środa, 21 czerwca 2017

Yankee Candle - Grapevine & Oak

Nieczęsto korzystam z owocowych zapachów, ale tym razem  trudno było się oprzeć. Zielone winogrona z drzewnymi nutami to cudowne połączenie. Yankee Candle wypuścił już kilka zapachów z winogronami w roli głównej, ale te się zdecydowanie wyróżniają - są zielone, soczyste, podbite "tym czymś", co nadaje im ten drzewny charakter. Winogrona są kwaskowate, delikatnie cierpkie. Czuję także zielone nuty dopełnione ładną, drzewną głębią. Te dwa ostatnie są prawdopodobnie tym, co mnie urzekło w tej świecy.




A wiecie co jest najzabawniejsze? Że w nutach zapachowych nie ma ani winogron, ani dębu! W ogóle! Nic! Kompozycję uzyskano poprzez połączenie nut czarnej porzeczki, cytryny, żurawiny, drzew iglastych, mchu i drewna tekowego. Wosku nadali piękny, oliwkowo zielony kolor, słój opatrzyli  etykietą - pięknie dojrzewającymi, zielonymi winogronami na krzaczku skąpanym w słońcu. I ja to czuję! A jak to uzyskali? Przypadek czy zamierzone miksowanie zapachów? Istotne, że kompozycja jest udana - bardzo!

Moc jak na razie mogłaby być dla mnie lepsza, chociaż nie wykluczam, że to kwestia niewielkiego zużycia - często olejki lubią uciec w głąb słoja i zaskoczyć nas mocą po wypaleniu górnych warstw. Czy tak będzie tym razem? Czas pokaże.

Świeca jest już stosunkowo trudno osiągalna, ale nie niemożliwa do zdobycia. Ja swoją upolowałam stacjonarnie w Markowych Świecach.

Moja ocena - 7.5/10. Czyli very najs!

czwartek, 15 czerwca 2017

Pachnący CZERWIEC

Czerwiec to słońce, piękna zieleń i ciepło. To także najbardziej burzowy miesiąc roku. Deszcze po których wychodzi słońce. Wszystko kwitnie. Stragany na rynku uginają się pod ciężarem świeżych owoców. Pojawiają się wyczekiwane truskawki, czereśnie. 


W dzisiejszym wpisie garść zapachów, które idealnie wpisują się w czerwcowy klimat. :)



Marketowi dużo uwagi poświęciłam w tym wpisie, dlatego zachęcam Was do lektury. Market Blossoms to jak wizyta na rynku w piękny, poranek. Słodkie aromaty kwiatów i borówek. Jest radosny i bardzo dziewczęcy. Dla mnie jest idealny na dzień, na leniwe poranki wolne od pracy, kiedy możemy trochę zwolnić, napić się kawy i zjeść garść ulubionych, letnich owoców. Piękny, dzienny zapach.



Czerwiec to bardzo burzowy miesiąc, a jak burza to i Storm Watch. Ze Storm Watchem moje relacje są różne - czasem mnie drażni, czasem intryguje. Trzeba mu przyznać dwie rzeczy - jest jedyny w swoim rodzaju, a dwa - jest cholernie mocarny. Potrafi wypełnić całe pomieszczenie, zejść schodami i dorwać Cię w każdym zakątku domu. Przypisuję mu to za zaletę ale i za wadę - zapach jest intensywny i może przyprawić o lekki ból głowy.

No a właśnie, czym pachnie Storm Watch? Widząc etykietę można by pomyśleć, że jest to zapach męski, ale to nie do końca prawda. Jest to aromat silnie hiacyntowy, mocny, ozonowy - jak ciężkie, ciepłe powietrze przed burzą ciążące ponad ogrodem zarośniętym zielenią, dojrzałymi hiacyntami. Kompozycja jest złożona, nieoczywista, raczej kwiatowa niż świeża, choć te ozonowe nuty gdzieś tam grają, co czyni go odrobinę... burzowym. Idealny na  pochmurne wieczory.

Bywa męczący, ale czasem potrzebuję czegoś bardzo mocnego - i wtedy ta świeca się sprawdza. Jednak są dni, gdy go nienawidzę. Jedno się jednak nie zmienia - miłość do tego koloru wosku. Co za cudo!



