poniedziałek, 27 marca 2017

Yankee Candle - Market Blossoms

Market Blossoms

czyli "Kwiaty z Ryneczku"

Górne nuty: jagody, bergamotka, truskawka, malina
Serce: konwalie majowe, jabłko, kwiat mandarynki, lilia, róża, goździk, kwiat wiśni
Tło: drewno sandałowe, biała paczula, waniliowo białe piżmo, mech, liść cedru


Market Blossoms to wyjątkowy zapach! Jest kobiecy, wiosenny i idealnie nadaje się w paleniu na przepiękny dzień jak ten, który jest teraz u mnie za oknem. Kwiaty i nuty owocowe pięknie współgrają tworząc ciepłą, słodką kompozycję. "Stylistycznie" przypomina mi odrobinę Lake Sunset, więc zwolennicy tego zapachu powinni raczej odebrać go dobrze.

Pomimo że na przepięknej etykiecie widzimy kosz z kwiatami, moje pierwsze wrażenie potwierdza się z nutami zapachowymi - to bardzo słodki zapach, w którym raczej dominują owoce. Czuję całą mieszankę owoców leśnych. W tle grają akordy kwiatowe - trudno mi rozpoznać poszczególne kwiaty, ale końcowy odbiór zapachu jest słodki, owocowo-kwiatowy, "różowy", odrobinę perfumeryjny i dziewczęcy. Niestety nie jest typem zapachu, który sprawia że mdleję z zachwytu. Brakuje mi w nim odrobiny naturalności, może pewnego złamania zieloną nutą, albo chociażby kwaskowatości owoców, które są bardzo słodkie, przez co trochę mniej autentyczne. Mimo że mógłby być trochę lepszy, to jest to nadal bardzo ładna, wiosenno letnia kompozycja. Mam aż ochotę wziąć wolny piątek z pracy i wyskoczyć na targ po bukiet wiosennych kwiatów i świeże owoce.. :)



Moc świecy oceniam na rewelacyjną - zapach wypełnił pokój i z niego wyszedł, wypełniając sąsiednie pokoje. Zaczął nawet schodzić po schodach do salonu. To lubię!

Z dostępnością Marketu jest nie najgorzej. Można upolować go na grupach sprzedażowych, w sklepach posiadających w ofercie zapachy trudno dostępne lub limitowane (np. Markowe Świece). Dla nieopornych polecam także eBay - tam swojego Marketa upolowałam za około 100 złotych. 

Ocena końcowa:

Zapach: 8.5/10
Moc: 9/10


niedziela, 26 marca 2017

Our Own Candle Company - pierwsze zetknięcie z marką


Niecały tydzień temu do Markowych Świec weszła zupełnie nowa marka, nieobecna nigdy wcześniej na polskim rynku. Our Own Candle Company to amerykańska marka, która ma swój niepowtarzalny styl. Świece są sprzedawane w uroczych słoiczkach z rączką a la kubek, które nadają świecom wyjątkowy charakter. Całość ma odrobinę sielski klimat - trochę country, trochę vintage... I nie kończy się to na wyglądzie - wąchając wiele zapachów, miałam wrażenie że przenoszę się do czasów dzieciństwa. W niektórych czułam zapomniane słodkości, w innych zasypkę dla niemowląt, w jeszcze kolejnych przebrzmiewał krem Nivea, a nawet mydełka bambino. :)
Moja natura testera wymagała, bym na początku spróbowała każdego z produktów - zarówno dużych, jak i małych świec, wosków i saszetek do szafy. Oto moje spostrzeżenia :):

Wygoda palenia

Główną zaletą świec jest ich rozmiar i słój - piękny kubeczek z rączką, który zachęca do palenia (żeby później wykorzystać go do lemoniady :D). Knot w świecy jest na początku bardzo długi i z tego co się dowiedziałam, nie warto go na początku przycinać zbyt krótko. Malucha odpaliłam bez przycięcia i także nie było problemów. Wosk jest miękki, sojowy - ma on opinię wosku zdrowszego, więc na plus. Jest w konsystencji i paleniu podobny do tego występującego w świecach WoodWick. Basen robi się błyskawicznie, bo po około 20 max. 30 minutach palenia. Niweluje to ryzyko powstawania tuneli, nawet u użytkowników którzy "nie kumają czaczy" w kwestii zapobiegania tunelowania świec :). Nada się więc dla naszych niewprawionych mam i koleżanek jako prezent. 



