środa, 30 sierpnia 2017

Secrets Kringle Candle - odkrywamy tajemnice


Wyobraź sobie starą, szkocką posiadłość. Wielkie drzwi, za nimi hall wyłożony starymi, dębowymi deskami które trzeszczą pod nawet najdelikatniejszym krokiem. Miejsce ponure, ale i ekskluzywne - pamiątki jeździeckie, obrazy, stare, mosiężne ozdoby. Przechodzimy do pokoju - gabinetu - który wygląda na opuszczony przed wielu laty. Resztki niedopalonych, zwęglonych kawałków drewna w kominku, stare, zakurzone książki na półkach a na stoliku z egzotycznego drewna stoi otwarta, zwietrzała butelka Bourbonu. W powietrzu czuć zapach starego drewna, książek i wody kolońskiej. 

Zapach Secrets Kringla jest trudnym do opisania zapachem. Przybliżenie tego obrazu było jedynym rozsądnym sposobem, żeby przekazać Wam co czuję w tej świecy. 


Tajemniczy i intrygujący, Secrets charakteryzuje się radosną, cytrusową nutą początkową, aby przejść w mieniącą się różnymi gatunkami bazę drzew egzotycznych.
Secrets to bez zwątpienia zapach męski. Męskich zapachów zawsze się bałam i raczej ich unikałam. Nie chciałabym, żeby mój dom pachniał staroświeckim, wypachnionym panem Januszem. Rozumiecie co mam na myśli? :) Z drugiej strony, kocham drewno i wszystkie jego postacie, więc staram się być trochę bardziej otwarta na drzewne kompozycje. Dałam więc Secrets szansę. 

Nuta kolońska jest dosyć wyraźna ale towarzyszy jej lekki, cytrusowy aromat. To są pierwsze nuty, które napotyka mój nos. Potem mamy całe drzewne tło. Drzewo jest raczej egzotyczne - nie jest to typowa dębowa nuta. Tło wypełniają nuty mchu, zioła są tutaj trudne do wyłapania - nadają zapachowi charakteru, ale nie wybijają się z całej kompozycji. Ani wytrawny, ani słodki. Zapach na sucho jest mocny i wyrazisty, w pomieszczeniu rozwija się w sposób nadający pewnej "świeżości".

Secrets nie jest taki sam, ale stylistycznie / koncepcyjnie bardzo przypomina mi Archives i Covered Bridge tej samej marki. Jeśli kiedykolwiek polubiliście jeden z nich, a nie znacie Secrets - powinien się Wam spodobać. 
Paliłam go zwykle w największym pomieszczeniu w domu - salonie. Jak typowy "Kringiel" po 30 minutach zaczyna spacerować do najdalszych pomieszczeń. Czuć go nawet na ulicy! Taki agent. :) 

Nadal oswajam się z męskimi zapachami ale ta kompozycja jest jedną z tych, które mogą to zmienić - pewnie dlatego, że jest w nim sporo drewna. Zapach nawet po kilku godzinach palenia nie zmęczył mnie, nie zadusił, nadał pomieszczeniu niesamowitego charakteru. To elegancki dżentelmen! Secrets to jeden z zapachów, który poleciłabym mężczyznom. Myślę że mógłby cudownie się sprawdzić w męskim gabinecie czy biurze. 

Jestem na tak!


Znacie Secrets? Jeśli tak, to dajcie znać co myślicie o tym zapachu. Zapraszam do komentowania! :)

I pamiętajcie o trwającym rozdaniu urodzinowym na Fb!

Śledź mnie na Facebooku:

niedziela, 27 sierpnia 2017

Świece w kolorze bursztynu - Amber Glow / Honey Glow / Amber Moon Yankee Candle

W Gdańsku mamy bardzo ponurą, deszczową niedzielę, wykorzystuję więc czas na szybką recenzję zapachów idealnych na taką właśnie niepogodę. W takie dni zwykle mam ochotę na coś ocieplającego i przytulnego. O tej porze roku idealnie spisują się wszelkie świece o zapachu bursztynu lub miodu. Dziś właśnie takie trzy ślicznotki chciałabym Wam trochę przybliżyć.