Górne nuty: nuty owocowe, zielone, wodne i ozon. 

Serce: geranium, lawenda, jaśmin and galbanum.

Tło: piżmo i eukaliptus

Rainbows End za pierwszym naszym spotkaniem nie spodobał mi się wcale. Po kilku miesiącach doceniłam jego świeżość i czystość.
To najbardziej świeża propozycja z tej czwórki. Kolejny, bardzo złożony zapach - bez nut zapachowych trudno by mi było go rozłożyć na czynniki pierwsze. Mówi się że jest męski, choć dla mnie nie koloński. Posiada fajną, świeżą i rześką nutę - prawdopodobnie to wspomniany ozon i eukaliptus, który bez czytania nut odbierałam raczej jako miętę. Wkładam noc do pokrywki, wącham i wącham. Nie wyczuwam żadnych nut owocowych. Żadnych! Mimo kwiatowego serca, nie jest to dla mnie też zapach kwiatowy. To świeżak - ozonowy, odrobinę chłodny, z delikatną nutą wody.

Moc oceniam jako odpowiednią - nie zamęcza, ale jest doskonale wyczuwalny w pomieszczeniu bez konieczności wkładania nosa w świecę. :)


Piękny dzień jest połączeniem nut kwiatowych z odrobiną zieleni. Takich kompozycji Yankee Candle ma wiele, tą wyróżnia duża doza "ciepła". Kojarz mi się z ogrodem, gdzie rosną kwiaty o bardzo słodkim aromacie. Słońce podsyca cały ten aromat. Gdzieś w tle grają słodkie owoce. 

Zapach dosyć wyczerpująco opisałam w tym wątku jemu poświęconym.


Z biegiem czasu odkryłam niestety, że kompozycja bywa dosyć "ciężka" i może być męcząca. Z aromatycznych mieszanek kwiatów i zieleni preferuję jednak bardziej Garden Hideaway. Nie mniej jednak, ta świeca to czerwiec w pigułce - słoneczny, ciepły, kwiatowy. Ma swój urok i klimat.

Czerwiec to idealny czas na testowanie różnych kompozycji. Teraz mam ochotę na różne eksperymenty zapachowe - kwiaty, wodne, świeże, otulacze. Zaczynam jednak odrobinę tęsknić też za kompozycjami jesiennymi... 

A Wy, co lubicie palić w czerwcu?:) 





środa, 7 czerwca 2017

Yankee Candle - Camomile Tea


Zupełnie nie rozumiem decyzji podejmowanych przez Yankee Candle w kwestii wycofywania zapachów. :( Mam czasem wrażenie, że wszystko co zostało wycofane jest o niebo lepsze niż to co mamy w regularnej sprzedaży.. A przynajmniej większość. Camomile Tea zalicza się do tej grupy wycofanych skarbów.

Generalnie lubię zapachy herbaciane, nawet bardzo. Mam słabość do aromatu rumiankowego - kojarzy mi się z dzieciństwem, jak mało co. Za dzieciaka rumianek w formie naparu towarzyszył mi przede wszystkim w momentach niezbyt przyjemnych (okłady na stany zapalne oczu czy do picia na bolący brzuch). A jednak - miłe skojarzenia pozostały. Świeca Camomile Tea pachnie tak autentycznie i pięknie, że mam ochotę napić się wosku, lub przynajmniej położyć go sobie na oko :). 



Kolor wosku słomkowożółty, na etykiecie urocze zdjęcie naparu rumiankowego. Należy do kategorii Food & Spice. Zapach jest rewelacyjnym odwzorowaniem naparu z rumianku osłodzonego miodem i delikatnie doprawionego cytryną. Tworzy arcyprzyjemny klimat, odpręża, działa kojąco. Idealna propozycja na gorszy dzień, przelotne przeziębienie, kiedy każdy mocniejszy zapach męczy i drażni. Camomile Tea zdecydowanie otula i koi.

Moc - wbrew pozorom - jest bardzo przyzwoita jak na tak delikatny zapach. Z kapci nie wyrywa, ale elegancko wypełnia dużą powierzchnię. Sama świeca ocieka od olejków, co starałam się uchwycić na zdjęciu. Uwielbiam ten defekt!