Zapachy

Z moich spostrzeżeń wynika, że większość zapachów w tej marce stanowi tak zwana jedzeniówka, czyli zapachy cukiernicze i owocowe. Jest też sporo kompozycji perfumeryjnych, zwłaszcza takich w stylu "country". Mój wybór padł na Heaven, Tuscan Vineyard oraz Country Clotheside. W wosku wybrałam natomiast Lavender Chamomile. W szybkim skrócie:

Tuscal Vineyard
  to przepiękna kompozycja bazująca na czarnych, słodkich, winnych winogronach.

Heaven 
 to bardzo oryginalny zapach kojarzący mi się z pudrem dla dzieci podbitych owocowymi nutami gruszki i brzoskwini. 

Country Clotheside 
 to przepiękny zapach prania świeżo rozwieszonego w ogrodzie. 

Lavender Chammomile
Mój absolutny nr 1 - dla mnie to pudrowo-kremowy zapach mydełka bambino i lawendy. Liczyłam niestety na trochę lepszą moc, bo taki cudny zapach powinien pachnieć w całym domu tak, że z kapci wyrywa!


Moc

To zależy! Moc świec i wosków wydaje się zależna od zapachu - nie ma co czarować, znajdziecie tu mocniejsze i słabsze egzemplarze. Tuscan Vineyard dawał sobie doskonale radę w moim sporym salonie, natomiast Heaven w tej samej postaci i rozmiarze potrzebował mniejszego obszaru jak garderoba, żeby być dobrze wyczuwalny. Podobnie jak w innych markach, będą tu mocniejsze i słabsze zapachy, choć wydaje mi się że jednak cała linia jest delikatniejsza niż np. mocarne Kringle bądź Goose Creeki.

Typy produktów i  rozmiary świec

W Markowych Świecach dostępne są duże słoje, małe słoiczki, cztero kosteczkowe woski oraz saszetki do szafy. Marka okresowo wypuszcza też eksperymentalne formy w zupełnie innych gabarytach i kształtach. Widziałam między innymi wielkie, wieloknotowe tumblery.



Dostępność i cena

Markowe Świece to na chwilę obecną pierwszy i jedyny sklep, w którym znajdziecie świece Our Own Candle Company. Jest jeszcze jedna dobra wiadomość :) Z tego co się dowiedziałam, są także dystrybutorem marki, więc wkrótce produkty te pojawią się w większej ilości sklepów w całej Polsce. Cena na szczęście jest całkiem przystępna - np. duża świeca w regularnej cenie kosztuje 69 złotych (waga 368,5 gram, waga średniego YC to 411 gram). Na poniższym zdjęciu zrobiłam porównanie do dużej świecy Yankee Candle, małej oraz do klasycznej tarty wosku.

Pamiętajcie że na kod Friend macie 20% zniżki!


Pomimo że sama jestem typowo "Yankeeowym freakiem" to produkty Our Own Candle Company wywarły na mnie bardzo dobre wrażenie i polecam każdemu zapoznanie się z tą marką. Uważam że to wspaniałe produkty na prezent dla osób nieświecowych, bo są bajecznie proste w użyciu, nie tunelują nie trzaskają. :) Raczej polecam do pomieszczeń o mniejszym do średniego metrażu. Ogromna różnorodność zapachów daje duże pole do manewru i każdy znajdzie coś dla siebie!

piątek, 24 marca 2017

Pierwsze wrażenie - Country Candle




Marka Country Candle należy do Kringle Candle Company i została wprowadzona na polski rynek pod koniec roku 2016. Pierwsze produkty rozeszły się w szybkim tempie, co świadczy o dobrym przyjęciu przez polskich miłośników świec zapachowych. W ofercie znalazło się kilka zapachów z regularnej oferty Kringle (np. mój niezastąpiony Cozy Cabin). Świece Country Candle podobają mi się dużo bardziej niż Kringlowe - słoje a la Yankee z dwoma knotami to perfekcyjne połączenie dwóch cech, które uwielbiam w świecach! Do tego szeroki wybór zapachów, łądne etykiety i (miejmy nadzieję!) dobra moc. Czego chcieć więcej? :)

Dziś przychodzę do Was z małą recenzją trzech bardzo obiecujących zapachów - Vanilla Orchid, Peach Bellini oraz Harvest Moon.





