czwartek, 19 kwietnia 2018

Wiosenne przebudzenie... Yankee Candle Early Spring Bloom


Przyszedł kwiecień, a wraz z kwietniem z trudnością nadążam za swoim życiem. Gdzieś w drodze z jednej pracy do drugiej zupełnie zapomniałam że przyszła ta prawdziwa, słoneczna wiosna. Ta którą uwielbiam ponad wszystko - kwitnące magnolie, kwiaty wiśni, pachnące czereśnie, lasy obsypane zawilcami i przylaszczkami. Ten cudowny czas trwa może z 3 tygodnie i bardzo żałuję, że obecnie po prostu ucieka mi między palcami. 
piątek, 13 kwietnia 2018

Just go... :) Misty Mountains


Jasne, że uwielbiam podróżować! :) Dla mnie najlepsze podróże to podróże w miejsca, gdzie temperatura latem rzadko przekracza 25 stopni Celsjusza. Zimna woda, zielone lasy, morski wiatr, klimatyczne łąki i góry - zwłaszcza te spowite chłodną mgłą :). Tropiki i gorące piaski są dla mnie zawsze ostatnie na liście miejsc do odwiedzenia. Jeśli więc i Wy jesteście "zimnolubni", to prawdopodobnie Misty Mountains może stać się Waszym ulubionym zapachem najnowszej kolekcji Yankee Candle Just Go. :) Zapraszam do recenzji!
poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Just Go... Warm Deset Wind Yankee Candle


Zapach otwartej przestrzeni i dalekich lądów,
muśnięty egzotyczną paczulą i podwędzoną wanilią....


Czekałam na niego tak długo! Pierwszy raz spotkałam go w listopadzie podczas Pachnącego Wieczoru Yankee Candle. Drugie spotkanie przypadło nam w marcu na targach Homedecor. Za każdym razem czułam go odrobinę inaczej. Zapach kameleon, raz bardziej świeży, innym razem ciepły. Skrywa wiele tajemnic, rozwija się w paleniu i dopiero wtedy ukazuje swoje oblicze...


Warm Desert Wind.



Just Go...

"Ciepły Pustynny Wiatr" (ang. Warm Desert Wind) to jeden z czterech nowych zapachów Yankee Candle na sezon letni (Q2 2018). Cała kolekcja nosi nazwę Just Go - po prostu idź. Nawiązuje do podróży po świecie, zachęca do zapakowania walizki i zbadania najbardziej dzikich zakamarków świata. Poznawania ich zapachów, czerpania siły z natury i obcowania z egzotyką. Odrobinę na przekór kolekcji wiosennej (Enjoy Simple Things), która wręcz zachęcała do cieszenia się chwilą, zwolnienia tempa, czerpania radości ze spokojnej chwili i małych rzeczy, które obok nas, tyle że często niedostrzeżone. W Just Go liczy się przygoda, wielkie przestrzenie, podróż w nieznane. Ciekawa jestem, z którą z tych dwóch kolekcji bardziej się utożsamiacie :).


Nazwa i etykieta Warm Desert Wind sugeruje zapach orientalny, ciepły i jednocześnie świeży - combo trudne do osiągnięcia, ale jak widać - możliwe :). 

Nuty głowy: ozon, bawełna
Nuty serca: wędzona wanilia, kadzidło
Tło: paczula
Warm Desert Wind to jeden z książkowych przykładów zapachów, który "czuję" w takiej samej kolejności, jak wypisane są nuty zapachowe. Pierwsze wrażenie na sucho - świeże pranie! Jeśli mieliście okazję poznać kiedykolwiek wycofany już zapach Line Dried Cotton (recenzja), to nuta czystej bawełny i powietrza jest tu dla mnie bliźniacza - do tego stopnia, że zapachy wydały mi się w pewnej części podobne. Nie da się jednak ukryć, że w pustyni w sercu gra ciepła, orientalna głębia. Po zapaleniu zapachu to ona wychodzi do przodu, a mi brakuje słów by opisać swój zachwyt :).