Jak widać, mam już upolowanie dwie sztuki, co należy czytać jako wielkie uwielbienie do tego zapachu. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze wróci na salony :).

Ocena końcowa: 10/10

Śledź mnie na Facebooku:
piątek, 2 czerwca 2017

Gadżety świecowe, które warto mieć :)


Pierwszy świecowy gadżet - illumę w niedźwiedzie polarne - kupił mi mąż. Wtedy też pomyślałam, że wcale nie zależy mi na rozmaitych wzorach i kolorach, przecież JEDNA illuma w zupełności wystarczy bo jest narzędziem praktycznym. Teraz mam kilkanaście illum i mogę się z siebie głośno śmiać. Uważajcie! Gadżeciarstwo świecowe może wciągnąć tak samo jak samo kolekcjonowanie świec. Pewne są bezużyteczne (ale piękne), niektóre są praktyczne, a bez innych po prostu nie wyobrażam sobie już palenia. Poniżej mój mały przewodnik, co możecie sobie sprawić do swoich świec, co się przyda i po co, a bez czego można żyć. :) 

Po pierwsze - absolutnie ukochany gadżet - ILLUMA LID


Po co? Illuma to nakładka na duże i średnie słoje Yankee Candle. Pomaga świecy się rozgrzać do ścianek, więc basen roztopionego wosku powstaje dużo szybciej. Dotapianie wosku do ścianek niweluje efekt tunelowania świecy. Dodatkowo, illuma pomaga także w utrzymaniu równego i czystego płomienia. 

To co czyni Illumy rewelacyjnym gadżetem kolekcjonerskim to fakt, że są wypuszczane w najróżniejszych kształtach i kolorach. W Stanach wybór i różnorodność jest znacznie większa niż w Europie, dlatego większość illum posiadam zza oceanu, choć większość kupiłam w Polsce. Zależnie od palonego zapachu czy koloru wosku, mogę sobie przebierać w koniczynkach, złotych czajniczkach, wiosennych króliczkac, ślicznych kotkach z kolekcji My Favourite Things, a nawet w nietoperzach - ostatnia jest moją ulubioną do świec halloweenowych i typowo "nocnych" jak Evening Air. 

Cena: Zależy czy kupujecie nową czy używaną illumę, standardowo dostępny design czy ściągacie limitowany kształt z USA... Cena Illumy może się wahać w granicach 30-40 do nawet ponad 100 złotych. 

Tańszy odpowiednik: Można zrobić sobie "illumę" z folii aluminiowej, choć według mnie z przyczyn estetycznych warto zainwestować w choć jedną, oryginalna nakładkę Yankee Candle. 

Praktyczna uwaga: Nie wszystkie illumy są tak samo dobre. Jeśli chcesz by Twoja świeca się bardzo dobrze nagrzewała, wybierz mocniej "zabudowany" kształt. U mnie np. nietoperze są zbyt mało zabudowane i kiepsko się nagrzewają, z kolei ulubiona illuma koty ma mniej nagrzewający się materiał, niż np. niedźwiedzie. Te ostatnie są obecnie moją ulubioną illumą do "zadań specjalnych" :).



I wiecie co? Już nie wyobrażam sobie palenia świec Yankee Candle bez illumy! Używam ich do każdego palenia. Jak widzę reklamówki YC przedstawiające świecę bez nakładki, to aż mi się dziwnie patrzy :D.

SWETERKI

Po co? Aby przyspieszyć dopalanie do ścianek. 




Niestety, czasem illuma nie załatwi sprawy. Bywają bardziej oporne egzemplarze świec, które nie chcą się dopalić do ścianek przez wiele godzin. Wtedy warto je... ubrać w sweterek. Tak tak, sweterek przepięknie zatrzymuje ciepło. :) Nada się zwłaszcza w zimniejsze dni. Sweterki mogą dodatkowo pełnić funkcję ozdobną, chociaż osobiście najbardziej lubię palić świecę bez sweterka i widzieć etykietę oraz topiący się wosk.