Mam takie wrażenie, że Vanilla Orchid stał się (jak to powiedzieć po polsku??) signature product. To chyba najbardziej rozpoznawalny zapach Country Candle, przynajmniej dla mnie.  Najszybciej zniknął ze sklepów i najczęściej pojawiał się w recenzjach użytkowników. Nic dziwnego - to przepiękny zapach! Otulający zapach świeżej laski wanilii z kwiatem orchidei tworzy kompozycję delikatnie kremową i otulającą. W recenzjach pojawiały się porównania do Vanilla Satin ze spostrzeżeniem, że orchid jest bardziej kremowy i mniej wytrawny. To doskonała, perfumeryjna kompozycja która pięknie by się sprawdziła w jakimś dobrym salonie kosmetycznym. :)




Peach Bellini to jeden z garstki (można by policzyć na palcach jednej ręki) zapachów, na które mój małżonek zareagował całkiem entuzjastycznie. To także zapach, który zrobił największą furorę na premierze podczas poznańskich targów dekoracyjnych HOME DECOR. Nie gustuję generalnie w czysto owocowych kompozycjach, ale ta chyba zawita w moim domu w dużym słoju. Rozkosznie kremowe, słodkawe, musujące połączenie zapachu soczystej brzoskwini i szampana. Pycha!





Bogate nuty śliwki i słodyczy w blasku księżyca. Harvest Moon to bez zwątpienia intrygujący i oryginalny zapach. Rzadko spotykam takie kompozycje - bazujące na ostrych i pieprznych nutach cynamonu, które nie są kompozycjami jedzeniowymi. To dokładnie taka kompozycja - nie do końca jedzeniowa, choć aromatyczna. Czuć śliwkę  idelikatne cytusy, coś ciepłego w tle. Kolor sugerował mi męskie nuty, ale to nie jest raczej zapach męski. Wielowarstwowość to niepodważalny atut tego zapachu. No i moc - potwornie mocny, co u mnie zawsze jest in plus. Niestety nie zagości u mnie w dużej świecy - mąż błagał o zgaszenie sampla po pięciu minutach palenia. Nie do końca zgadzam się z epitetami pod adresem tego zapachu, więc powiem tylko że jemu nie przypadł do gustu :).

Osobiście na pewno wyposażę się w duży słój świecy Country Candle, ale jest mi jeszcze trudno podjąć decyzję, która to powinna być :D. Na razie najbardziej podoba mi się Vanilla Orchid, chociaż rozważam zakup Peach Bellini na lato. Harvest Moon to równie przepiękna kompozycja, ale mąż by mnie z tą świecą pewnie wyprowadził do piwnicy :). Trzymam kciuki aby moc była równie obiecująca, jak w daylightach. :)


niedziela, 19 marca 2017

Yankee Candle - Sea Harbour. Recenzja




Sea Harbor - Świeży powiew oceanu spotyka przyjemny aromat jasnych cytrusów, jaśminu i słodkiej wanilii.
Nuty głowy: ozon, cytusy i zielone liście
Nuty serca: jaśmin, lilia, róża
Tło: bursztyn, piżmo i wanilia
  
Po pierwsze - obłędny kolor wosku i piękna etykieta! Cudo! Uwielbiam latarnie morskie, choć Ligthouse Point Kringla podoba mi się bardziej :). Sea Harbour to jeden z niewielu zapachów Yankee Candle, w których etykieta mówi jedno, a zapach drugie. Patrząc na widokówkę z latarnią morską i morzem, wyobraziłam sobie koloński, morski zapach. A on zupełnie taki nie jest! To świeży, rześki zapach cytrusów. Cytrusy w tej świecy są słodkie i przyjemnie cierpkie. Ta cierpkość przyciągnęła moją uwagę, mimo że nie należę do maniaczek zapachów owocowych (przynajmniej nie teraz). To połączenie świeżości, słodyczy i ciepłego tła. Patrząc na nuty zapachowe - tak zróżnicowane, nieoczywiste - trudno by mi było go sobie wyobrazić. A to po prostu cierpkie połączenie czerwonego grejpfruta, słodkiej pomarańczy i cytryn. Wszystko podpite świeżością i odrobiną ciepła. Niby owocowy, a nie do końca...