Ważna uwaga wstępna: Zapachy Yankee Candle przychodzą i odchodzą. Niektóre (np. Amber Glow) trzeba szukać przede wszystkim na zagranicznych portalach aukcyjnych aby zdobyć je do swojej kolekcji. Chciałabym Wam z tego miejsca zaznaczyć, że wszystkie zapachy zaprezentowane w tym wątku są wycofane... Aaaale! Amber Moon oraz Honey Glow nadal są do zdobycia w sklepach, zwłaszcza w mniejszych sklepikach jak mydlarnie / kwiaciarnie znajdziecie jeszcze duże formaty tych świec (tak właśnie zdobyłam swoje). Warto trochę poszperać i wyposażyć się w nie, zanim znikną na dobre!


Honey Glow to świeca budząca we mnie wielki sentyment. Mój pierwszy duży słój Yankee Candle jakieś 3 lata temu to był właśnie Honey Glow. Doskonale pamiętam, bo zrobiłam jej wielki tunel i zasyfiłam paprochami (nie wiedziałam jeszcze o dobrej praktyce palenia świec:D). Zapach jest ciepłą perfumeryjną mieszanką trudną do rozłożenia na czynniki pierwsze. Bez zaglądania do nut zapachowych określiłabym jako miodowo - jabłkowy z lekkim, bursztynowym wykończeniem. Na pewno są w nim ocieplające nuty drzewa sandałowego, piżmo oraz paczula. Nie czuję w nim mocnych przypraw, możliwe że wykańcza go coś nadającego delikatnej pikantności jak imbir lub goździk. Cudowny, otulający, ciepły! Moc jest bardzo dobra a głębsza warstwa ma aż ciemny kolor od olejków zapachowych. Jest nadal dostępny w wielu miejscach, niestety już coraz rzadziej w dużym formacie. 

Amber Moon to kolejny wyginający gatunek - jego dostępność jest porównywalna do poprzednika. Zdecydowanie mniej miodowy i słodki, tutaj wchodzimy w strefę bursztynu, choć jeszcze nie aż tak intensywną i autentyczną, jak bym chciała. Zapach jest odrobinę bardziej świeży, czuć w nim nuty mandarynki i wanilię. Tło nadal pozostaje podobne - drzewne i odrobinę żywiczne. Gdzieś grają w nim kwiatowe/herbaciane nuty. Lubię zapalać go wieczorami w sypialni - etykieta w świetle płomienia wygląda po prostu obłędnie.


Amber Glow miałam szczęście kupić i zrobiłam to zupełnie w ciemno - tylko i wyłącznie dla cudownej etykiety, która kojarzy się mi z pewnym "moim miejscem na ziemi". To najświeższa z powyższych propozycji i ma odrobinę "męskiego" (niekolońskiego) charakteru. Zapach jest połączeniem ciepłych nut bursztynu i rześkich, żywicznych akordów cyprysa / jodły, możliwe że także sandałowiec - to wyczuwa się dosyć wyraźnie. Według mnie ma w sobie odrobinę "soczystego, melonowego czegoś", co niekoniecznie może być melonem,  ale tak to mniej więcej pachnie dla mojego nosa. Zapach zdecydowanie najbardziej oryginalny i "bogaty" z całej trójki, ciut orientalny, ale chyba nie do końca ulubiony. Ma jednak w sobie jakąś magię która nie pozwala mi się z nim rozstać. Bez wątpienia jest to perełka w mojej kolekcji.  

Uwielbiam wszystkie trzy, nie zawsze za perfekcyjne zapachy, ale nawet za same koncepcje :D. Jednak nadal czekam na swój bursztynowy ideał. Skoro zapachy przychodzą i odchodzą, to może prawdziwe odkrycie jest nadal przede mną? A może Wy znacie jakąś świecę pachnącą bursztynem - autentycznym, żywicznym jak aromat bursztynówki?
sobota, 26 sierpnia 2017
Drodzy Czytelnicy bloga!

Mija rok odkąd zdecydowałam się założyć stronę Woskomania i dzielić z Wami swoją pasję do świec. Chciałam Wam podziękować  - pisanie sprawia radość wtedy, kiedy wiem że mam dla kogo pisać. Po roku zyskałam nie tylko dziesiątki nowych słoi i wosków oraz telefon zapchany tysiącami zdjęć świec - zyskałam przede wszystkim grupę wspaniałych czytelników, ludzi dla których chcę tworzyć. Dziękuję za Wasze wsparcie i miłe słowo! 