Jest ciepło, kremowo, otulająco i odrobinę dymnie. Połączenie przypomina mi momentami waniliowe, białe pianki Marshmallow, podwędzane nad ogniskiem, delikatnie przesiąknięte dymem. Słodkie, waniliowe, a jednocześnie cudownie podpieczone. Bardzo daleko w tle coś męskawego i drzewnego - prawdopodobnie paczula w akompaniamencie innych, orientalnych nut. 
To wszystko razem czyni ten zapach kameleonem. Za każdym razem odczuwam go inaczej. Na sucho świeży i ozonowy, przy wejściu do pomieszczenia - ciepłe, spieczone pianki marshmallow, przy dłuższej ekspozycji - kadzidło z wanilią i orientalna, męska głębia. Przyznam że Yankee Candle zawsze byli mistrzami budowania głębi zapachu. Ten zapach to idealny przykład. 


Warm Desert Wind vs Egyptian Musk

Trudno mi pominąć ten wątek, bowiem Warm Desert Wind wygląda na pierwszy rzut oka jak brat wycofanego z oferty w zeszłym roku (przepięknego dla mnie) Egyptian Musk. Jakolwiek by nie suferowała nam etykieta oraz kolor wosku, kompozycje znacznie się różnią od siebie. Egyptian Musk jest bardzo piżmowy, kremowy, odrobinę perfumeryjny, kaszmirowy i czysty. Warm Desert Wind jest z kolei dużo bardziej ciepły, kadzidlany, wyraźniej waniliowy i dymny - zdecydowanie lepiej oddający charakter gorącej pustyni. Podsumowując, według mnie Egyptian Musk jest nawet bardziej "spokrewniony" z typowo zimowym Season Of Peace, niżeli z Warm Desert Wind. :)


Aspekty "funkcjonalne"

Po kilkukrotnym paleniu moc zapachu w formie słoja oceniam jako "standardową średnią Yankową" - niezbyt mocny, ale także nie słaby - na dziesięciostopniowej skali umiejscowiłabym go gdzieś w połowie. Zupełnie wystaczająca moc do mojej dużej sypialni. Moc wosku jest lepsza i taką formę wybieram do większej przestrzeni, np. otwartego salonu.

Świeca pali się czyściutko, ładnie rozpala się do ścianek i absolutnie przepięknie wygląda z illumą z tej samej kolekcji - Warm Rustic. Na zdjęciach katalogowych kształt tej illumy zupełnie mnie nie przekonywał (kojarzył mi się z durszlakiem :)), ale w praktyce - bajka! Przepięknie wygląda na świecach z kolekcji Just Go, ma cudny kolor, jest rewelacyjnie wykonana i co najważniejsze - działa jak marzenie! Doskonale rozgrzewa świecę która szybko tworzy piękny basen. I to wszystko za rewelacyjną cenę 18 złotych. Brawo Yankee Candle! Jestem zakochana. Proszę więcej takich akcesoriów :).


Podsumowując

Nadal nie mogę zdecydować, czy moim ulubionym zapachem z kolekcji Just Go jest Warm Desert Wind, czy może Misty Mountains (wkrótce pojawi się jego recenzja). Niezależnie od tego, zapachowi nie brakuje nic - jest ciekawy, zmienny niczym kameleon, łączy w sobie ciepło, świeżość, słodycz i orient. Myślę że trafi w gust wielu z Was, więc koniecznie się z nim poznajcie :).


sobota, 7 kwietnia 2018

Chestnut Hill Candle Company - nowa marka świecowa na polskim rynku!


To już oficjalne. Markowe Świece, jeden z najlepszych sklepów ze świecami w Polsce (no, dla mnie osobiście najlepszy :)!) będą wyłącznym dystrybutorem Chestnut Hill Candle Company na Polskę i całą Europę. Dzisiejszy wpis poświęcam moim pierwszym wrażeniom z przedpremierowego spotkania z marką. Czym jest marka Chestnut Hill Candle, co udało mi się przetestować, co ich charakteryzuje, oraz jakie produkty wejdą do sprzedaży - o tym w dzisiejszym wpisie :D.

Na zdjęciu powyżej: Meadow (łąka) - niesamowicie intensywny zapach polnych kwiatów i ziół unoszący się nad polaną rozgrzaną przez letnie słońce. Jedna z najmocniejszych świec jaką kiedykolwiek paliłam. Wyrywa z kapci. :)


Na zdjęciu powyżej: 5 o'clock Somewhere - egzotyczny zapach bazujący na soczystym mango, skórce pomarańcza i słodziutkim ananasie. W odbiorze bardzo w typie brzoskwiniowej mrożonej herbatki Lipton. :)