Nie czuję zielonych nut. Mimo że serce te nuty według rozpiski nut zapachowych to mieszanka kwiatowa, nie wyłapuję żadnego z nich. Słaba wprawa, czy zbyt mała moc? ;) 

Według mnie jest to zapach na który mało kto będzie kręcił nosem. Kupiłam go aby mieć w kolekcji coś lekkiego, świeżego na cieplejsze dni i to byłby strzał w dziesiątkę gdyby nie moc świecy. Sea Harbour to piękny słabiak. W paleniu daje niestety jedynie tło, nie jest to typ zapachu wypełniającego pomieszczenie aromatem. Liczyłabym na większą moc wraz z paleniem (czasem olejki siedzą gdzieś głębiej) - niestety, opinie użytkowników często wspominają o słabym naolejowaniu tej świecy. Mocy można się więc nie doczekać :(..



Polecam dla osób szukających czegoś lekkiego i rześkiego zwłaszcza na lato, dla wielbicieli cytrusów jak i tych, którzy najlepiej się odnajdują w świeżych klimatach.

Ocena końcowa:

Zapach: 10/10
Moc: 3/10
poniedziałek, 13 marca 2017

Praniowce w stylu country - Country Linen, Line Dried Cotton, Sunwashed Linen

Jestem wielką fanką praniowców, czyli zapachów oddających aromat świeżo wypranej pościeli, czystej bawełny, proszku do prania czy do płukania. Praktycznie każda markowa, świecowa firma ma w swojej ofercie zapachy tego rodzaju. Moimi ulubionymi są te od Wood Wicka (klik). Zapach prania znajdziecie także regularnej ofercie Yankee Candle (Clean Cotton, Fluffy Towels), a nawet pod nazwami i etykietami które praniowca nie sugerują (np. Sea Air, Catching Rays). 


Temat praniowców jest bardzo obszerny, a dziś naszła mnie ochota na zawężenie tematu do tych w typowo wiejskim stylu. W swojej kolekcji mam trzy takie świece. Koncepcja jest podobna - ma być wiejsko i świeżo. Czyste, koronkowe firanki osuszone przez promienie słońca, zwiewna sukienka wyprana ręcznie i powieszona na linkach w ogródku, czy też świeżo wypłukana pościel w pachnącym płynie. Te zapachy to kwintesencja późnej wiosny i lata, przywołają wspomnienia o weekendzie na wsi, pięknie dopełnią atmosferę wiosennych porządków w domu. 

Wszystkie trzy świece to limitowanki, łatwiej i trudniej dostępne, choć dla chcącego nic trudnego. 


Line-Dried Cotton - dla tego zapachu udało mi się znaleźć nuty zapachowe:

Górna nuta: mandarynki, cytryna i melon
Serce: lawenda, akordy wodne i lilia wodna
Tło: drewno cedrowe i piżmo

Pranie w stylu Line Dried Cotton nie zabija falą świeżości i nawet bym powiedziała, że delikatnie trąci babciną czystością. Zapach jest wyraźnie wodny i nietrudno w nim wyczuć melona. Mało praniowy wydawać się może kolor wosku, choć powiem Wam że idealnie oddaje charakter tego zapachu. Jest w nim także coś, co naprawdę mi się podoba. Może to zestawienie mandarynek i podbicia piżmowego? Niestety nie wyczuwam lawendy, a szkoda bo lubię bardzo. 
Moc tej świecy oceniam jako idealną do zapachu. Nie zmęczy, stworzy fajne tło i generalnie da się lubić, choć mam na nią lepsze i gorsze dni. Zdecydowanie pasuje mi na lato i myślę że o tej porze roku dużo zyska.


Sunwashed Linen to najtrudniej dostępny zapach z trzech wymienionych. Jest także najbardziej "kontrowersyjny" - pachnie jak mydliny powstałe z intensywnego spienienia szarego mydła. Takiego mydła ukrytego w wiejskiej łazience, pamiętającego młodość naszych dziadków. :D Intensywnie spienione wręcz do kremowej postaci mydliny zostały użyte do wyprania wiejskich, białych firanek. Teraz firanki suszą się na słońcu, mydlany aromat wypełnia cały pokój. 
Generalnie lubię zapach mydła, ale nadal nie jestem pewna, czy tak perfidne mydliny z Białego Jelenia to coś, co bym chciała czuć w swoim domu. Są także wielcy wielbiciele tego zapachu, więc generalnie on da się lubić! Dla mnie zyskałby, gdyby został złamany jakąś delikatną kwiatową nutą. Intensywny jak cholera, więc trzeba uważać. Na pewno nie do codziennego palenia (dla mnie) ale dam mu się wykazać latem, także w różnych kombinacjach z zapachami odrobinkę bardziej rześkimi. Na razie "się poznajemy", więc nie osądzam, choć liczyłam na coś bardziej neutralnego w odbiorze.