Z tej okazji zapraszam Was serdecznie do urodzinowego rozdania! Do wygrania jest duży słój świecy zapachowej marki  

Our Own Candle Company

Długo myślalam nad zapachem i zdecydowałam, że zwycięzca sam go sobie wybierze z dostępnej oferty (klik!). :)

Zasady rozdania:

1. Polub fanpage Woskomania na facebooku: LINK
2. Pod postem dotyczącym rozdania urodzinowego napisz że bierzesz udział oraz
3. Zaproś do rozdania dwie osoby za pomocą oznaczenia w komentarzu.

Losowanie głównej nagrody nastąpi dnia 01 września 2017!

Dziękuję i zapraszam <3


piątek, 25 sierpnia 2017

Kringle - Leaves - w pełnej gotowości na sezon jesienny!

Końcówka lata to idealny moment żeby zaopatrzyć się w piękne, jesienne zapachy - te zaczęłam chomikować już od początku lata. Uwielbiam jesień! Długie, chłodne wieczory przy kominku, spacery po parku, złote drzewa i liście szeleszczące pod podeszwami butów... No i świece zapachowe! Do złotej jesieni zostało nam jeszcze trochę czasu, ale zapachy przywołują moją ukochaną porę roku, tak jakby już tu była. W ciągu najbliższych tygodni poznacie całe mnóstwo moich ulubieńców jesiennych. Zacznijmy od tego, który poznałam w zeszłym roku w wosku, a w tym wrócił do mnie tym razem jako słój. Zapraszam na recenzję Leaves Kringle Candle.


"Wielobarwne liście o różnych kształtach i rozmiarach, słodki zapach drewna, z nutą cytrusową i korzenną to cudowny kolaż kandyzowanych skórek".

Generalnie uważam że Kringle Candle to marka, która ma po prostu przepiękne zapachy jesienne. Leaves obiecuje nam zapach... Jesiennych, kolorowych liści. Biorę pierwszy "niuch" i czuję dokładnie to, co widzę! Soczysty, mokry aromat jesiennych liści. Zapach przenosi mnie w słoneczny, listopadowy poranek w parku, gdzie opadnięte liście są jeszcze odrobinę mokre po wczorajszym deszczu. Jest ciepły, mokry i niesamowicie autentyczny. Jak oni to robią??

Leaves to na pewno nie jest zapach dla każdego. To nie jest bezpieczny perfumowiec, ani słodka, kobieca i bezpieczna kompozycja. To zapach natury, a to po prostu trzeba lubić. Szukam w głowie "ładnego" określenia na aromat lekko zgniłych liści... Czerwonych, złotych i mokrych. Takie są najbardziej aromatyczne. I to właśnie czuć w tym zapachu. Bez zwątpienia wybija się w nim intensywny aromat jesiennych jabłek. Czuję przede wszystkim skórkę i pikantniejszą szczyptę przypraw. Z tyłu wyraźnie grają nuty cytrusów i cynamonu. Całość pachnie odrobinę jak pokrzepiający, ciepły, wytrawny cydr. Nie ma tu miejsca na słodycz, a mimo to zapach jest owocowy z lekkim, korzennym wykończeniem. Kocham drewno, ale tutaj go raczej nie czuję. 


Leaves sprawdza mi się dobrze także w kuchni i jadalni. Na zdjęciu moja kociczka ostrożnie dokonuje własnej oceny tego zapachu. :D

Leaves to zdecydowanie jedna z najbardziej dosłownych i realistycznych interpretacji zapachu zaawansowanej jesieni. Odważna i intensywna. Faworytów mam wiele, a ten zapach to zdecydowanie jeden z nich. 

Moc: 10/10
Zapach: 10/10 
Ocena końcowa: Jesienny ideał :)


Śledź mnie na Facebooku:
sobota, 19 sierpnia 2017

Powrót skarbów!!! Yankee Candle - Brown Paper Packages / Whiskers On Kittens


W zeszły piątek pojawiła się oficjalnie potwierdzona informacja, która wywołała wśród fanów świec zapachowych efekt WOW! Mi nadal śmieje się micha! Po tytule posta wiecie co się zdarzy, więc przejdźmy do rzeczy :D. Jeszcze w tym roku powrócą jako limitowane zapachy dwa prawdziwe <skarby>, <rarytasy>, <unikaty>, <złote graale> kolekcjonerów świec Yankee Candle. Wiecie już o których mówię? Przecież, że wiecie! Whiskers On Kittens oraz Brown Paper Packages wracają!


