapach to dla mnie przepiękna woń dojrzałych (a może nawet i przekwitniętych) malutkich różyczek, dokładnie takich jak pokazane jest na pięknej etykiecie. To nie są róże świeżo ścięte, róże wilgotne od rosy ani takie prosto z kwiaciarni. Zapach nie zawiera zielonej nuty prawdopodobnie wcale. To jest to co może odróżniać ją od m.in. Fresh Cut Roses - nie są to kwiaty świeżo ścięte, w wazonie, a bardziej takie przewiędnięte, słodko pachnące różyczki na krzaku. To co czuję to potwornie dojrzałe płatki różane, niesamowicie intensywne, słodziutkie, realistyczne. Wyczuwam także ciepłe nuty przywołujące skojarzenia ze słońcem, prawdopodobnie więc zapach został podbity nutami piżmowymi. Znalazłam opinie które nawiązują do komfitury z róży i trzeba im przyznać trochę racji. Ta róża jest słodka i dojrzała, że aż chciałoby się ją zjeść, a już na pewno dodać do herbaty :). Piękny, realistyczny zapach! Paliłabym ją najchętniej w weekendowe, słoneczne poranki. Pomyślałam też, że to chyba jest taki zapach, który chętnie bym paliła w dzień własnych urodzin - a to chyba dobrze świadczy o tym jak ją odbieram :D.


Moc świecy jest rewelacyjna - dała sobie radę w otwartym, sporym salonie, gdzie zwykle świec Yankee Candle nawet nie zapalam, bo najnormalniej w świecie są na tą przestrzeń w większości przypadków zbyt słabe. Osobom palącym świece w małych pomieszczeniach zalecam ostrożność, bo myślę że na małym metrażu może zmęczyć. 

Jestem oczarowana tym zapachem i aż naszła mnie ochota na więcej różanych świec.


Ocena końcowa: 10/10
niedziela, 19 lutego 2017

Kolekcja Coastal Living już w Polsce! Pierwsze wrażenia. Część 1: Sea Air i Driftwood

Kolekcja wiosenna 2017 Coastal Living Yankee Candle zaskoczyła nas wcześniej niż przypuszczaliśmy. Zainteresowanie nią jest ogromne! Markowe Świece dały informację o dostawie w okolicy godziny 11. Przyjechałam tuż po pracy około godziny 16 i już mogłam między innymi pożegnać się z celem zakupu zapachu Coastal Living - wyprzedał się w ciągu kilku godzin. Pozostało mi się uraczyć woskami. Poszczęściło mi się także w kwestii dużych słojów Sea Air i Driftwood - chwyciłam ostatnie sztuki. 



Powiem krótko:
Kolekcja jest absolutnie fenomenalna!


Dzisiejsze opisy to opisy zarówno na sucho jak i w paleniu, przy czym Driftwood i Sea Air testowałam w dużych świecach, natomiast Garden by The Sea oraz Coastal Living oceniam na podstawie wosków. Recenzja trochę mi się rozrosła dlatego postanowiłam podzielić recenzję na dwie części. W tej zajmiemy się świecami.

Sea Air

Odświeżające, słone powietrze nad brzegiem morskiej wody. Nuty wody morskiej, słonego oceanicznego powietrza, biały cyklamen, róża, plażowe kwiaty i drzewo sandałowe.

Gdybym była świecą Yankee Candle to byłabym tym zapachem. :D Serio! Jest kwintesencją tego co uwielbiam! Na sucho świeży, jak płyn do płukania. Przypomina przepiękny płyn do płukania tkanin w błękitnym kolorze. Pierwsze skojarzenia jakie miałam z tym zapachem to jedna z moich świec Country Linen Yankee Candle, która także jest zapachem typowo praniowym. Sea Air jest zdecydowanie bardziej morski, tudzież "niebieski", czysty. Kolejne warstwy tego zapachu na sucho to kremowość - zapach ma w sobie pewne kremowe nuty, które znajdziecie między innymi także w Snow is Glistening albo w outletowym zapachu Ocean Air.