Country Linen to mój zdecydowany faworyt wśród tej trójki. W jednym zdaniu określić go można jako zapach płynu do płukania typu żółty Lenor. Kolor wosku dobrze oddaje jego charakter, czego już nie można powiedzieć o staromodnych poduchach na etykiecie. To zapach czystego prania wypłukanego w pięknie pachnącym płynie, takiego jeszcze mokrego, dopiero co wieszanego na sznurkach, gdzieś w głębi ogrodu. Delikatnie kwiatowy, ma w sobie także coś "słonecznego". 
To taki rodzaj świecy, którą wystarczy zapalić aby dom wydawał się bardziej czysty bez sprzątania :D.  Po wysprzątaniu efekt będzie jeszcze lepszy. Moc świecy jest znakomita, dla mnie w sam raz. Z czystym sumieniem polecam osobom kochającym zapachy praniowe i kwiatowe, szukającym czegoś świeżego na wiosnę i lato.

Pisanie tej recenzji trochę ukoiło moją tęsknotę za wypoczynkiem na łonie natury w ukochanym domku nad morzem. Do działkowego sezonu jeszcze z dwa miesiące, ale już teraz można się trochę rozmarzyć, a te świece pomagają choć odrobinę przywołać takie obrazy... :)








sobota, 11 marca 2017

Yankee Candle Happy Spring - piersze wrażenie

W końcu jest! W marcu 2017 jako limitka wszedł do sprzedaży najbardziej wiosenny zapach, jaki miałam okazję mieć w swojej kolekcji. Happy Spring - o nim jest dzisiejszy wpis. :) 


Na sucho

Zapach opisałabym jako wodno-kwiatowy z wyraźnym, zielonym (łodygowym) podbiciem. Kojarzy mi się z ciepłym, wiosennym dniem w kwiaciarni wypełnionej po brzegi tulipanami. Opary wody z wazonów unoszą się w powietrzu, mieszając się z aromatem kwiatów i łodyg. Kwiaty i łodygi podkręcony czymś wodnym dają niesamowite złudzenie autentyczności. I za to uwielbiam świecę Yankee Candle - dają im tyle wymiarów, że jesteśmy praktycznie w stanie zamknąć oczy i przywołać niesamowicie realne obrazy. Ja widzę właśnie taką małą, tulipanową kwiaciarnię :).

W paleniu...

Zapach pozostaje równie wiosenny i uroczy. Wypełnia powietrze delikatnym, wiosennym aromatem, pełnym kwiatów i zieleni. W paleniu wyczuwam oprócz tulipanów inne aromaty kwiatowe, których niestety nie potrafię zidentyfikować - przydałaby się rozpiska nut zapachowych.
Moc świecy nie zabija ani na sucho, ani w paleniu - w skali od 1 do 10 oceniam ją na 6. Czuć wyraźnie w sporym pokoju, jednak nie obraziłabym się za odrobinę więcej mocy :).

Porównanie do Water Garden

W opisach zapachu kilka razy napotkałam na porównanie go do zapachu Water Garden, którego recenzję możecie zobaczyć tutaj. Dwa te zapachy łączy podobna koncepcja - oba łączą w sobie wodno-kwiatowo-zielone nuty. Sam zapach jest zupełnie inny! Tulipan to delikatny kwiat o kojącym aromacie, lilia jest zaś intensywna, mocno świdrująca w nosie. Nie zawsze mam ochotę na tak intensywny zapach lilii, są też takie dni kiedy kojący, spojony zapach jak Happy Spring nie wystarcza.
Water Garden nie pachnie według mnie podobnie do Happy Spring, ale skojarzenie dwóch zapachów może być uzasadnione ze względu na wodną i zieloną nutę, które ostatecznie dają "efekt kwiaciarni" w obu przypadkach.