Czemu to takie ważne?




Zapachy Whiskers On Kittens oraz Brown Paper Packages to część zimowej kolekcji My Favourite Things wydanej w roku 2012. Kolekcję stanowiły zapachy, których nazwy zostały zaczerpnięte z wersów piosenki wyk. Julie Andrews - My Favourite Things (r. 1965). Kolekcja zdobyła ogromne uznanie przede wszystkim wśród kolekcjonerów. Wraz z jej wyprzedaniem ceny świec z kolekcji My Favourite Things wzrosły i osiągnęły niesamowicie wysoki pułap. Na początku 2017 roku średnia cenę za nowy słój Whiskers On Kittens oraz Brown Paper Packages wynosiła 300-400 złotych a najtrudniejszy w zakupie zapach - Moon On Their Wings (również z MFT, ale z poprzedniego roku) - kosztuje obecnie około 900-1000 złotych na rynku brytyjskim!

Ceny jak i mała dostępność świec sprawiła, że zarówno Whiskers On Kittens jak i Brown Paper Packages stały się trudno osiągalne dla wielu wielbicieli świec zapachowych. Tym bardziej cieszę się z powrotu tych zapachów. Mam ogromne szczęście posiadać oba zapachy w swojej kolekcji, więc spieszę Wam (wspólnie z moją wąsatą asystentką:D) z zajawkową recenzją!


Whiskers On Kittens

Jako że recenzwałam ten zapach jeszcze przed zakupem dużego słoja, to najlepiej będzie jak Was po prostu odeślę do pierwszej recenzji - moje odczucia zapachowe nie uległy zmianie: Unikaty: Yankee Candle - Whiskers On Kittens

Chcę do niej dodać jeszcze dwie informacje, które wynikły już po zakupie świecy wielkoformatowej. Mam w sumie dwie wiadomości - dobrą i złą:

Dobra: Uwielbiam ten zapach! Wtedy nie byłam do niego przekonana, dziś jestem jego wielką zwolenniczką. Palę tyle co kot napłakał, po oszczędzam :).
Zła: Posiadam egzemplarz z roku 2015 i niestety moc świecy jest bardzo przygnębiająca. Niewykluczone że w głębszych warstwach ma się dobrze, ale zawsze było mi szkoda ją palić, więc się na razie o jej mocy nie dowiedziałam.:(



Brown Paper Packages

"Papier", jeśli nie wiemy jak pachnie, może budzić pewne obawy. Znamy pewnie wszyscy brązowy papier jako materiał po recyclingu - nigdy bym nie powiedziała, żeby kojarzył mi się od z jakimś przyjemnym dla nosa aromatem. Tym czasem Brown Paper Packages należy do kategorii fresh i jest przepięknym perfumowcem. Gdybym miała opisać go w trzech słowach, to byłyby to: pudrowy, kremowy, ciepły. Wąchając go na pewno na początku poczujecie jego niesamowitą kremowość i pudrowość. Przypomina odrobinę zapachy pokroju Baby Powder. Zapach często jest trafnie porównywany do klasycznego kremu Nivea w oldschoolowym, ciemnoniebieskim, blaszanym słoju. Ja wyczuwam w nim jeszcze starszy krem, który używała moja babcia, którego nazwy nie pamiętam. Producent mówi coś o "spicy" wykończeniu i nie do końca wiem co mieli tutaj na myśli - nie czuję w nim ani ostrości, ani przypraw. Nie jest słodki, to fakt - jego wykończenie jest odrobinę wytrawne. 

Moja opinia? Zapach jest po prostu cudowny! Moja stara wersja zapachu z roku 2014 pachnie niesamowicie intensywnie, czego nie spodziewam się raczej po nowym, nadchodzącym wydaniu. Na pewno też pasuje "stylistycznie" do Whiskers On Kittens i Warm Woolen Mittens - wszystkie są ciepłe, perfumowe i odrobinę "staroświeckie" - w dobry tego słowa znaczeniu!