Kilka słów o Chestnut Hill Candle Company

Marka Chestnut Hill narodziła się z pasji. Wszystko zaczęło się w roku 2001. Małżeństwo (Dave i Missy) eksperymentowali z wytwarzaniem świec zapachowych we własnej kuchni. Bazowali na produktach zakupionych w lokalnych sklepie rzemiosła, i jak wspominają, ich produkty były.... Niezbyt dobre :). Nie poddawali się i postanowili znaleźć lepszych dostawców surowców, aż w końcu metodą prób i błędów wynaleźli świetną mieszankę wosku sojowego, który w połączeniu z dobrej jakości bawełnianym knotem dał produkt na tyle dobry, że chętnie zaczęli produkować świece dla przyjaciół i rodziny. Wkrótce pojawiły się oferty kupna ich rękodzieł, co zapoczątkowało małą rodzinną markę. Dziś świece i inne produkty zapachowe Chestnut Hill są sprzedawane przede wszystkim na terenie USA, a Polska to dla nich pierwszy punkt na planie Europy. :)


Na zdjęciu powyżej: Woski Chestnut Hill. Cabernet to cierpko - słodki aromat wina Cabernet, odrobinę beczkowy i baardzo owocowy. Jeszcze nie odpaliłam więc na razie powiem że na sucho jest obiecujący! :) Honey Pear - niesamowicie autentyczny aromat gruszki z odrobiną przypraw i słodziutkim miodem.

Co charakteryzuje produkty Chestnut Hill Candle? 

Hasło przewodnie firmy to Where Quality Meets Fragrance. Celem marki jest dostarczenie produktu jak najwyższej jakości w doskonałej cenie. 
 
Świece i woski Chestnut Hill Candle wykonane są z wysokiej jakości blendu wosku sojowego. Dwa knoty sprawiają, że świeca pali się równo i bardzo szybko dochodzi do ścianek. Płomień jest czysty, równy, a zapach niesamowicie intensywny. Knoty w świecach które testowałam zawsze były osadzone równiutko, są grube i nie sprawiają żadnych problemów podczas palenia.
 
Marka produkuje świece w dwóch rozmiarach - duże (18 oz, ok 120 godzin palenia) i małe (10 oz, ok. 60 h palenia). Woski do kominka pakowane są w prostokątne pudełeczka, w których znajduje się 6 sporych kosteczek. Dodatkowo w ofercie znajdują się zapachy do samochodu.

Dodatkową charakterystyczną cechą produktów Chestnut Hill jest ich retro wygląd. Trafia w mój gust :)!
 

Na zdjęciu powyżej: Spiced Tea (herbata z przyprawami) - aromat czarnej herbaty mocno doprawiony pikantnymi goździkami. Idealny na jesienny wieczór!

Moje odczucia

Miałam ogromne szczęście że mogłam przetestować produkty tej marki przed wejściem na polski rynek. Przede wszystkim zachwyciła mnie moc świec oraz bezproblemowe palenie. Miałam okazję palić cztery różne zapachy w dużych słojach i wszystkie miały cudowną moc, jedynie Meadow był dla mnie po prostu zbyt mocny.  Z woskami jak na razie loteria - większa część była dla mnie pieruńsko mocna i trwała, a tylko niektóre miały przeciętną moc. "Drewniane" nosy będą zadowolone. :)

Na razie miałam dużo szczęścia z zapachami - większość przypadła mi do gustu. :). Bezapelacyjnym ulubieńcem okazał się Campfire - zapach do złudzenia przypomina mi ukochany, wycofany już Campfire Marshmallow Goose Creek - zapach pianek przyrumienionych i okraszonych dymnym aromatem. Przypadła mi do gustu także pikantna herbatka (Spiced Tea), dyniowy otulacz White Pumpkin oraz Fresh Cut Grass (uwielbiam wszystkie trawy, a ta jest w typie Fields of Clover Village Candle lub Green Grass Yankee Candle). Honey Pear to piękna propozycja owocowa dla wielbicieli gruszek, natomiast Sunwashed okazał się ciekawym, świeżym, letnim praniowcem. Każdy znajdzie coś dla siebie :).

Na zdjęciu poniżej - At The Mall - klimatyczny męski, świeży zapach o drzewnym aromacie. Zapach przystojnego drwala! :)


Osobiście bardzo spodobały mi się produkty Chestnut Hill Candle i na pewno będę kontynuować testy. W przyszłości możecie się spodziewać wielu recenzji zapachów. :)

Pełną listę zapachów na wszystkie sezony możecie na chwilę obecną zobaczyć tutaj

Na zdjęciu poniżej: White Pumpkin - przypomina mi aromat spienionego mleka lub mięciutkiej, mokrej bezy z dużą ilością cukru... Albo białych pianek Marshmallow. Całość okraszona delikatnym, dyniowym aromatem i ciepłą mieszanką przypraw. Jesienny smakołyk :).