Po odpaleniu świecy efekt jest nieziemski, zarówno wizualny jak i ten zapachowy. Piękny, błękitny wosk cudnie współgra z ciepłym płomieniem, zupełnie jak wschodzące słońce nad brzegiem oceanu. :) Żadnych problemów z dopaleniem świecy do ścianek, za co jak zwykle dziękuję swojej niedźwiedziej illumie, która jest niezastąpiona. W paleniu wychodzą do przodu nuty kwiatowe. Czuję cyklamen, różę, drzewo sandałowe. Cały czas zapach pozostaje w czystej, praniowej konwencji. Myślę że ta wersja kwiatów nie powinna zrazić nawet osób, które kwiatów w świecach i woskach unikają.




Moc świecy oceniam jako rewelacyjną, co się nie zapowiadało po moim pierwszym powąchaniu. Przepięknie wypełniła całą moją sporą sypialnię. O ile nie posiadacie wielkiego, otwartego na resztę domu salonu, to na pewno da sobie radę :)

Moja ocena: 10/10

Driftwood

Subtelny, drzewny aromat nasączony słoną wodą morską, któremu głębi nadają eukaliptus i lilia wodna.

Driftwood to wytwór absolutnie unikatowy i mam ogromne przeczucie, że podbije serca fanów morskiej tematyki w świecach. W nutach zapachowych znajdziemy lilię wodną, sól morską, wyrzucone przez morze drewno, drzewo sandałowe, cedr, ziarna tonka (czym to pachnie??)

Mamy więc tutaj nową wariację Yankee Candle na temat wytrawionego do bieli od soli, wody i słońca drewna wyrzuconego na brzeg morza. Jestem ogromną fanką wycofanego już Beachwooda. Mam w zanadrzu jeden słój którego żal mi zapalić choćby raz. Pewnie wiele fanów tego zapachu podobnie jak ja oczekiwało, że Driftwood będzie godnym Beachwooda następcą, a nawet i może bliźniaczym zapachem. Co do godziwości następcy zgodzić się muszę, ale Driftwood to zupełnie inny zapach niż Beachwood.



Pierwszy niuch świecy i uderza do nosa świdrująca, chłodząca nuta eukaliptusa, która miesza się dyskretnie z cedrem dający wrażenie, że mamy tu do czynienia z czymś odrobinę iglastym bądź żywicznym. Głębiej wyczuwam całe bogate, drzewne tło. W przypadku tej świecy czuć faktycznie nuty soli morskiej, choć w Beachwoodzie wychodzą znacznie wyraźniej. Drzewne nuty nie są zbyt surowe. Powiedziałabym wręcz, że wyczuwam w tym zapachu pewną "kremowość" albo i "słodycz" - takie, jakie np. czuję w uwielbianym przeze mnie Cashmere&Cocoa Kringle Candle. Zapach jest otulający, słodkawy, a jednocześnie ma pazur w postaci ostrej, zimnej cedrowej i eukaliptusowej nuty. To czyni go bardzo złożonym, pełnym sprzeczności a nawet pewnego rodzaju "egzotyki". Ten driftwood nie jest driftwoodem północnoeuropejskim  - to musi być jakieś szlachetne, bardziej egzotyczne drewno wyrzucone nad brzegiem oceanu.



I tu widzę właśnie podstawową różnicę między Beachwoodem a Driftwoodem - Beachwood to typowo bałtycki kawałek drewna, prostszy w kompozycji, zawierający więcej soli. To drewno które ja znam ze spacerów po plaży. Driftwood jest bardzej złożony, nawet powiedziałabym ekskluzywny, skomplikowany. Który wolę? Wolałabym nie musieć wybierać, choć chyba nadal mam największy sentyment do Beachwooda :).

Moc w świecy porównywalna do Sea Air, czyli - nie ma się do czego przyczepić. :)

Moja ocena: 10/10




Druga część, w której przybliżę Wam wrażenia na temat Garden by The Sea oraz Coastal Living już wkrótce. :)

Testowaliście nowe zapachy? Jestem ciekawa Waszych wrażeń! Dajcie znać w komentarzu :)

Jak zwykle za zakupy dziękuję Markowym Świecom!
niedziela, 12 lutego 2017

Unikat - Yankee Candle Beautiful Day

Life is good with this happily 
enchanting mix of sunny fruits, 
pretty flowers and spicy herbs