Gdzie i kiedy?

Nie ma jeszcze oficjalnej informacji kiedy i w jakim ostatecznym składzie pojawią się w/w limitki (Brown Paper Packages oraz Whiskers On Kittens to jedyne na chwilę obecną potwierdzone zapachy, ale może będzie coś jeszcze? :)). Mam niestety obawę, że sprzedaż może dotyczyć przede wszystkim brytyjskiej strony Yankee Candle (bez obaw - dostawa do Polski jest mozliwa), ale nie mam na to potwierdzenia. Jeśli zdobędę jakąkolwiek dodatkową informację to dam Wam znać na blogu lub FB fanpage'u.

...No i miejmy nadzieję, że nie będą to kolejne "znicze"!

Na zakończenie piosenka. Tak! Whiskers On Kittens i Brown Paper Packages to zdecydowanie jedne z moich ulubionych rzeczy :D!

piątek, 18 sierpnia 2017

PRZEDPREMIEROWO! Goose Creek jesień 2017 - testy nowych zapachów!


To jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie kolekcji tego roku! "Jesienne gęsi" miałam możliwość przetestować miesiąc przed ich wejściem do sprzedaży w Polsce dzięki niesamowitej uprzejmości Goose Creek Candle Polska i sklepowi internetowemu Pachnąca Wanna. To dla mnie niesamowity zaszczyt móc poznać zapachy przed oficjalną premierą - dziękuję za tą możliwość. Wiem że wielu z Was także czeka na tą kolekcję, więc dołożyłam wszelkich starań by jak najrealniej przekazać Wam swoje odczucia. Opisy stworzyłam na podstawie testów wosków - wszystkie zapachy będą dostępne zarówno w formie wosków, jak i świec już we wrześniu. 

Zapraszam do recencji :)




Staying Home - Zrelaksuj się w domowym zaciszu w czasie zimnego, jesiennego deszczu i ciesz się tym ciepłym, relaksującym aromatem. Idealny na przyjęcie rodziny i przyjaciół.



Głowa: słodki, ciepły bursztyn, świeża bergamotka
Serce: mandarynka, lekka, ciepła wanilia
Baza: paczula, drzewo sandałowe, kaszmir

Moje wrażenia: Jeśli zapach ten ma mnie zatrzymać w domu, to się udało. :) Zdecydowanie najciekawszy zapach całej kolekcji. Pełen nieoczywistości i kontrastów. Z jednej strony otulający, ciepły i miękki perfumowiec z wyczuwalną, kremową nutą kaszmirui wanilii. Z drugiej strony charakterny lekko męski, drzewny i wytrawny. To tak jakby spotkał się ze sobą typowo damski otulacz typu Warm Cashmere / Shea Butter Yankee Candle z drzewnym, lekko męskim aromatem w stylu Archives Kringle Candle. Wytrwaność i ciepło pięknie spaja bursztyn, który tak naprawdę balansuje na tej granicy. Jest po prostu piękny! I diabelsko mocny. No i ten rozczulający kot na etykiecie! Wiadomo, że będzie duża świeca :).
French Toast - Jest pora śniadania… Nic nie pobije ciepłego talerza pełnego francuskich tostów z syropem klonowym.


Głowa: roztopione masło, syrop klonowy
Serce: lekki aromat cynamonu i laski wanilii
Baza: wolno prażone orzechy pekan

Moje wrażenia: Zapach bardzo "amerykański" - ciastko francuskie z syropem klonowym to raczej mało popularny przysmak w Polsce, nie mówiąc już o braku skojarzeń (przynajmniej moich) z sezonem jesiennym. Ale Goose Creek to marka amerykańska, więc niechaj będzie! Syrop klonowy i masło to pierwsze nuty, jakie wyczujecie nawet na sucho. W paleniu syrop ustępuje miejsca aromatowi piekarniczej wanilii, której towarzyszy silny, maślany akord z dużą ilością słodyczy. Zapach zdecydowanie w klimacie maślanych ciasteczek. We francuskim toście zajdziecie szereg zapachów, które są równie słodkie i dla mnie odrobinę mdłe. Nuty klonowe i odrobina orzechowości w paleniu chowa się zdecydowanie pod intensywnym aromatem masła i wanilii. Zaletą tego zapachu jest doskonałe odwzorowanie rzeczywistości - nie jest sztuczny, ani przytłaczający, ani zbyt mdły. Dobra propozycja na weekendową porę śniadaniową do kawy. Świeca nie dla mnie, ale dla wielbicieli jedzeniówki w zapachach może to być fajna opcja.
White Chocolate Buttercream - Dzień na krzątanie się po kuchni. Odkopywanie przepisów mamy to jak cudowny powrót do wspomnień.