Podsumowując, wierzę że marka zostanie doskonale przyjęta na polskim rynku. "Polskie nosy" lubią zapachy intensywne, nietuzinkowe i autentyczne, a te bez wątpienia do nich należą. 

Świece Chestnut Hill Candle pojawią się w Markowych Świecach prawdopodobnie pod koniec kwietnia. Nie mogę się doczekać Waszych wrażeń!
poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Przywołujemy wiosnę z Bridgewater Candle! 4 zapachy, które warto wypróbować wiosną :)


Halo, halo! Gdzie ta wiosna? Mamy dziś 2 kwietnia, a za moim oknem luty! Widzę że trzeba tą aurę odrobinę zaczarować, więc czym prędzej w kuferku szukam, co by się nadawało :D.
sobota, 31 marca 2018

Scented Cubes - woski, które dają milion możliwości :)


W ubiegłym roku, świece znacznie zdominowały moją zapachową kolekcję, ale zawsze specjalne miejsce w mojej zapachowej gromadce mają woski. W salonie mam dużą szufladę przeznaczoną tylko na nie - równiutko poukładane, podzielone tematycznie, różne marki, sezony. Ale takich jak te nie miałam nigdy wcześniej. Po raz pierwszy napotkałam je na Targach Homedecor w Poznaniu na stoisku Aromanti. Wróciłam z czternastoma opakowaniami - jak widać, zrobiły na mnie wrażenie :). 

Scented Cubes!

 

Na czym to polega?

Scented cubes to woski zapachowe w formie uroczych, małych kosteczek. Pakowane są po 8 sztuk w praktycznych, kwadratowych kartonikach. Łatwe w użyciu, podzielne woski o super zapachach. Ale to nie nie wszystko. 

Cała zabawa polega na tym, że to my decydujemy, jak będzie pachniała kompozycja w naszym kominku. :) Możemy się zabawić w twórcę nowych zapachów i mieszać je dowolnie, w dowolnych proporcjach i ilościach. Daje nam to dosłownie milion kompozycji, a co najważniejsze - możemy się przy tym wspaniale bawić :D! Masz ochotę na coś orzeźwiającego? Nic prostszego - wrzucamy po kosteczce pomarańczy, cytryny, lawendy i mięty. Chcemy by było bardziej uspakajająco? Dorzucamy kosteczkę lawendy i jaśminu... A może by tak zobaczyć, jak się to rozwinie kiedy pomarańcze zastąpimy kosteczką trawy cytrynowej..?

Mamy mnóstwo możliwości, a ogranicza nas tylko wyobraźnia. :)


Kilka faktów na temat Scented Cubes

Kosteczki zapachowe Scented Cubes wykonane są z naturalnego, ekologicznie czystego oleju palmowego przesiąkniętego olejkami eterycznymi. Producent na chwilę obecną oferuje aż 68 zapachów, począwszy od orzeźwiających cytrusów, aromatycznych kwiatów, słodkości, aż do ciepłych nut drzewnych. Mamy tu zarówno zapachy rewelacyjnie spisujące się jako baza zapachowa (wanilia, drzewo sandałowe), a także bardziej wyrafinowane aromaty, np. biały chleb, krokusy, sernik  jagodowy a nawet.... Konopię indyjską. (:


Jak używać Scented Cubes?

Generalnie - jak chcecie! Producent nasuwa nam też pewne sugestie. Według niego zapach powinien stanowić przyjemne tło i nie przytłaczać. Witać na wejściu, ale po czasie usuwać się na drugi plan, pozostając w tle. Dlatego kosteczki mają raczej umiarkowaną intensywność.

W katalogu Scented Cubes można znaleźć kilka dodatkowych, przydatnych zaleceń. Przed paleniem pomieszczenie dobrze jest wywietrzyć. Idealny podgrzewacz dla kosteczek powinien mieć wysokość od 11 do 13 cm - to zapewnia odpowiednią temperaturę podczas palenia. Producent rekomenduje przynajmniej 4 kosteczki na 18 metrów kwadratowych. Dla mnie to raczej zbyt mało - na taką powierzchnię osobiście zadowalało mnie 8 kosteczek. ;) Wszystko zależy nie tylko od metrażu pomieszczenia, ale także od użytej kompozycji i naszych indywidualnych preferencji. Reszta przebiega jak w klasycznych woskach - wrzucamy do kominka, podgrzewamy, cieszymy się aromatem, a po wypachnieniu usuwamy zużyty wosk.


