środa, 25 kwietnia 2018

Blue Satin Sashes Yankee Candle


Ostatni brakujący element wznowionej kolekcji My Favourite Things w końcu wpadł w moje ręce. Przepiękny błękitny wosk i staromodna, satynowa wstążka na etykiecie - czyż nie wygląda cudnie? Blue Satin Sashes był dotychczas jednym z droższych i najtrudniejszych do kupienia zapachów. Marzenie wielu kolekcjonerów marki, a jednocześnie zapach dość kontrowersyjny. O moim punkcie widzenia na jego temat przeczytacie w dzisiejszej recenzji.


Świeżość w najsubtelniejszej odsłonie: urocza kompozycja lawendy i rozmarynu z nutami cytrusowymi, jaśminowymi i drzewnymi.

Blue Satin Sashes zaskakuje kontrastami już od pierwszego powąchania. Przepiękna, bardzo kobieca etykieta nie zdradza praktycznie niczego konkretnego. Nie wiedząc jak pachnie można odnieść ważenie, że kompozycja będzie nieoczywista, ale na pewno kobieca. Nic bardziej mylnego - pomimo kwiatowych akordów w nutach zapachowych, Blue Satin Sashes jest klasycznym przykładem zapachu wybitnie męskiego. Silna, surowa, kolońska dominuje, tworząc wrażenie dużej dawki świeżości. Połączenie z kwiatowym akordem uzasadnia dlaczego wielu osobom kojarzy się z łazienkową czystością. Pozostaje pytanie - to dobrze, czy źle? ;) 


Odpowiedź jest prosta - rzecz gustu. 

Nie nastawiałam się na nic - marzyłam żeby mieć Blue Satin Sashes w swojej kolekcji niezależnie jak będzie pachniał. Nie liczyłam na cuda, bo wiedziałam że zapach jest bardzo męski, a to nie jest moja ulubiona kategoria świec - przynajmniej nie mam na takie zbyt częstej ochoty. Słysząc wiele negatywnych głosów o samym zapachu raczej zakładałam najgorsze, czyli coś z pogranicza Yankee Candle Beach Blue i Coastal Waters, po których zakupie w ciemno za niemałe pieniądze miałam łzy w oczach :/ ... Po pierwszym powąchaniu stwierdziłam - eee, nie jest źle :)!


Zapach jest wybitnie i "typowo" męski. Najbliższe skojarzenie to woda kolońska w stylu naszych dziadków. Po drugie świeżość - zapach należy do kategorii Fresh i jest to prawdopodobnie jestem z najbardziej rześkich zapachów jakie znam. Spektrum zapachowe dla mnie jest najbliższe do Morning Mist - również wycofanego, bardzo świeżego i męskiego zapachu Yankee Candle. Nuta męska jest bardzo ostra na sucho, ale łagodnieje i "zmiękcza się" w paleniu. Ja nie uganiam się za kolońskimi zapachami wcale, ale ten ma coś co naprawdę kocham - lawendę. Lawendowych zapachów nigdy mi nie jest za mało, a tutaj jest wyczuwalna co prawda na drugim planie, ale dosyć wyraźnie. Nadaje kompozycji odrobinę ziołowości i charakteru. 

Moc w paleniu bardzo dobra - dużą sypialnię wypełnia już po 15 minutach palenia.


Zastanawiam się jak podsumować tą recenzję. Mam wrażenie, że mój obiektywizm może być delikatnie naruszony przez fakt, że czekałam na wyjście tego zapachu na rynek jak na szpilkach przez ponad pół roku. W pewnym momencie wiedziałam że nie jest ważne jakby pachniał - po prostu musi być mój. ;) Słyszałam też wiele sprzecznych opinii i ostatecznie uważam, że Blue Satin Sashes jest zapachem trudnym, ale naprawdę może się podobać osobom lubiącym lawendę i męskie klimaty. Ja ze względu na zapachowe preferencje sama nie omdlewam w zachwycie, ale też nie kręcę nosem. Mam do tego słoja wielki sentyment i prawdopodobnie nie będę odpalać go zbyt często. Zdaję sobie sprawę, że zdecydowana większość osób kupuje świece przede wszystkim dla pięknego zapachu. Jeśli należycie do tej grupy, to przed zakupem w ciemno upewnijcie się, że lubicie zdecydowane, kolońskie klimaty i nie jest Wam straszne połączenie ich z ziołowo-kwiatową nutą. 

Jeśli znacie Blue Satin Sashes to bardzo proszę zostawcie swoją opinię w komentarzu - jestem ciekawa, ile wśród Was znajdzie się przeciwników, a ile miłośników tego zapachu :).

9 komentarze

  1. Ja lubię zapachy męskie i praniowe, więc chyba byłby to dla mnie odpowiedni zapach i zamierzam go kupić. Mam nadzieję jednak, że będzie lepiej niż ze Snow is glistening. Pokładałam w nim takie super nadzieje i liczyłam że przeskoczy moje ulubione zapachy, a tak szczerze to mnie nie powala. Jest fajny i miły, ale już chyba nie dałabym się za niego pokroić. A wstążka też była jeszcze na tej liście obok 2x4 i cozy sweater, więc wstążko nie zawiedź mnie! Ja jednak trzymam tylko w szafce to, co lubię w 100%. Jeśli zapach mi się nie podoba lub znudzi staram się sprzedawać - teraz mam 4 takie świece, które nienaruszone już zdążyły się znudzić i chyba je sprzedam mimo tego że wyglądają bosko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a i jeszcze dodam, że zdjęcia są wow! ta etykieta jest ładna, ale trochę może wyjść z nią tandetnie a Tobie udało się tego uniknąć. A zdjęcie z kotem najpiekniejsze!

      Usuń
    2. Jeśli się zdecydujesz kupić to czekam na Twoją recenzję!😙

      Usuń
  2. Zapach znam i mam w starej wersji, ostatnio w Markowych niuchnęłam nową. Oczywiście jest różnica. Nowsza wersja jest zdecydowanie ostrzejsza, bardziej cytrynowa. Starsza jest łagodniejsza, bardziej miękka.
    Zapach ogólnie lubię i cenię, mimo że nie jestem fanką takich strasznie męskich aromatów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę możliwości testowania poprzedniej wersji! Myślę że łagodność i zmiękczenie dobrze by zrobiły temu zapachowi..

      Usuń
  3. Nie będę kłamać, że nie chciałabym go mieć na półce. Może się kiedyś trafi w wymiance, bo póki co raczej kupuję świece jednak do palenia, a nie do patrzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zupełności rozumiem! Też palę wszystko ale zauważyłam że im więcej mam tym bardziej robię się liberalna w kwestii zapachów 😉

      Usuń
  4. Zdjęcia jak zawsze piękne 😍

    OdpowiedzUsuń