Zapach idealny na piękny, słoneczny dzień! Przepiękna etykieta przypomina mi zapach majowych i czerwcowych, aromatycznych kwiatów rozgrzanych przez słońce. Do tego mój ulubiony kolor wosku.. :)  

Beautiful day to według producenta mieszanka słodkich owoców, kwiatów i ziół. Niestety nigdzie nie udało mi się zdobyć opisu nut zapachowych, więc zupełnie subiektywnie stwierdzam, że w zapachu dominuje nuta kwiatowa. Zapach należy do kategorii Fresh, chociaż osobiście uważam że równie dobrze mógłby zostać ostemplowany jako Floral. Kwiaty są dosyć trudnym dla mojego nosa tematem bo rzadko mi się podobają. Ta kompozycja wyjątkowo mi przypadła do gustu z kilku powodów: zapach posiada w sobie zielone nuty (prawdopodobnie wspomniane w opisie zioła) oraz jest podbity ciepłym, kremowym wykończeniem prawdopodobnie pochodzącym od piżma. To wykończenie daje właśnie to uczucie słońca, jakbyśmy faktycznie wąchali rozgrzane promieniami kwiaty. Niestety nie jestem znawczynią flory więc nie powiem Wam, jakie kwiatki wyczuwam. Owoce są tu trudnym do rozgryzienia tłem ale to prawdopodobnie one dodają zapachowi słodkiego charakteru.


Moc oceniam jako bardzo dobrą. Zapach należy do grupy Housewarmers. można poznać świecę należącą do tej grupy po skrócie HW  lub napisie Housewarmer na etykiecie na spodzie świecy. Świecie należące do tej grupy według deklaracji producenta posiadają największą intensywność zapachu. Znam świece nie będące w tej grupie o podobnej mocy, nie można jednak odmówić Beautiful Day, że to mocny zapach. :)

Jeśli zainteresujecie się zakupem zapachu, to problemem może okazać się jej zdobycie - Beautiful Day jest (jeśli się nie mylę?) wycofanym zapachem USA. Z obecnych zapowiedzi Waxaddicts wynika, że zapach powróci w 2017 roku na amerykański rynek jako limitka. A to daje dużo większe szanse na zakup. 

Moja ocena:
Fantastyczny zapach, 
ale potrzebuję trochę więcej czasu żeby stwierdzić, 
czy będzie należał do grupy moich TOP ulubieńców :) 
9/10

 
piątek, 10 lutego 2017

Village Candle - Honey Patchouli


Ziołowa paczuli miesza się ze świeżym miodem i odrobiną owoców cytrusowych, aby zanurzyć się w wewnętrznym spokoju. Zapal świecę, by przekroczyć wewnętrzny spokój.

sobota, 4 lutego 2017

3 jabłkowe Kringle, które warto poznać

Od jakiegoś czasu odkrywam, że mimo iż nie jestem wielką fanką owocowych wosków, zdecydowanie częściej zaczęłam sięgać po zapachy jabłkowe. Jabłko to owoc który w moim  mniemaniu dobrze się "pali" przez cały rok. Kringle Candle mają w swojej ofercie bardzo realistyczne zapachy jabłek, czego niestety nie mogę zawsze powiedzieć o jabłkach proponowanych przezYankee Candle (np. Sugared Apple). Widać też że twórcy zapachów Kringle Candle są także wielkimi fanami jabłka, bo występuje ono u nich co najmniej w dziewięciu odmianach (tyle naliczyłam :D):

Apple Pie, 
Apple Chutney, 
Apple Cider Donut, 
Apple and Basil, 
Apple Pumpkin, 
Spiced Apple, 
Cortland Apple,
Winter Apple, 
Gilded Apple

Nie wszystkie (jeszcze!) przetestowałam, natomiast dziś przychodzę z szybką rekomendacją trzech, które naprawdę warto spróbować. :)



1. Gilded Apple. o najpiękniejszy zapach jabłkowy jaki miałam okazję kiedykolwiek testować, jest teraz także jednym z moich TOP3 zapachów Kringli (obok Cozy Cabin i Cashmere&Cocoa). Czym się różni od zwykłego jabłka? Naprawdę pachnie jakby było pozłacane! Oprócz jabłkowego aromatu kryje się jeszcze niesamowicie ciepła i ekskluzywna, pozłacana nuta. Do przodu zdecydowanie bardziej wychodzi skórka, niż miąższ. Kompozycja wydaje się być ocieplona piżmem i bursztynem (stąd to wrażenie złota?). Drzewna nutka (drzewo sandałowe?) dodaje bardziej "skórkowego" niż soczystego aromatu. Absolutny MUST HAVE!