Co zabrałam do domu + "moja" ulubiona kompozycja :D

Moim numerem jeden który zabrałam do domu jest Meadow - cudowny trawiasty zapach który pachnie niemal identycznie jak mój ukochany Lucky Shamrock Yankee Candle. Wzięłam go aż 4 opakowania i bawię się nim, komponując go z kosteczkami chłodnej mięty (Mint) i eukaliptusa (Eucalyptus), kosteczką kwiatów polnych (Meadow Flowers) i odrobiną paczuli (Patchouli). Połączenie było bardzo eksperymentalne, ale wyszło super - jak poranny, chłodny szron na zielonej łące. :)

Zabrałam ze sobą także piękne zapachy czarnej porzeczki, cedr, białą herbatę z imbirem, trawę cytrynową, polne kwiaty, migdały w miodzie i biały chleb. Dopiero po powrocie do domu zaczęłam żałować, że nie wzięłam kilku prostszych zapachów, które dałyby mi trochę więcej możliwości na ciekawy miksy, np. cytryny, wanilii, lawendy, bergamotki czy drzewa sandałowego. Warto mieć w kolekcji kilka dobrych zapachów podstawowych, o czym będę pamiętać przy kolejnych zakupach.

W razie braku weny znalazłam w katalogu Scented Cubes proponowane, sprawdzone kombinacje, na przykład:

Pear (gruszka) + Vanilla (wanilia) + Jasmine (jaśmin)
Cannabis (konopia) + Bergamot (bergamotka) + Orange (pomarańcz) + Vanilla (wanilia)
White Tea & Ginger (biała herbata z imbirem) + Mint (mięta) + Christmas Tree (choinka) 

i tak dalej :)...


Ocena produktu

Piękna koncepcja, wspaniałe, autentyczne zapachy, doskonały wybór i niewygórowana cena zdecydowanie dają wiele radości i zachęcają do zakupu. Możemy być kreatywni, kombinować, bawić się, eksperymentować. Możemy także wrzucić do kominka pojedynczy zapach, bez dodatkowego kombinowania. To naprawdę ciekawy pomysł na prezent dla woskomaniaka i nie tylko.
 
Jedyna rzecz, za którą dałabym kciuka w dół jest trwałość zapachów - mam wrażenie, że kosteczki dosyć szybko się wypachniają. Nie ukrywam, że nie spróbowałam jeszcze zbyt wielu kompozycji, więc możliwe że jeszcze zmienię zdanie w tej kwestii.

Pewne jest, że będę się bawić dalej. Z perspektywy palenia zaczynam odczuwać braki w "podstawowych" aromatach, więc wkrótce prawdopodobnie moja gromadka Scented Cubes'ów się powiększy. :) Na obecną chwilę jestem na tak!


Swoje opakowania kosteczek zakupiłam na stosiku Aromanti podczas Targów Homedecor. Są dostępne w sklepie internetowym Aromanti

Dajcie znać co myślicie o takim rozwiązaniu :)! Dalibyście się wkręcić w miksowanie, czy wolicie raczej gotowe rozwiązania?

wtorek, 27 marca 2018

Najpiękniejsze zapachy Kringle Candle - Cashmere & Cocoa


Nie każdy wiosenny wieczór jest ciepły i słoneczny. Mimo że zimę mamy już za pasem, to pewne otulające zapachy na pewno zostaną ze mną na kolejne pory roku - zwłaszcza chłodne i mokre wieczory, w które najchętniej zaszylibyśmy się pod ciepłym kocem z kubkiem gorącego kakao i ulubionym serialem.
sobota, 24 marca 2018

Crisp Apple Strudel - My Favourite Things


Piątkowy wieczór. Na zewnątrz chłód, mokre od deszczu uliczki i gęsta mgła. W takie dni staram się, by dom był możliwie przytulny i ciepły. W kominku ogień sobie tańczy wśród trzaskających od czasu do czasu iskier, w piekarniku rumieni się strudel z jabłkami. Dzisiejsza recenzja dotyczyć będzie zapachu idealnego na taki dzień, jak dziś. Jest naturalny, ciepły, zapraszający do rozgoszczenia się przy kawałku przepysznego ciasta i ciepłej herbacie z cytryną od samego progu drzwi. Crisp Apple Strudel Yankee Candle to kolejny zapach limitowany, wchodzący w skład wznowionej, uwielbianej przez wszystkich fanów kolekcji My Favourite Things.
środa, 21 marca 2018