Podsumowując 

Niesamowicie wesoły, wiosenny zapach. Kojący, idealny na sezon wczesnowiosenny i około wielkanocny. Ta świeca niewątpliwie będzie wiodła prym w moim kwietniowym paleniu. Polecam Wam ten zapach z całego serca i przypominam, że to zapach limitowany - może w najbliższej przyszłości zniknąć z regularnej sprzedaży.

Zakup oczywiście z Markowe Świece Gdańsk! Pamiętajcie o kodzie rabatowym Friend -20% :)
niedziela, 5 marca 2017

Pachnący MARZEC - Lucky Shamrock / Meadow Mist / Rolling Hills of Ireland



W końcu mamy marzec! Coraz dłuższe dni, wyższe słupki rtęci, nadzieja na zbliżającą się wiosnę. Marzec kojarzy mi się z większą  ilością zieleniny w domu, oczekiwaniem na pierwsze wiosenne promienie słońca, a także z irlandzkim Świętem Świętego Patryka. W tym okresie mam ogromną ochotę na zielone, soczyste zapachy trawy, liści i łąki. Z mojego świecowego schowka wyciągnęłam moje trzy ulubione "zieleninowe" zapachy, które wspaniale dopełniają marcowy klimat i dodają atmosferze więcej wiosennego klimatu. 


Wpis nazwałam "pachnący marzec" i myślę że to fajny pomysł na serię, w której będę wrzucała zapachy które idealnie mi pasują do danego miesiąca. :) 

Wśród moich wiecowych czeluści odkopałam trzy perfekcyjne, marcowe zapachy. To Lucky Shamrock, Rolling Hills Of Ireland oraz Meadow Mist. 


Lucky Shamrock


Lucky Shamrock, czyli koniczynka przynosząca szczęście. Jak pachnie koniczyna? Producent mówi, że w tym zapachu znajdziemy liściastą zieleninę, geranium, trawę, odrobinę cytrusowej świeżości, konwalię, mech, wetiwer. Jak pachnie Lucky Shamrock? Bardzo proste - pachnie jak zielona do granic możliwości, świeża, mokra, świeżo co skoszona trawa. I powiem Wam jeszcze jedno - to najpiękniejszy "zielony" zapach jaki znam. Jest soczysty, autentyczny, zapierający wdech. Pozostałych nut (sory!) nie wyczuwam. Cechą charakterystyczną tej świecy jest jej niesamowita moc wynikające z ogromnej ilości olejków. Po zgaszeniu, olejki skraplają się jak ciemnozielona rosa na powierzchni wosku. Miewam ochotę ją zjeść. Lucky shamrock to zapach, którego warto szukać! Absolutny ulubieniec. 

Olejki na powierzchni wosku Lucky Shamrock.

Jeżeli boicie się trawiastej autentyczności koniczyny, to warto spróbować... 

Rolling Hills of Ireland


To zupełnie inny klimacik niż Lucky Shamrock, ale również sprawiający wiele przyjemności podczas palenia. Irlandzkie wzgórza to nic innego jak delikatny, słodkawy aromat łąki porośniętej dzikimi trawami i polnymi kwiatkami. To kategoria zapachów trudnych do nielubienia. Jest zdecudowanie mniej "dosłowny" w odbiorze niż Lucky Shamrock, mniej zielony, bardziej złożony. Polne kwiaty i trawy równoważą się, tworząc ładną, słodką kompozycję. Moc i naolejowanie świecy zdecydowanie mniejsze niż u Lucky Shamrock, ale nadal nie jest to słaba świeca. Zapach zdecydowanie łatwiej upolować w tumblerze, polecam jednak poszukać wersji w słoiczku, bo jest naprawdę rozczulająco piękna. :)

Meadow Mist


Ostatni marcowy zapach z tej serii to Meadow Mist, czyli poranna mgła unosząca się nad zieloną polaną. W pierwszych nutach powinniśmy wyczuć ozon, jabłko, cytrynę i melona. Głębiej mamy całą kaskadę kwiatową: jaśmin, hiacynt, piwonię, stokrotki, dzikie kwiaty i zielenina. Tło dopełniają akordy piżma, mchu i drewna.
Meadow Mist w moim odczuciu to przede wszystkim zielony zapach mocno (wręcz szczypiąco) doprawiony kwiatami. Wyraźnie wyczuwam zielone nuty mchu, trawę i mieszankę polnych kwiatów, zwłaszcza aromat hiacynta, który bardzo mi się kojarzy z wiosną. Jest faktycznie "mokry", rześki i ozonowy. Bardziej wytrawny niż Rolling Hills of Ireland, w nim nie ma tej słodyczy. Jest też bardziej złożony i kwiatowy niż Lucky Shamrock. Olejki nie wypływają, ale moc jest bardzo dobra. To zdecydowanie piękny zapach, który niestety może bywać gryzący i męczący. Zdecydowanie trzeba mieć do niego rześki i odpowiedni nastrój, może nie być odpowiedni dla migrenowców. Jest to świeca na którą musiałam się mocno naprawcować, by ją w końcu zdobyć. Ot, sentymentalny egzemplarz :) 

