niedziela, 5 listopada 2017

Świąteczny powrót skarbów Yankee Candle! Holiday Sage i Cranberry Peppermint.

"Limitka" to jedna z lepszych rzeczy, jaką mogli wymyślić świeczkowi producenci Yankee Candle. Sprawia, że w strachu przed tym że zaraz zapach będzie trudno dostępny, prawdopodobnie go kupię. :D Na szczęście limitki Yankee Candle mają tendencję do wracania po jakimś czasie choćby na chwilę. Cranberry Peppermint i Holiday Sage to właśnie przykłady powracających skarbów. O nich dzisiaj sobie trochę pogadamy - tak na wypadek, gdybyście właśnie stali przed decyzją, czy warto je złapać zanim znowu znikną na dobre :) 


Oba zapachy to kompozycje świąteczne, a zarazem totalnie od siebie odmienne. To niesowite, z jak wieloma różnymi aromatami mogą się kojarzyć święta!

Cranberry Peppermint 

Zapach słodziutki jak świąteczny lizak, a jednocześnie świeży i owocowy. Mój mały bratanek po otworzeniu słoja od razu wyłapał miętę, po czym dodał że czuje w zapachu także truskawki ;).  I miał rację! Skubaniec!

Świeżość i miętowy chłód to pierwsza nuta doskonale wyczuwalna na sucho, która zdecydowanie chowa się w tył podczas palenia. W paleniu wyczuwam natomiast słodycz dopełnioną owocowym aromatem. Żurawiny pewnie bym w nim nie rozpoznała, ale znajdziecie w nim delikatnie cierpką i kwaśnawą nutę owocową.  Trudno by się tu dużej rozpisywać, bo zapach jest dosyć prostolinijny (nie mylić z pospolity!). Można go podsumować w jednym zdaniu: Miętowy słodziak przełamany nutą czerwonych owoców, doprawiony szczyptą słodkiej, kremowej wanilii. 


Cranberry Peppermint

Górne nuty: Żurawina, truskawka
Serce: Mięta pieprzowa, mięta zielona, wintergreen (brak tłum.; grupa roślin zielonych zimą np. Gaultheria, może wywołać "medyczne" skojarzenia zapachowe)
Tło: Piżmo, krem waniliowo-miętowy 


Rzućmy więc okiem na kolejnego jegomościa...


Holiday Sage... Bałam się tego zapachu! Kilka tygodni przeżyłam traumatyczne spotkanie z niedostępnym w Polsce yankowym woskiem o wdzięcznej, zachęcającej nazwie White Sage, którego zapach pozwólcie że przemilczę. Jedyne co mnie mogło przekonać to etykieta i intrygujący, szarozielony kolor.

Wyczuwam w nim szałwię zestawioną z żywicznym zapachem iglaków (osobiście czuję cisy!) przełamany kwaskowatą nutą. Iglaki to chyba jedyna nuta, która nadaje temu zapachowi "świąteczny" charakter. Potem doczytałam że mamy tam aromat rozmarynu, co poniekąd tłumaczyłoby moje żywiczne skojarzenie z cisem. Wybija się tu wyraźnie nuta eukaliptusa - nie jest to ten świeży, chłodzący eukaliptus, a raczej aromat pędów. 

Haliday Sage to zapach wielowarstwowy. Osobiście trochę przypomina mi wycofany i trudno dostępny zapach Eucalyptus Yankee Candle. Holiday Sage jest od niego bardziej wyważony, złożony i mniej "agresywny". Producent wspomina coś o cynamonie, ale osobiście nie wyczuwam go w tym zapachu. 


Szałwię łatwo można zepsuć kiepską kompozycją, ale tutaj się udało! Kompozycja Holiday Sage jest piękna i bardzo nietuzinkowa. Mało kojarzy mi się ze świętami - ewentualnie z kościelnym kadzidłem. Ale to mi nie przeszkadza :). 

Górne nuty: liść geranium, eukaliptus,  wintergreen (patrz wyżej w cranberry peppermint)
Serce: śródziemnomorska szałwia, balsam
Tło: biała sosna, wetiwer


Moc zapachów

Holiday Sage - mocny! Cudownie mocny! <3 Żadnych problemów z wyczuwalnością w obszarze pokoju i nawet poza nim, pięknie się rozpala i tworzy elegancki basen o cudownym, głębokim, winnym kolorze. 

Cranberry Peppermint jest zdecydowanie słabszy - tworzy w średniej wielkości pokoju tło, wyczuwalne przede wszystkim podczas wchodzenia do pomieszczenia. Po dłuższej ekspozycji staje się słabo wyczuwalny dla nosa. 


Podsumowując... Ostatecznie z dwóch limitek zdecydowanie zakochałam się w Holiday Sage

Cranberry Peppermint też jest fajny, ale zabrakło mi w nim mocy żebym w pełni mogła powiedzieć że spełnia w stu procentach moje oczekiwania. Holiday Sage ma natomiast wszystko - unikatowość, moc, piękny wygląd... Trafia na listę ulubieńców i mogę go bez zawahania polecić. Musicie jednak pamiętać że to zapach nietuzinkowy i trochę dziwny - nie każdemu taka mieszanka przypadnie do gustu... ;) 

Tyle na dziś, wkrótce kolejna dawka Yankowych limitek! 
Stay tunned! :)


0 komentarze

Prześlij komentarz