Stłuczka to jeszcze nie tragedia! Czyli tutorial oprawiania krok po kroku :)


Stłuczka? Rzecz nieprzyjemna, ale zdarzyć się może każdemu. Małżonek zawsze się podśmiewał że mam "miękkie ręce". Uważałam że to nieprawda, do momentu kiedy świeca z punktu A (moich "miękkich dłoni") niezauważenie przeniosła się do punktu B zlokalizowanego na kuchennych kafelkach podłogowych. :(

Niemiło, ale to jeszcze nie koniec świata - stłuczkę można oprawić, a przy odrobinie wprawy będzie na pierwszy rzut oka wyglądać jak nówka :)! Bohaterem dzisiejszego wpisu jest Goose Creek Sweet Banana Bread w przepięknej edycji z pieskiem na etykiecie.


To będzie Ci potrzebne:

1. Pusty słój do przeniesienia świecy. Najlepiej tej samej marki i rozmiarów lub chociaż podobny. Nie miałam pod ręką pustego słoja po Goose Creeku, ale słoik Country Candle wygląda identycznie.
2. Garnek z gorącą wodą
3. Miska  - żaroodporna lub metalowa do postawienia na garnku z gotującą się wodą
4. Nóż do obkrojenia wosku
5. Gruba reklamówka
6. Szorstka gąbka do mycia naczyń, detergent (np. płyn do naczyń)
7. Rękawiczki ochronne!! 

Krok 1: Przygotowanie pustego słoja

Słój do którego będziemy przenosić świecę należy dokładnie oczyścić i usunąć etykietę. Przyda się Wam gorąca woda, szorstka szczotka do naczyń i detergent. Usuń etykietę. Resztki kleju dobrze schodzą w bardzo ciepłej wodzie z dodatkiem detergentu. U mnie dobrze się sprawdziło mleczko Cif. W środku usuwamy resztki starego wosku, słój odtłuszczamy i pozostawiamy do wyschnięcia.


Krok 2: Przeniesienie etykiety 

Na tym etapie im mniej rozbity jest słój (zwłaszcza w okolicach etykiety) tym lepiej - drobne kawałeczki szkła łatwo przyklejają się do etykiety, co znacznie utrudnia jej przyklejenie na nowy słoik. Nie spiesz się! Odklejaj etykietę powoli uważając by się nie zabrudziła od strony kleju.

Kiedy uda Ci się zdjąć etykietę ze stłuczonego słoja, delikatnie dopasuj ją do nowego i powoli przyklej. Ja zawsze staram się zaczynać od środka, delikatnie zmierzając ku lewej i prawej krawędzi. Jeśli nie wyjdzie idealnie i pod etykietą zostaną pęcherze powietrza, można je nakłuć igłą i docisnąć.

PS. Tego kroku nie mogę Wam pokazać bo etykieta mojej stłuczki jest wykonana z papieru, który darł się podczas odrywania. :( Bardzo żałuję, bo w sumie to przez etykietę zdecydowałam się na zakup tej świecy. Nie powinniście mieć jednak problemów z przenoszeniem etykiet np. z Yankee Cande czy Country Candle. Nie próbowałam nigdy oprawiać świec Village Candle i Kringle

Krok 3: Oddzielenie stłuczonego słoja od wosku 

UWAGA! Bardzo rekomenduję przy tym kroku mieć na sobie rękawice ochronne!!! 

Wsadzamy świecę do grubej reklamówki i obstukujemy ją tak aby szkło odeszło całkowicie od wosku. Można użyć do tego np. młotka lub wałka do ciasta. Na koniec wosk dokładnie oczyszczamy z resztek szkła.


Krok 4: Obkrojenie trzonu świecy

Obkrój wosk dookoła w taki sposób, aby zmieścił się w nowym, czystym słoiku. Im mniej odkroisz, tym lepiej. Umieść trzon w słoiku. Zwróć uwagę, by knot był umiejscowiony centralnie.




Krok 5: Zalewanie świecy

Pozostały wosk po obkrajaniu trzonu rozdrobnij. Podgrzej wodę w garnku i połóż na niej miskę, tworząc gorącą kąpiel parową. Stopniowo nasypuj do miski niewielkie porcje rozdrobnionego wosku i doprowadzaj do roztopienia. Zaraz po upłynnieniu się wosku dolewaj go do nowego słoja z trzonem świecy.