2. Spiced Apple. Dla zagorzałej palaczki świec i wosków jak ja, przyprawione jabłko zawsze wydawało się zbyt standardowe, by zwrócić na nie szczególniejszą uwagę w sklepie. Do wszystkich zapachów "spiced" zawsze podchodzę z pewną rezerwą, bo zwykle się kończy na ostrym zapachu goździków i cynamonu, który ostatecznie przyćmiewa kompozycję. Wosk dostałam w prezencie od mojej uczennicy tańca i powiem krótko - nie doceniłam go. Kompozycja została pięknie wyważona, soczysta, czuć miąższ, jabłka nic nie przyćmiewa, a przyprawy dodają tutaj jedynie pięknego tła. Jest tu cynamon, gałka muszkatołowa, wanilia - wszystko w idealnych proporcjach. Pyszny zapach w porze deseru :). 

3. Winter Apple. Propozycja zupełnie inna ale także godna uwagi. Wpisuje się szczególnie w zimowy i wczesnowiosenny klimat. Ciekawe połączenie jabłka, mięty sprawia, że jest orzeźwiający i chłodny. Tworzy kompozycję przypominającą mi tymbark miętowo jabłkowy. Nie wyczuwam w nim igieł sosny, które deklaruje procent- jeśli tam są, to stanowią jedynie tło. Najmniej ulubiony z tych trzech, ale nadal godny polecenia. 

Jeśli znacie jakieś ciekawe propozycje jabłkowych zapachów świec i wosków, dajcie mi znać w komentarzu!
środa, 1 lutego 2017

Water Garden Yankee Candle - recenzja

I od razu z góry przepraszam że znowu Yankee - ostatnio jakoś tak się złożyło że palę namiętnie i poznaję nowe zapachy. Może to strach że i nas w końcu dopadnie zmiana etykiet i chcę się cieszyć jak najdłużej tym, co "dobre"? :)



Water Garden to propozycja praktycznie idealna na cały rok, a szczególnie na wiosnę i lato. Nie jestem zwolenniczką kwiatowych mieszanek, a jednak te przełamane wodą i innymi żywiołami podchodzą mi nadzwyczaj dobrze! No więc do rzeczy:

WATER GARDEN
Top: watery notes, lush green notes, ozone
Middle: sweet melon, water lily, lotus blossom
Bottom: soft musk, sandalwood, willows

Wodny ogród - przepiękna etykieta, kolor wosku i nazwa. Obiecuje być kwiatowy, wodny i taki faktycznie jest. Nie kojarzy mi się bynajmniej z liliami rosnącymi na jeziorze, z którymi często spotykam się na spływach kajakowych - te zwykle mieszają się z zapachem mułu. Tu lilia jest (dla mojego nosa!) na pierwszym planie, ale jest to cudnie pachnąca lilia jak ta prosto z kwiaciarni. Kompozycję cudownie dopełniają zielone i wodne nuty, a nuty tła dodatkowo delikatnie zapach "ocieplają". Efekt końcowy? Dla mnie to wizyta w kwiaciarni w gorący, parny dzień. Kwiaty stoją w wazonach z dużą ilością wody, a temperatura powoduje że ciepłe opary wody mieszają się z cudownym aromatem lilii. Taki dla mnie jest Water Garden :).

Moc świecy oceniam jako fenomenalną! Zapach jest bardzo intensywny, ale nie aż taki by byt mocno zakręcić w nosie i głowie. To dobra wiadomość, bo poprzednia wersja tego zapachu nie słynęła z mocy. 



Podsumowując - piękny, wodno kwiatowy zapach o doskonałej mocy. Czego chcieć więcej?

Moja ocena: 10/10

Świeca pochodzi Markowe Świece Gdańsk.