Yankee Candle co roku wypuszcza limitowanki z okazji Dnia Św. Patryka, ale ich poszukiwania często trzeba rozszerzyć na eBay czy inne portale aukcyjne. W tym roku jest to Emerald Isle, który by pewnie już był mój, gdyby nie długa lista świec na mojej wish liście. Polecam także zapolować na zapach Emerald Ivy, który jest kwintesencją zapachu świeżo wypuszczonych, zielonych liści.
Co lubicie palić w marcu? Koniecznie dajcie znać!
sobota, 4 marca 2017

Lampa zapachowa Ashleigh & Burwood od Aromanti - recenzja

Do lamp zapachowych zawsze podchodziłam jak pies do jeża. Bałam się obsługi, utrzymania, nie wiedziałam czego oczekiwać... Świece i woski to moja strefa bezpieczeństwa :). Jestem ogromnie wdzięczna Aromanti że pozwolili mi przetestować tą lampę we własnym domu. Pozwoliło mi to otworzyć się na tego typu cuda i w pełni zrozumieć fenomen tego typu gadżetu zapachowego. 


Piękne, eleganckie i pożądane.. Artystyczna kolekcja Lamp Zapachowych brytyjskiej firmy Ashleigh & Burwood upiększy każde wnętrze i stworzy przyjemną atmosferę. Lampa Zapachowa nie tylko nasyci powietrze pięknym zapachem, ale także oczyści otoczenie niszcząc szkodliwe bakterie i pozbędzie się niemiłych zapachów.

Jak to działa?

Lampa posiada tzw. palnik katalityczny. Gdy palnik jest podgrzewany rozpoczyna się proces katalitycznego spalania, który powoduje przepływ powietrza przez kontur palnika. Zapach zostaje uwolniony na drodze parowania (płynne wkłady zapachowe stanowią w większości alkohol etylowy wzbogacony olejkami eterycznymi). 

Zawsze myślałam (i miałam z tego powodu pewne obawy) że lampa to nic innego jak płonący knot. Bałam się tak odsłoniętego ognia ze względu na zwierzaki w domu. Nic bardziej mylnego! Lampę napełniamy specjalnym płynem zapachowym i zanurzamy knot zakończony kamieniem. Dajemy sznurkowi około 30 minut, żeby nasiąknął. Kamień podpalamy na 2-4 minuty - najlepiej wtedy być blisko lampy, bo płomień może być spory. Po tym czasie gasimy płomień i nakładamy metalową, ozdobną "koronę" (ładnie wygląda i zabezpieczy gorący kamień przed przypadkowym dotknięciem). Od tego momentu cieszymy się przepięknym aromatem uwalnianym przez lampę. Chcemy zgasić lampę aby przerwać proces katalityczny? Wystarczy "koronę" wymienić na metalową osłonkę. I tyle! :)


Zapach zaczyna się unosić zaraz po zgaszeniu kamienia. Po minucie wypełnia już duże pomieszczenie. Jest nietuzinkowy,  intensywny. Lampa pięknie wygląda  - tak elegancki gadżet warto mieć dla samego wyglądu. Kto raz spróbuje tego gadżetu, prawdopodobnie nie wróci do elektrycznych wkładów zapachowych i standardowych dyfuzorów z supermarketu.

Żeby podsumować moje wrażenia, przejdźmy od razu do zalet tej lampy:

Zalety lampy:

+ Lampa pięknie wygląda, występuje w  dużych i małych rozmiarach i wielu  (kilkudziesięciu?!) przepięknych, ekskluzywnych wzorach - złoto, srebro, perłowe, mozaikowe... Nie byłabym w stanie wybrać tej najpiękniejszej!