Dobra rada: Postaraj się nie wrzucać całości wosku do rozpuszczenia za jednym razem i staraj się by wosk był dosyć regularnie rozdrobniony. Zminimalizuje to czas podgrzewania wosku, przez co w efekcie ograniczysz parowanie olejków podczas roztapiania.

UWAGA! Nie gotuj wosku w garnku zaraz nad palnikiem - nie dość że możesz stracić dużo olejków, świeca może zmienić zapach przez zbyt wysoką temperaturę. Skutki gotowania mogą być jeszcze gorsze - wosk może ulec zapaleniu (zdarzenie z życia znajomej)!!!


Krok 6: Wyrównaj powierzchnię świecy

Czyli rozpal ją do ścianek :) Bez tego kroku można się obejść, dotyczy już głównie aspektów wizualnych. Pomaga wyrównać powierzchnię wosku, roztopić drobne pyłki. Potem jedynie oczyszczam świecę z resztek wosku i cieszę się z kolejnej udanej akcji stłuczkowej :)!


Jeśli przeszkadzają Wam nieregularności na powierzchni wosku, można ewentualnie świecę "ujednolicić" przez zanurzenie otwartego słoja (!) w gorącej wodzie od dna aż odrobinę ponad linię wosku. To trik który stosowałam na razie z powodzeniem. Nie daję Wam jednak gwarancji że słój nie pęknie jeśli woda będzie zbyt gorąca! Ostateczny efekt po takim zanurzeniu słoja w gorącej wodzie widać na poniższym zdjęciu.


Żałuję bardzo że nie udało mi się tym razem przenieść etykiety, ale ostatecznie uratowałam świecę, więc jestem zadowolona! :)

Dajcie znać czy kiedyś oprawialiście stłuczkę i jakie triki możecie polecić. :)
niedziela, 18 marca 2018

Bright Copper Kettles - powrót kolekcji My Favourite Things


Od tygodnia świętuję powrót kolejnych dwóch, unikatowych dotychczas zapachów Yankee Candle należących do kolekcji My Favourite Things. W limitowanej ilości w sklepach pojawiły się kolejne dwa duże słoje - Bright Copper Kettles oraz Crisp Apple Strudel. Uzupełniły kolejne wersy piosenki Julie Andrews z cudownego musicalu Sounds Of Music
czwartek, 15 marca 2018

Yankee Candle - Sweet Honeysuckle


Ostatniego niedzielnego popołudnia dumałam sobie co by Wam tu pokazać w tym tygodniu. :) Miałam ochotę by było to coś przywołującego ciepłą (bardzo ciepłą!) aurę. Wybrałam coś, co przez limitowany czas możecie jeszcze dostać w sklepach, coś co nie jest typowym kwiatowym zapachem, wymaga pewnej "otwartości" na ciekawe aromatyczne doznania... Sweet Honeysuckle - to on! :)

Sweet Honeysuckle

Największy przysmak kolibrów; urzekająco słodki nektar złocistego wiciokrzewu.

Wiciokrzew to roślina bezapelacyjnie kojarząca mi się z gorącym, letnim wieczorem - to właśnie wtedy pachnie najintensywniej. Piękny, nektarowy, intensywny zapach zaprasza swoim aromatem owady, wprawiając ogrody w życie. Jest mocny, odurzający, słodki. Zerwana gałązka wiciokrzewu uwalnia zapach nie tylko kwiatów, ale także łodyg, pachnących zielono, łykowato i cierpko.

Piszę to wszystko, bo świeca jest idealnym odwzorowaniem zapachu prawdziwego wiciokrzewu. Kopia jeden do jednego. Uchwycono w nim duszność, nektarowy aromat, a nawet cierpkość ułamanej łodygi i zielonych liści. To czyni go według mnie zapachem bardzo letnim, ciepłym, wakacyjnym, może nawet i chwilami odrobinę dusznym. Kojarzy mi się z aromatem wiciokrzewu uwolnionymi do ciepłego, letniego powietrza znad rozgrzanej słońcem ściany roślinności. 