Głowa: puszysty maślany krem, czekolada
Serce: ciepły aromat laski wanilii
Baza: lśniący cukier, lekki karmel

Moje wrażenia: Typowy słodziak - trudno tutaj o bardzo dogłębne opisy. To także kolejny zapach obok francuskiego tosta, gdzie postawiono na intensywny aromat masła i wanilii. Wyraźnie wyczuwam wszelkie "jasne" aromaty - wanilia, masło, krem, cukier. Przypomina wycofany zapach Buttercream Yankee Candle, ale posiada dodatkowo czekoladową nutkę. Osobiście natomiast wolę zapachy z wyraźniejszymi akordami, przełamane na przykład kwaskowatością owoców (Cherry Cobbler, Confetti Cake) lub jakimś mocniejszym akcentem łamiącym tą przeogromną dawkę słodyczy (Campfire Marshmallow i jego niesamowita nuta dymna).
Brown Butter PistachioSezon na ciepłe, dekadenckie przysmaki właśnie nadszedł. Zanurz się w ciepłych, maślanych ciasteczkach pistacjowych domowej roboty.


Głowa: masło z karmelizawanym cukrem, pistacje
Serce: lekkie, wiśniowe migdały, pianki 'marshmallow'
Baza: kremowy kokos, ciepły aromat wanilii

Moje wrażenia:  Rzadko zdarza się że wyczuwam wszystkie nuty zapachowe zadeklarowane przez producenta. Ten zapach jest bardzo dosłowny -  czuć dokładnie to, co widzicie w powyższej rozpisce. Bardzo przypomina mi znane mi już ciastkowe zapachy Hazelnut Cake i Rum Cake Goose Creek, tyle że tutaj mamy delikatne, orzechowe tło. Pistacje, migdały i kokos grają w zapachu drugie skrzypce, na przedzie wyczuwam masło, cukier i wanilię. Przyjemniaczek!
Moment In Time - Czas stanął w miejscu. Ciepły blask romantycznego wieczoru w parku trwa...


Głowa: bursztyn, czarny pieprz
Serce: mandarynka, ciemne jagody
Baza: lekka paczula, drzewo sandałowe


Moje wrażenia: Niezwykle tajemniczy zapach na sucho, trudno powiedzieć czy czuć drzewo, czy owoce, czy może jakieś drzewne nuty. Trudny do opisania... Jest to kompozycja raczej owocowa niż drzewna, przy nachyleniu się do kominka wyczuwam odrobinę kwaskowatości. Tło całego zapachu wydaje mi się w pewnym sensie lekko kadzidlane. Moment in Time według mnie to zapach ostry, odrobinę pieprzny i  być może trochę ciężki, przynajmniej w wosku. Nie do końca budzi skojarzenie z etykietą. Ciekawa kompozycja, choć ja bym sobie życzyła jeszcze więcej drzewa i bursztynu w tym zapachu i może drobinę łagodniejsze wykończenie. Liczyłam na niego ale chyba to jednak nie jest zapach dla mnie.
Homemade Brownies - Smakołyk któremu nie można się oprzeć! Przepyszna porcja brownie domowej roboty, oblanego roztopioną czekoladą - prosto z piekarnika.


Głowa: płynna, mleczna czekolada
Serce: masa brownie
Baza: mleczna wanilia, posypka czekoladowa

Moje wrażenia: Jak na razie wszelkie próby starcia z zapachami czekoladowymi kończyły się niepowodzeniem. Nie pokochałam się ani z Brownie Delight z Village Candle, ani z gorącą czekoladą Kringla. Czekolada Goose Creeka jest pierwszą, w której po prostu się zakochałam! Czekolada jest nienachalna, autentyczna, niesamowicie smakowita i mleczna. Przypomina mi aromat rozpuszczanej czekolady w łaźni wodnej, z dodatkiem słodkiej śmietanki. Duża ilość mleka daje temu zapachowi delikatności. Jest autentyczny, jakbyśmy właśnie weszli do pracowni czekolady. Coś cudownego! Nie jestem jedzeniowym freakiem, ale Homemade Brownies jest zdecydowanym kandydatem na świecę!
 

Powyższe sześć zapachów to tylko część sporej, jesiennej kolekcji Goose Creek. Oprócz nich czekają na nas bardzo obiecujące zapachy: Autumn, Autumn in Amsterdam, Cool Harvest Morning, White Icing Cinnamon Roll oraz Salted Caramel Cupcake. Uwielbiam zapachy "natury" więc szczególnie mocno wyczekuję pierwszych trzech - Autumn in Amsterdam i Autumn biorę w ciemno! Tych jednak nie miałam możliwości przetestować, więc niecierpliwie wyczekuję premiery :).




Na który zapach czekasz najbardziej? Daj znać w komentarzu! :)
PS. Będę miała dla Was także recenzję zapachów zimowych. Stay tunned! :) 

Źródło opisów i zdjęć: www.goosecreekcandle.com (opisy zapachów i nut zapachowych zostały przetłumaczone przeze mnie).


Śledź mnie na Facebooku:
środa, 16 sierpnia 2017

Uwaga, wylewam żale! :( Yankee Candle - Vibrant Saffron



Odkryj ciepłą, intensywną słodycz szafranu złagodzoną miękkością wanilii.

Głowa: Bergamotka, liść cynamonu, gwiazdka anyżu
Serce: szafran
Tło: ciepły akord drzewny, laska wanilii, bursztyn

Yankee Candle zawsze byli pionierami w wymyślaniu niesamowicie ciekawych kompozycji i tworzeniu nieoczywistych połączeń. Szafran ani jako przyprawa, ani kwiat, ani zapach nie był mi wcześniej znany, więc stanowił zagadkę aż do dnia premiery. Ciepły, czerwono ceglasty kolor wosku obiecywał zapach ciepły i nietuzinkowy - taki faktycznie jest Vibrant Saffron. To ciepłe, niesamowicie przyjemne połączenie wyraźnej, wybijającej się nuty cynamonu z przyjemną, perfumeryjną kompozycją. Jest ciepła, kwiatowa ale nie w standardowy, kwiaciarniany sposób. Wyraźne wyczuwalne są podbicia drzewne i bursztynowe które nadają zapachowi ekskluzywności, szlachetności i przyjemnej głębi. Całość ociepla bursztyn. Cynamon w kompozycji perfumeryjnej to coś zupełnie nowego. Kategoria Food&Spice pasuje do tego zapachu tylko w połowie. 

Nie mogę niestety przejść obojętnie obok faktu, że Vibrant Saffron to kolejny "znicz" autorstwa jednej z najbardziej prestiżowych (jak nie naj) firm produkujących świece zapachowe. Yankee Candle, why? 109 złotych za duży słój który nadaje się co najwyżej do patrzenia lub wąchania na sucho. Nawet paląc piękny basen na grubość palca (zdjęcie) w pokoju wyczuwam zapach jedynie jako tło - tylko wtedy, kiedy wchodzę do pokoju. Przebywając w pomieszczeniu w którym pali się świeca odczuwam jedynie tyle, że świeca jest współkonsumentem tlenu. Nie poświęcałabym temu rozgoryczeniu tylu linijek gdyby nie fakt, że świece Yankee Candle są coraz słabsze - to się potwierdza w prawie każdym, nowo wypuszczanym zapachu. Nawet jeśli po wypaleniu połowy słoja zacznę coś czuć, to mnie wcale nie pociesza - nie za tą cenę. Mam słoje YC z 2014 i 2015 roku, a ich moc była często doskonała nawet od pierwszego palenia. Zleżałe, stare słoje - a jednak dają radę. Jak się okazuje, na Yankee opłaca się polować w starych wersjach, bo nowe rozczarowują mnie ostatnio za każdym razem. Celowa strategia? Może nowy zarząd o wrażliwym nosie? 
Gdyby chociaż woski były tańsze...

Zapach: 9/10
Moc: 2/10
Ocena końcowa: 5.5/10

Jeśli znacie świece Yankee Candle, które zaskoczyły Was mocą - pozytywnie lub negatywnie - napiszcie w komentarzu!

Świeca zakupiona w niezawodnych Markowych Świecach. Bez obaw, mają także inne, mocniejsze zapachy. :D

Śledź mnie na Facebooku:
czwartek, 10 sierpnia 2017

Kringle Firewood - drewno kominkowe zamknięte w świecy

Odkąd pamiętam zawsze marzył mi się dom z kominkiem. Drewienka ułożone stertą w salonie, lekko dymny zapach w powietrzu, ogień w chłodny, jesienny wieczór. Zanim zrealizowałam swoje marzenie o "domowym ognisku" szukałam zapachu, który zastąpiłby mi kominek chociażby w wymiarze zapachu. I wiecie co? Znalazłam!  :)



Drewno do kominka to niepowtarzalna woń drzewnego dymu z rozgrzanego paleniska. Oryginalna mieszanka nut drzewnych, czarnego pieprzu, drzewa sandałowego oraz ziół, przywoła wspomnienia szczęśliwych spotkań przy ognisku.


Uwaga wstępna: Nuty zapachowe na wieczku świecy (zdjęcie poniżej) są zupełnie inne niż powyższy opis ze strony producenta / dystrybutora - zdecydowanie zapach lepiej opisuje powyższy opis, większości nut zapachowych z wieczka po prostu nie wyczuwam. Dlatego zawsze najlepiej pozwolić własnemu nosowi na samodzielną analizę :).

Mając dziś porównanie jak pachnie dom ogrzany bukowym drewnem stwierdzam z pełnym przekonaniem - Firewood Kringla idealnie odwzorowuje zapach palonego drewna. Niesamowicie realistyczny, jednocześnie dosyć prosty kompozycyjnie. Ma w sobie wyraźną, dymną nutę, jednocześnie nie jest smolisty ani "wędzony". Wyczuwam także nutę pieprzu która nadaje zapachowi odrobinę "ostrości". Daje wrażenie, że gdzieś w domu właśnie pali się kominek. Przytulnie? No pewnie!


Z tego zapachu wypaliłam już kilka wosków, a to moja pierwsza świeca. Spisuje się znakomicie - palona warstwa wosku nie ciemnieje, pali się czysto, regularnym płomieniem. Moc jest zachwycająca, wypełnia pięknie piętro i wędruje na wyższe kondygnacje. 

Firewood to idealny zapach dla osób, które po prostu kochają zapach drewna i ogniska. Sprawdzi się na każdą porę roku - ja uwielbiam palić go u schyłku lata, jesienią i zimą. To zapach także dla tych, którzy nie mogą zrealizować marzeń o kominku w domu, a chcą nadać pomieszczeniu przytulnego, rustykalnego charakteru. 

Jeśli macie ochotę zobaczyć moich pozostałych "drzewnych" ulubieńców, zapraszam do posta z zeszłego roku: Zapach drewna zamknięty w wosku - porównanie propozycji WoodWick, GooseCreek, Yankee Candle i Kringle

Przydatne Linki:



Śledź mnie na Facebooku:
wtorek, 8 sierpnia 2017

Yankee Candle - Lavender Sunset

W planach miałam co prawda wpis o zapachach sierpnia, okazało się jednak że jest ich za dużo! Dlatego wybrałam ten, który szczególnienbardzo chciałam Wam przedstawić - Lawender Sunset (ang. lawendowy zachód słońca).



piątek, 4 sierpnia 2017

Ziołowy ideał - Kringle Rosemary - recenzja

Zapach ziół to kolejna idealna propozycja na okres przejściowy między latem a jesienią (zaraz, zaraz... Ale jaki okres przejściowy?? Jest lato! :D). No tak! Jak za oknem i grzeje upał, ale też nie jest jeszcze wystarczająco jesiennie na wyciągnięcie otulaczy - pomyślcie o ziołach! Mięta, rozmaryn, bazylia czy nawet tymianek - takie zioła znajdziecie także w świecach zapachowych, m.in. w Kringlach