+ Zapachy są piękne, eleganckie, perfumeryjne. Ja testowałam Romance - kobiecy, intensywny i ekskluzywny perfum. Można wybierać wśród wielu różnych kompozycji zapachowych. Co ważne, zapachy są złożone, intrygujące i mają luksusowy charakter.

+ Nie wymaga prądu, jest bezgłośna, bezdymna i bezproblemowa. :) 

+ Moc zapachu może być zarówno zaletą jak i wadą lampy - to prawdziwy killer. W moim dużym, otwartym salonie zapach się unosił już po 2 minutach. Był wyrazisty, intensywny i roznosił się szybko na pozostałe pomieszczenia. 

+ Cena za taki gadżet (179 złotych za zestaw) to moim zdaniem cena rozsądna, jeśli weźmiemy pod uwagę jakość wykonania i możliwość długotrwałego użytkowania.
+ Idealny pomysł na prezent.

+ Da sobie radę na wielkich powierzchniach - dobra wiadomość dla tych, u których świece i woski nie dają sobie rady.

+ Producent deklaruje także właściwości przeciwgrzybiczne, przeciwbakteryjne, przeciwroztoczowe...

...Tutaj po prostu muszę się zatrzymać i powiedzieć, że należy traktować tą "właściwość" z przymrużeniem oka. Pracuję jako naukowiec w firmie biotechnologicznej i praca aseptyczna jest moim chlebem powszednim. Jestem w stu procentach w stanie zrozumieć mechanizm, jaki potencjalnie mógłby działać bakteriostatycznie / przeciwbakteryjne w tym wypadku. Wierzę także, że firma faktycznie wykonała badania laboratoryjne w tym kierunku. Nie mamy jednak informacji, jakiego obszaru wokół lampy dotyczy takie działanie (w promieniu metra?). Nie traktujmy więc lampy jako metody usuwania roztoczy i bakterii z pokoju - jeśli moc byłaby faktycznie taka, że ginęłyby w całym pomieszczeniu wszelkie mikroorganizmy, to zapewniam że nie byłoby to obojętne dla naszych śluzówek i tkanek. Myślę że lampa może skutecznie usuwać mikroorganizmy w swoim bliskim otoczeniu, jednak najskuteczniejszą metodą usuwania ich w domu będzie po prostu dbałość o czystość.

Lista zalet lampy jest ogromna, jednak nie byłoby uczciwe, gdybym nie pominęła kilku małych wad:

Wady lampy:

- Lampa według mnie nie nadaje się dobrze do częstego, wielokrotnego wymieniania olejku. Inaczej by było, gdybyśmy do każdego zapachu mieli osobny knot... To raczej jest więc lampa dla osób, które nie mają "ciśnienia" na codzienne zmiany zapachu, są w stanie być wierne jednemu, trzem zapachom w ciągu pewnego okresu czasu. Częsta wymiana może okazać się odrobinę kłopotliwa ze względu na proces nasączania knota.

- Moc zapachu - to oczywiście może być zaleta, ale moc lampy jest potworna. Musiałam ją gasić po 5-10 minutach palenia, inaczej byłoby mi po prostu niedobrze. Może więc się nie sprawdzić u osób wrażliwych, będzie zbyt mocna na mniejszych metrażach. Gaszenie lampy po pięciu minutach nie jest zbyt wygodne, wolałabym by zapach był delikatniejszy, ale mógł się unosić w powietrzu dłużej.

https://casacandles.co.uk/
 
Dla kogo?

Przede wszystkim lampa Ashleigh & Burwood to fantastyczny pomysł na prezent - niesamowicie elegancki, praktyczny i ekskluzywny. Od razu przyszła mi na myśl moja mama :). Może stanowić doskonałe urozmaicenie dla świecomaniaków, chociaż powiem Wam że nie zastąpiłaby mi moich ukochanych słojów. Zapach uwalniany przez lampę jest wyjątkowo intensywny, sprawdzi się więc na ogromnych powierzchniach - także biurowych. Mam wrażenie, że nawet w kościele by pachniała :). 

Myślę że kupię tą lampę w przyszłości, jeśli nie dla siebie, to dla kogoś z moich bliskich. 

Dostępność:

Lampę możecie zamówić na stronie Aromanti
Są także dostępne w sklepie Markowe Świece Gdańsk

Serdecznie dziękuję Aromanti oraz Markowym Świecom za możliwość przetestowania lampy Ashleigh & Burwood! Jesteście wspaniali!