sobota, 20 stycznia 2018

Moon On Their Wings - świeca moich marzeń :)

Dzisiejsza recenzja jest dla mnie jedną z najważniejszych. Dotyczy świecy, która nadal jest dla mnie białym krukiem i największym skarbem mojej świecowej kolekcji. Moon On Their Wings była dotychczas absolutnie poza moim zasięgiem - nie tylko ze względu na jej rzadkość, ale i cenę. Wypuszczona została na rynek w roku 2011 w ramach kolekcji My Favourite Things. Przez lata jej cena rosła, aż w roku 2017 osiągnęła cenę rzędu 1000 złotych na portalu eBay

Początek roku 2018 rozpoczął się wspaniale dla wszystkich, którzy marzyli by poznać ten zapach - dzikie gęsi wracają :)!


Wizualnie jest to dla mnie to jedna z najpiękniejszych świec Yankee Candle - cudowna, poetycka nazwa inspirowana piosenką My Favourite Things (musical Sounds Of Music)Kolor wosku jest przepiękny - ciemny, głęboki błękit pruski, odrobinę morski, przypominający kolor Bałtyku w wietrzny, burzowy wieczór. Na etykiecie mamy absolutnie fenomenalną ilustrację - nocne niebo i klucz dzikich gęsi na tle księżyca w pełni. Cudo!


Zapach

Moon On Their Wings to zapach ciepły i wyraźnie słodki. Słodycz w "nocnej" i trochę "tajemniczej" (a nawet magicznej) oprawie przywołała mi za pierwszym razem myśl o Dreammy Summer Nights. W zapachu są kompletnie różne od siebie, więc dlaczego o nim mówię? Choć to dwa zupełnie odmienne profile zapachowe, oba mają słodki i ciepły charakter który idzie w parze z trudną do opisania MAGIĄ.  :)

Rozkładanie go na czynniki pierwsze to trochę jak jedzenie Raffaello rozdzielonego na poszczególne składniki - ani migdał, ani wiórki kokosa, ani waniliowy krem osobno po prostu nie smakują nawet w połowie tak dobrze jak razem. Bez tego nie byłoby jednak recenzji, postarajcie się więc uruchomić wyobraźnię! :)

Majestatyczne dzikie gęsi i wszędobylski jeleń :).

Na pierwszym planie wyłania się delikatna, ale bardzo słodka, lekko owocowa nuta (bergamotka?). Słodycz ta przywodzi mi na myśl słodką gumę do żucia dla dzieci, a czasami nawet wychodzi mi z niego coś co czułam w Black Coconut... Słodycz jest dominująca zarówno na sucho, jak i w paleniu.

W sercu zapachu, zaraz za słodyczą wyłania się ziołowa, ale bardzo stonowana warstwa aromatyczna. Czuć wytrawny zapach szałwii, która dosyć ciekawie komponuje się ze słodkim akordem. Są tu też trudne do zidentyfikowania nuty kojarzące mi się z zapachami wodnymi typu River Valley czy Drift Away (może to być mech lub coś w ten deseń)

Tło tego zapachu jest drzewne - ciepłe, stonowane, da się wyczuć dosłownie szczyptę dobrego tytoniu albo dymu na samym końcu...

Przenikające się nuty tworzą kompozycję słodką, kojarzącą się trochę z dobrym żelem pod prysznic - bardziej dla mężczyzn niż kobiet, ale w słodkim charakterze, bez typowej, kolońskiej nuty.  

A skoro już moja o męskim charakterze:

Moon On Their Wings nie jest według mnie bratem bliźniakiem Midsummer's Night

"Sesja porównawcza" MOTW z innymi "nocnymi" zapachami z oferty Yankee Candle - Midsummer's Night oraz Dreamy Summer Night.

Opinia na temat podobieństwa Moon On Their Wings z dostępnym w regularnej ofercie Midsummer's Night czasem pojawia się w sieci. Miałam okazję palić i wąchać obok siebie oba zapachy i zupełnie nie mogę się pod tym podpisać. Pomimo wielu wspólnych nut - szałwii, bergamotki, czy cedru - Midsummer's Night jest wytrawną, wyraźnie męską i kolońską kompozycją. Z Moon On Their Wings łączy go dosyć podobna etykieta i zbliżony, ciemny kolor wosku, może też poszczególne nuty zapachowe - ale nie zapach jako całość.

Waham się czy mówić o kompozycji Moon On Their Wings jako o zapachu w 100% męskim - nadal nie mogę się zdecydować, czy to ON,  czy może troszkę ONA :).


Niestety nie posiadam żadnego porównania ze starą wersją tego zapachu :(.

Kwestie użytkowe

Moc zapachu oceniam na średnią, w pierwszych 2 godzinach palenia nawet delikatną, wyczuwalną przy chodzeniu między pomieszczeniami. Pisząc tej post palę świecę już czwartą godzinę i zapach dobrze wypełnia cały (spory) pokój.

Muszę też podkreślić kwestię która może się okazać istotna przy paleniu. W przypadku gdy recenzowana przeze mnie przedwczoraj Raidrops On Roses jest świecą palącą się mocnym płomieniem i dającą porządny basen wosku (i moc), tak płomień w Moon On Their Wings jest raczej nieśmiały. Taką tendencję zauważyli też inni użytkownicy, więc polecam nie szarżować z przycinaniem knota i zaopatrzyć się w dobrze rozgrzewającą illumę. Mały płomień może wpływać na temperaturę roztopionego wosku, a co za tym idzie - na moc zapachu. 

Podsumowując

Zapach mnie oczarował i zdecydowanie sprostał moim wizjom i oczekiwaniom! Moon On Their Wings to zapach całosezonowy, wieczorowy, magiczny i tajemniczy... To także jedna z najpiękniejszych koncepcji wizualnych Yankee Candle jakie widziałam do tej pory.  Dlatego dwa słoje to dla mnie absolutne minimum - jeden do palenia, drugi do patrzenia :). 

Muszę też przyznać, że ze względu na nieoczywistość i "fantazyjność" kompozycji był to dla mnie najtrudniejszy do zrecenzowania zapach, z jakim kiedykolwiek zmagałam się na Woskomanii. Mam nadzieję, że chociaż w pewnej części udało mi się Wam go przybliżyć.

Moon On Their Wings będzie wkrótce dostępny w Polsce jako edycja limitowana - jego ilość może być ograniczona (a zainteresowanie spore), więc bądźcie czujni. Kupicie go tylko w dużym formacie świecy. Nie znam szczegółów kiedy konkretnie pojawi się na sklepowych półkach, więc polecam śledzić na bieżąco oficjalny fanpage Yankee Candle Polska

5 komentarze

  1. No i namówiłaś mnie :P Jak tylko będzie dostępny w Markowych Świecach - kupię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję że się nie zawiedziesz- zdaj relację po zakupie:)

      Usuń
  2. a myślisz, że jak lubię dwa pozostałe "porównywacze" to i ten zapach polubię? z tych powracających, choć poprzednich nie znam tylko ta mnie kusi.

    Widzę, że zmieniłaś sprzęt bo różnica w zdjęciach jest mega. Co to za aparat i obiektyw?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że polubisz!
      Odkopałam Canona 5D mojego męża wraz z kilkoma obiektywami (teraz niestety nie pamiętam parametrów) i trochę się zaczęłam uzależniać od innej jakości:D jest dużo więcej zabawy, zwłaszcza że w ogóle nie mam wprawy, ale efekty cieszą dużo bardziej :)

      Usuń
    2. to dobrze :) moze sie zdecyduje. aaa no widac jakosc, ale radzisz sobie swietnie!

      Usuń