Moim najwspanialszym i najbardziej wymyślnym egzemplarzem jest niesamowity kot, który wykonała mi na zamówienie Ania (facebook: Zacisze Ani). Ma nawet głowę, którą można założyć na wieczko, gdy świeca nie jest zapalona. Czad? No raczej! :)

Sweterek (taki najzwyklejszy lub bardziej niezwykły..) łatwo też zamówić na grupach zakupowych typu Sprzedam/wymienię Świece Zapachowe, ich ceny zwykle wahają się w granicach 20-30 złotych w przypadku prostszych modeli. Mam kilka w stonowanych kolorach, które zmieniam zależnie od.. koloru wzoru używanej illumy :).



Tańszy odpowiednik: Jeśli świeca się nie chce dopalić do ścianek wystarczy ją owinąć folią aluminiową na 20-30 minut. Po tym czasie można ją łatwo zdjąć i cieszyć się pięknym basenem. 

Praktyczna uwaga: Nie polecam zdejmowania sweterka ze świecy podczas palenia - ani to łatwe, ani bezpieczne :D... 


NOŻYCZKI DO KNOTÓW

Doceniłam ten gadżet dopiero w momencie, kiedy miałam ogromną ilość słoików, a codzienne przycinanie nożyczkami zaczęło być uciążliwe. O konieczności przycinania knota pisałam już kiedyś w tym poście. Skracanie knota pomaga utrzymać czystość - w wosku nie będą pływały czarne fragmenty knota i sadzy, a sam knot nie będzie dymił. 



Tańszy odpowiednik: Przycinarka/cążki do paznokci działa prawie tak samo dobrze. Wadą jest jej ograniczona długość i to, że szczątki odciętego knota łatwiej spadają z powrotem do świecy. Poza tym mąż wiecznie mi je podkradał :D. Dlatego polecam nożyczki do knotów z Aliexpress. Kosztują grosze, dostawa trwa kilka tygodni ale ostatecznie można kupić nawet 5 sztuk w cenie jednej, oryginalnej pary z Yankee Candle. Na zdjęciu właśnie taki oto chiński egzemplarz za około 10 złotych.

Praktyczna uwaga: Zbyt duże skrócenie knota może poskutkować małym płomieniem i problemem z dopalaniem się wosku do krawędzi i tworzeniu "basenu". Dlatego warto to robić uważnie. Na początku zdarzają się błędy, więc jeśli Twój knot okazał się zbyt krótki, pomóż świecy się rozpalić (illuma/folia/sweterek). Po rozpuszczeniu wosku zgaś świecę i od razu odciągnij nadmiar wosku (około 10-20 ml zwykle starcza) strzykawką medyczną - można kupić w aptece. 

GASIDŁO 

To mój najnowszy gadżet na który się zdecydowałam ze względu na nieprzyjemności, jakie mnie spotykały podczas gaszenia świecy (ogromna ilość dymu i wpadanie fragmentów knota do wosku).  Nie przepadam także za topieniem knota ani tym bardziej nie lubię gasić świecy wieczkiem. Gasidło wydało mi się najczystszą i najbardziej "właściwą" metodą, chociaż nie mogę jej jeszcze zaopiniować, bo gasidło użyłam raptem raz. Zauważam mniejszą ilość dymu, na czym mi zależało. :)



Uważam gasidło, jak i nożyczki, za gadżety bez których zupełnie można dać sobie radę. Ale przy dużej ilości świec warto sobie nimi ułatwiać życie :). 

Cena: Moje gasidło z Ikei kosztowało mnie 7,99 zł (Tratt Wygaszacz Świec). Ceny gasideł zwykle oscylują w granicach 20-50 złotych, oryginalne gasidło z Yankee jest bardzo ładne, ale należy do najdroższych - kosztuje około 50 złotych. 

I na koniec...

FIGURKA - bezużyteczna, ale piękna <3 w sam raz dla takiej kociary jak ja




Świecowych gadżetów jest oczywiście dużo więcej - podstawki, zapalarki, klosze, lampy, lampiony... Jeśli są jakieś świecowe gadżety, których nie wymieniłam, a które Waszym zdaniem są warte wypróbowania - dajcie znać  w komentarzu. :):) 

Śledź mnie na Facebooku: