niedziela, 27 sierpnia 2017

Świece w kolorze bursztynu - Amber Glow / Honey Glow / Amber Moon Yankee Candle

W Gdańsku mamy bardzo ponurą, deszczową niedzielę, wykorzystuję więc czas na szybką recenzję zapachów idealnych na taką właśnie niepogodę. W takie dni zwykle mam ochotę na coś ocieplającego i przytulnego. O tej porze roku idealnie spisują się wszelkie świece o zapachu bursztynu lub miodu. Dziś właśnie takie trzy ślicznotki chciałabym Wam trochę przybliżyć.



Ważna uwaga wstępna: Zapachy Yankee Candle przychodzą i odchodzą. Niektóre (np. Amber Glow) trzeba szukać przede wszystkim na zagranicznych portalach aukcyjnych aby zdobyć je do swojej kolekcji. Chciałabym Wam z tego miejsca zaznaczyć, że wszystkie zapachy zaprezentowane w tym wątku są wycofane... Aaaale! Amber Moon oraz Honey Glow nadal są do zdobycia w sklepach, zwłaszcza w mniejszych sklepikach jak mydlarnie / kwiaciarnie znajdziecie jeszcze duże formaty tych świec (tak właśnie zdobyłam swoje). Warto trochę poszperać i wyposażyć się w nie, zanim znikną na dobre!


Honey Glow to świeca budząca we mnie wielki sentyment. Mój pierwszy duży słój Yankee Candle jakieś 3 lata temu to był właśnie Honey Glow. Doskonale pamiętam, bo zrobiłam jej wielki tunel i zasyfiłam paprochami (nie wiedziałam jeszcze o dobrej praktyce palenia świec:D). Zapach jest ciepłą perfumeryjną mieszanką trudną do rozłożenia na czynniki pierwsze. Bez zaglądania do nut zapachowych określiłabym jako miodowo - jabłkowy z lekkim, bursztynowym wykończeniem. Na pewno są w nim ocieplające nuty drzewa sandałowego, piżmo oraz paczula. Nie czuję w nim mocnych przypraw, możliwe że wykańcza go coś nadającego delikatnej pikantności jak imbir lub goździk. Cudowny, otulający, ciepły! Moc jest bardzo dobra a głębsza warstwa ma aż ciemny kolor od olejków zapachowych. Jest nadal dostępny w wielu miejscach, niestety już coraz rzadziej w dużym formacie. 

Amber Moon to kolejny wyginający gatunek - jego dostępność jest porównywalna do poprzednika. Zdecydowanie mniej miodowy i słodki, tutaj wchodzimy w strefę bursztynu, choć jeszcze nie aż tak intensywną i autentyczną, jak bym chciała. Zapach jest odrobinę bardziej świeży, czuć w nim nuty mandarynki i wanilię. Tło nadal pozostaje podobne - drzewne i odrobinę żywiczne. Gdzieś grają w nim kwiatowe/herbaciane nuty. Lubię zapalać go wieczorami w sypialni - etykieta w świetle płomienia wygląda po prostu obłędnie.


Amber Glow miałam szczęście kupić i zrobiłam to zupełnie w ciemno - tylko i wyłącznie dla cudownej etykiety, która kojarzy się mi z pewnym "moim miejscem na ziemi". To najświeższa z powyższych propozycji i ma odrobinę "męskiego" (niekolońskiego) charakteru. Zapach jest połączeniem ciepłych nut bursztynu i rześkich, żywicznych akordów cyprysa / jodły, możliwe że także sandałowiec - to wyczuwa się dosyć wyraźnie. Według mnie ma w sobie odrobinę "soczystego, melonowego czegoś", co niekoniecznie może być melonem,  ale tak to mniej więcej pachnie dla mojego nosa. Zapach zdecydowanie najbardziej oryginalny i "bogaty" z całej trójki, ciut orientalny, ale chyba nie do końca ulubiony. Ma jednak w sobie jakąś magię która nie pozwala mi się z nim rozstać. Bez wątpienia jest to perełka w mojej kolekcji.  

Uwielbiam wszystkie trzy, nie zawsze za perfekcyjne zapachy, ale nawet za same koncepcje :D. Jednak nadal czekam na swój bursztynowy ideał. Skoro zapachy przychodzą i odchodzą, to może prawdziwe odkrycie jest nadal przede mną? A może Wy znacie jakąś świecę pachnącą bursztynem - autentycznym, żywicznym jak aromat bursztynówki?

1 komentarze

  1. Ostatni raczej nie przypadłby mi do gustu, bardziej ten drugi :) ale tak pięknie prezentuja się w słojach ze chciałoby się wszystkie ;)

    OdpowiedzUsuń