czwartek, 15 czerwca 2017

Pachnący CZERWIEC

Czerwiec to słońce, piękna zieleń i ciepło. To także najbardziej burzowy miesiąc roku. Deszcze po których wychodzi słońce. Wszystko kwitnie. Stragany na rynku uginają się pod ciężarem świeżych owoców. Pojawiają się wyczekiwane truskawki, czereśnie. 


W dzisiejszym wpisie garść zapachów, które idealnie wpisują się w czerwcowy klimat. :)



Marketowi dużo uwagi poświęciłam w tym wpisie, dlatego zachęcam Was do lektury. Market Blossoms to jak wizyta na rynku w piękny, poranek. Słodkie aromaty kwiatów i borówek. Jest radosny i bardzo dziewczęcy. Dla mnie jest idealny na dzień, na leniwe poranki wolne od pracy, kiedy możemy trochę zwolnić, napić się kawy i zjeść garść ulubionych, letnich owoców. Piękny, dzienny zapach.



Czerwiec to bardzo burzowy miesiąc, a jak burza to i Storm Watch. Ze Storm Watchem moje relacje są różne - czasem mnie drażni, czasem intryguje. Trzeba mu przyznać dwie rzeczy - jest jedyny w swoim rodzaju, a dwa - jest cholernie mocarny. Potrafi wypełnić całe pomieszczenie, zejść schodami i dorwać Cię w każdym zakątku domu. Przypisuję mu to za zaletę ale i za wadę - zapach jest intensywny i może przyprawić o lekki ból głowy.

No a właśnie, czym pachnie Storm Watch? Widząc etykietę można by pomyśleć, że jest to zapach męski, ale to nie do końca prawda. Jest to aromat silnie hiacyntowy, mocny, ozonowy - jak ciężkie, ciepłe powietrze przed burzą ciążące ponad ogrodem zarośniętym zielenią, dojrzałymi hiacyntami. Kompozycja jest złożona, nieoczywista, raczej kwiatowa niż świeża, choć te ozonowe nuty gdzieś tam grają, co czyni go odrobinę... burzowym. Idealny na  pochmurne wieczory.

Bywa męczący, ale czasem potrzebuję czegoś bardzo mocnego - i wtedy ta świeca się sprawdza. Jednak są dni, gdy go nienawidzę. Jedno się jednak nie zmienia - miłość do tego koloru wosku. Co za cudo!



Górne nuty: nuty owocowe, zielone, wodne i ozon. 

Serce: geranium, lawenda, jaśmin and galbanum.

Tło: piżmo i eukaliptus

Rainbows End za pierwszym naszym spotkaniem nie spodobał mi się wcale. Po kilku miesiącach doceniłam jego świeżość i czystość.
To najbardziej świeża propozycja z tej czwórki. Kolejny, bardzo złożony zapach - bez nut zapachowych trudno by mi było go rozłożyć na czynniki pierwsze. Mówi się że jest męski, choć dla mnie nie koloński. Posiada fajną, świeżą i rześką nutę - prawdopodobnie to wspomniany ozon i eukaliptus, który bez czytania nut odbierałam raczej jako miętę. Wkładam noc do pokrywki, wącham i wącham. Nie wyczuwam żadnych nut owocowych. Żadnych! Mimo kwiatowego serca, nie jest to dla mnie też zapach kwiatowy. To świeżak - ozonowy, odrobinę chłodny, z delikatną nutą wody.

Moc oceniam jako odpowiednią - nie zamęcza, ale jest doskonale wyczuwalny w pomieszczeniu bez konieczności wkładania nosa w świecę. :)


Piękny dzień jest połączeniem nut kwiatowych z odrobiną zieleni. Takich kompozycji Yankee Candle ma wiele, tą wyróżnia duża doza "ciepła". Kojarz mi się z ogrodem, gdzie rosną kwiaty o bardzo słodkim aromacie. Słońce podsyca cały ten aromat. Gdzieś w tle grają słodkie owoce. 

Zapach dosyć wyczerpująco opisałam w tym wątku jemu poświęconym.


Z biegiem czasu odkryłam niestety, że kompozycja bywa dosyć "ciężka" i może być męcząca. Z aromatycznych mieszanek kwiatów i zieleni preferuję jednak bardziej Garden Hideaway. Nie mniej jednak, ta świeca to czerwiec w pigułce - słoneczny, ciepły, kwiatowy. Ma swój urok i klimat.

Czerwiec to idealny czas na testowanie różnych kompozycji. Teraz mam ochotę na różne eksperymenty zapachowe - kwiaty, wodne, świeże, otulacze. Zaczynam jednak odrobinę tęsknić też za kompozycjami jesiennymi... 

A Wy, co lubicie palić w czerwcu?:) 





0 komentarze

Prześlij komentarz