niedziela, 18 marca 2018

Bright Copper Kettles - powrót kolekcji My Favourite Things


Od tygodnia świętuję powrót kolejnych dwóch, unikatowych dotychczas zapachów Yankee Candle należących do kolekcji My Favourite Things. W limitowanej ilości w sklepach pojawiły się kolejne dwa duże słoje - Bright Copper Kettles oraz Crisp Apple Strudel. Uzupełniły kolejne wersy piosenki Julie Andrews z cudownego musicalu Sounds Of Music

Bright Copper Kettles to bohater dzisiejszej recenzji. :) Jesienią 2017 roku świeca chodziła mi bardzo po głowie, zdobycie jej wiązało się jednak z kosztem rzędu 300 złotych za duży słój. Dziś słynne "czajniczki" są w zasięgu ręki każdego fana w regularnej cenie, więc w tym wypadku powściągliwość popłaciła. Nie mogę Wam niestety porównać zapachu 1:1 z oryginalnym egzemplarzem z pierwszej edycji, mogę natomiast podzielić się z Wami swoimi wrażeniami z palenia. :)

Przygotowany w miedzianym czajniczku wspaniale rozgrzewający napar z imbiru, goździków, ziela angielskiego i gałki muszkatołowej.

Powrót Bright Copper Kettles przypadł na okres typowo wiosenny. Fani świec zapachowych są w tym okresie zwykle stęsknieni za świeżym aromatem trawy, tulipanów i bukietów innych, wiosennych kwiatów. Kompozycja zapachowa Bright Copper Kettles to bez wątpienia mieszanka ciężka, dobra raczej na chłodny sezon jesienno-zimowy. Osobiście jestem zagorzałą kolekcjonerką, więc niezgodność sezonowa w tym wypadku mi w ogóle nie przeszkadza.

Bright Copper Kettles to jegomość bardzo tajemniczy i elegancki na pierwszy rzut oka. Rdzawy kolor wosku i uroczy, miedziany imbryczek na etykiecie nie sugerują żadnego ze znanych mi aromatów. Jak się potem okazuje, wygląd pasuje do zapachu jak ulał. :) Nie pasuje mi natomiast kategoria zapachu - według mnie powinien się znaleźć w kategorii Food & Spice, nie jest na pewno zapachem świeżym (Fresh).


Z opisów zapachu w internecie wiedziałam już, że kompozycja będzie wybitnie ciężka i cynamonowa. Po pierwszym powąchaniu na sucho wyczułam porządną dawkę cynamonu, o którym nie wspomniano w podstawowym opisie. Cynamon w dużej dawce lubi się mocno rozpychać łokciami, nie dając na sucho często dojść do głosu innym nutom zapachowym. W tym wydaniu okazał się być potężnie wytrawny, co go wyróżnia na tle innych świec, które bardzo często idą w parze ze słodkimi nutami cukru i owoców. 

W paleniu wachlarz aromatów rozwija się dużo lepiej. Nadal wytrawna nuta mocnego cynamonu znacząco dominuje, nadając zapachowi odrobinę "metaliczności", która może się co prawda nasuwać przez miedziany imbryczek na etykiecie. Na drugim planie do głosu dochodzi pikantność pochodząca prawdopodobnie od wspomnianego imbiru, gałki muszkatołowej, ziela angielskiego i goździków. Nuty mieszają się ze sobą, choć są trudne do wyodrębnienia dla nosa, dają całe spektrum ostrych, kuchennych przypraw. To czyni zapach dosyć ciężkim, a jednocześnie bardzo rozgrzewającym i przytulnym


Często spotykałam się z porównaniami Bright Copper Kettles do mocno świdrującej, cynamonowej gumy do żucia Big Red. Osobiście aromat Big Red był dla mnie bardziej słodki i idący w stronę Home Sweet Home, ale poniekąd rozumiem nasuwającą się analogię. Jeśli szukać analogii do innych zapachów Yankee Candle, to najbliżej mu według mnie do Home Sweet Home oraz Festival of Lights (choć  jest odrobinę bardziej kuchenny i mniej słodki), a także wyczuwam pewne wspólne klimaty z Vibrant Saffron (szafran jest natomiast bardziej perfumeryjny i mniej "pikantny"). 

Moc zapachu jest dla mnie naprawdę zadowalająca i znacząco się wyróżnia pod tym względem na tle ostatnio produkowanych serii. Po trzech dniach palenia oceniam ją na 8/10.


Osobiście bardzo lubię kompozycje bazujące na ciężkich przyprawach kuchennych, a ta jest dla mnie naprawdę udana. Nie ukrywam, że intensywnie ją paliłam tylko po to, by móc Wam ją dobrze zrecenzować. Teraz zamierzam ją zacząć oszczędzać, bo jest to dla mnie egzemplarz bardzo cenny ze względów kolekcjonerskich. :) Na pewno zapalę ją kilka razy symbolicznie jesienią i zimą, bo na właśnie takie pory roku ten zapach jest stworzony. Jeśli zastanawiacie się czy warto go kupować u schyłku zimy, to według mnie warto. Bright Copper Kettles może poczekać do jesieni, pamiętajcie że jest to edycja limitiowana, wydana w niewielkim nakładzie. 

W przyszłym tygodniu recenzja kolejnego egzemplarza MFT - Crisp Apple Strudel, więc zachęcam do wypatrywania wpisu :).


Jestem ciekawa waszego zdania na temat powracania unikatowych zapachów. Czy cenicie sobie możliwość wrócenia do ulubieńców sprzed lat, czy może nie przepadacie za odgrzewaniem kotletów i wolicie nowości? Zachęcam Was do pozostawienia swojej opinii w komentarzach. :)

3 komentarze

  1. zdjęcia są obłędne! natomiast zapachy totalnie nie moje, poprzednie też nie kupiłam, bardziej bym chciała przetestować gęsi lub niebieską wstążkę. No i oczywiście papier, koty i rękawiczki uwielbiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem z tych osób, które porównanie do starszej wersji mają. I, niestety, ale obecna i starsza wersja to nie jest to samo. Starszy Czajniczek był mocniejszy, bardziej zdecydowany, bardziej metaliczny. Obecny, to echo dawnego zapachu. Dla kolekcjonerów naklejek może być. Dla tych, którzy szukają dawnego zapachu - niech szukają starszej serii.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ten komentarz. Bardzo żałuję w takim razie że nie jest taki sam. Nowa wersja jest dla mnie nadal bardzo cynamonowa i mocna, ale widzę że lista zapachów które są już nie do powtórzenia zaczyna się wydłużać. :(.

      Usuń