Zapach jest dla mnie przepiękny, ale nie mam wątpliwości że to nie jest kompozycja dla każdego. Ja uwielbiam zapachy nektarowe, gorące, w typie Pampelune Aqua Allegoria od Guerlain. Nie jest to jednak typowy, miły dla każdego nosa kwiatek jak tulipan czy róża. Tutaj słodycz nektaru połączono ze szczyptą łodygowej cierpkości. Może być więc zbyt obciążający dla wrażliwych nosów. Może być też cudownym ukojeniem dla osób takich jak ja - kochających powietrze letniego ogrodu - aż gęste od aromatów! :).

Moc w porównaniu z innymi świecami Yankee Candle jest naprawdę godna podziwu. Moje "janki" palę zwykle w dużej sypialni, a tym razem podczas palenia świecę muszę wynosić na otwartą przestrzeń salonu połączonego z jadalnią, otwartego na kuchnię i z podwyższonym sufitem - tam zapach daje mi przyjemne tło. Palony w sypialni był dla mnie zbyt mocny. W mojej skali zapachowej daję mu mocne 8/10!


Ja go pokochałam, jestem ciekawa czy jesteście otwarci na tak aromatyczne kompozycje? :)
niedziela, 11 marca 2018

Herbata w męskim stylu - WoodWick - Black Tea


Zapach o którym chcę Wam dziś trochę opowiedzieć to herbaciana kompozycja WoodWick z męskiej serii Reserve. Świeca wróciła ze mną z targów Home Decor w Poznaniu. Po wydenkowaniu słoja Oak (recenzowany w tym poście) obiecałam sobie, że wrócę do świec WoodWicka - nawet na przekór tego, że skwierczący knot, będący flagową cechą tych świec, na dłuższą metę mnie irytował. Atmosfera na eleganckim, WoodWick'owym stoisku na targach Home Decor poluzowała mój hamulec zakupowy, który założyłam sobie jadąc na targi. Po powąchaniu Black Tea walczyłam ze sobą może niecałe 20 sekund, gdy nagle silna wola zrobiła krok w tył, a ja pospiesznym tempem udałam się do kasy, co by się nagle nie rozmyślić... ;)

Black Tea 

Liście herbaty przesiąknięte naparem z koniaku i miodowego drewna – zapach dla prawdziwego gentelmana.


Gentelmanem co prawda nie jestem, ale zapach po prostu położył mnie na łopatki. Tak się dzieje kiedy w świecy zostają połączone moje ulubione nuty zapachowe, tworząc kombinacje tak cudowne, że mam ochotę wypełnić tym zapachem cały dom. Po pierwsze czarna herbata. Wytrawna, nie wzbogacona aromatami cytrusów jak bergamotka, co przy herbacianych zapachach zdarza się prawie zawsze. Po drugie bardzo pikantna nuta goździków, który tak naprawdę tworzy niepowtarzalny charakter tego zapachu. I po trzecie - aromatyczne drewno. Odrobinę dymne, stare, rustykalne. Grające daleko w tle, nawet nie jest wyczuwalne bezpośrednio, ale nadaje zapachowi męskiego charakteru w stylu WoodWicka. Całość jest uzupełniona czymś delikatnie słodszym, co odciąża  Black Tea z wytrawności, a czyni go zapachem nawet całkiem przytulnym. Ja wyczuwam tu odrobinę nektaru z kwiatów, co może być zarówno wspomnianą miodowością, a może i bukietem aromatycznego koniaku... To wszystko czyni ten zapach eleganckim, ekskluzywnym i męskim w sposób bardzo niebezpośredni. Przywołuje mi na myśl wieczory z mężem na kanapie, kiedy w kominku skwierczy drewno, a on degustuje swoje ulubione szkockie whisky... :)


Moc zapachu zdecydowanie na plus - czuć doskonale w każdym pomieszczeniu mojego domu. Świeca pali się czysto i od czasu do czasu wypuszcza małe porcje dymu, które tworzą niesamowite efekty wizualne w postaci dymnych kółeczek. Kilka z nich zupełnie nieświadomie uchwyciłam podczas wykonywania zdjęć. Skwierczenie na razie mnie jeszcze nie zaczęło irytować, co jest bardzo na plus, bo daje mi nadzieję na kilka innych kompozycji z drewnianym knotem :).


To dopiero moja druga świeca WoodWick, ale nabieram powoli apetytu na więcej! Nie tylko na dalszą eksplorację kolekcji Reserve, ale przede wszystkim zaczynam dumać nad potrójnymi kompozycjami Trilogy, przepięknymi słojami Artisan i Hearthwick

WoodWick. Będzie więcej? Myślę że tak!