poniedziałek, 9 lipca 2018

Sezon na jagody... Kringle Candle Lavender Blueberry


Lawenda. Jagody. Jednym słowem - najpiękniejsze uroku sezonu letniego. Owoce i kwiaty zwykle pięknie się dogadują zarówno na stole, jak i w kompozycjach zapachowych. Kiedy pojawiły się pierwsze infomacje na temat nowych zapachów Kringle Candle na rok 2018, Lavender Blueberry przykuł mój wzrok od razu. Zarówno lawendy jak i jagód nigdy nie odmawiam, a to połączenie było obietnicą czegoś naprawdę interesującego i klimatycznego.
poniedziałek, 2 lipca 2018

Z nocą im do twarzy... Moje top 5 nocnych zapachów Yankee Candle :)


Zawsze uwielbiałam noc - ma niesamowity klimat. Najbardziej doceniam ją zwłaszcza latem, kiedy jest najkrótsza i najmniej uchwytna. :) Cicha, tajemnicza, magiczna, mroczna... Inspiruje poetów, muzyków i malarzy. To przepiękny motyw dla kompozycji zapachowych, przy czym możliwości interpretacji jest nieskończenie wiele.
poniedziałek, 25 czerwca 2018

Zapach bez płomienia - kilka produktów Millefiori Milano, które warto poznać


Świece zapachowe to moja największa miłość, co zapewne widać z daleka :). Nie chodzi tylko o zapach - dodają niesamowitej atmosfery, ciepła, pięknego światła. Lato nie jest jednak najlepszym sezonem świecowym. Duszne, ciepłe powietrze nie zachęca do dodatkowego "ocieplania" atmosfery. Nos domaga się świeżości, chłodu i czystego powietrza. Wtedy zwykle szeroko otwieram taras i zapalam lekki zapach, który nienachalnie roznosi się po domu przy delikatnych podmuchach ciepłego powietrza. 
niedziela, 17 czerwca 2018

Yankee Candle - Viva Havana!


Hawana to serce Kuby. Tętniąca życiem, wibrująca energią i kolorami. Gorące rytmy rozbrzmiewają na ulicach do białego rana. Ludzie są tu otwarci i sympatyczni, w powietrzu unosi się zapach pysznego jedzenia i tytoniu. Taką Hawanę niestety znam tylko z opowieści, bo nigdy się nie zapuściłam w podróż po świecie tak daleko. Zawsze jednak można sobie zapalić świecę i pofantazjować, czyż nie? :)
sobota, 9 czerwca 2018

Lemon Pop Bridgewater Candle


I znowu to robię - kolejny owocowy zapach w recenzji. Widać, że mamy pełnię lata tej wiosny! Ostatnio zapytałam Was na Instagramie czy palicie świece w upalne letnie dni. Ku mojemu zdziwieniu ponad 75% opowiedziała się za TAK. :) Ja także nie umiem sobie odpuścić, ale ostatnio wybieram zapachy ze słodszej i bardziej owocowej kategorii. 
poniedziałek, 4 czerwca 2018

Watercolors Kringle Candle kontra Daydreams Country Candle - porównanie & recenzja


W dzisiejszym wpisie chciałabym Wam zaproponować małą analizę. Bardziej wtajemniczeni świecomaniacy wiedzą pewnie, że porównując dwa produkty dwóch pozornie różnych marek - Kringle Candle i Country Candle - porównuję tak naprawdę produkty z jednej rodziny Kittredge'a, tylko w różnej szacie graficznej i formacie. Country Candle to wytwór dużo młodszy i często kopiuje dokładnie ten sam zapach z Kringle Candle bez owijania w bawełnę - mieliśmy już między innymi powtórkę Cozy Cabin, który na blogu już przyrównywałam do starszej, kringlowej wersji (klik!). 
sobota, 2 czerwca 2018

Sweet Summer Tea Bridgewater Candle


Kolejny, przepiękny długi weekend! Czas spędzam na działce i nic mi do szczęścia nie potrzeba - błękitne niebo, prace tylko i wyłącznie w ogrodzie i bukiet rumianków w wazonie. Na targu można już dostać przepyszne truskawki i czereśnie. Wchodzimy w sezon, kiedy powietrze pachnie tak pięknie, że często rezygnujemy zupełnie ze świec zapachowych. Pewnie się domyślacie, że ja bez palenia nie wytrzymałabym dłużej niż dobę, więc wrzucam dziś coś lekkiego i radosnego, co nie obciąża, a jedynie podkreśla klimat takich pięknych dni - Sweet Summer Tea Bridgewater Candle.


Sweet Summer Tea

Opis ze strony producenta:

Orzeźwiająca herbata z dodatkiem truskawek,
cytryny muśnięta zapachem kwiatu lilii.


Zgodnie z koncepcją zapach ma być owocowy, lekki niczym letni napój herbaciany z kawałkami truskawek - koniecznie zmrożony, z kawałkami lodu, przystojony listkiem mięty i skropiny sokiem z cytryny - i faktycznie taki jest. Na sucho owocowy, odrobinę słodki, rześki, radosny i jak na Bridgewater nie aż tak perfumeryjny. Zapowiada się dobrze, więc odpalam!

Formę którą testowałam jest votive - mała świeczucha na max. 15 godzin palenia, taka w sam raz na przetestowanie zapachu. Świece Bridgewater Candle zwykle mają bardzo fajną moc w votivach, ale nie w tym przypadku - zapach okazał się dla mnie zbyt delikatny. Żeby ocenić zapach musiałam przerzucić się na kominek i w nim roztopić resztę wosku.


Zapach w paleniu zdecydowanie poszedł w stronę kompotu truskawkowego babci, niż mrożonej herbaty. Nie wyczuwam nut Earl Greya, ale nuta truskawkowa jest bardzo wyraźna - wodna, przypominająca truskawki, które zmiękły i delikatnie wypłowiały w pysznym, letnim napoju. Cytryna dodaje kompozycji dużo świeżości i soczystości, mam też wrażenie że wyczuwam także nutkę bergamotki. Zapach jest optymalnie słodki, nienachalny, lekki i bardzo w letnim klimacie. Lilii ani innych wpływów kwiatowych raczej (przynajmniej w tym formacie) nie wyczuwam.

Jedyną wadą jest mała moc votiva. Szukam ostatnio fajnego zapachu z truskawką w roli głównej, a kompozycja na tyle mnie zaciekawiła, że rozważam większy słoik. Miałam wrażenie że słój który miałam okazję wąchać na targach Home Decor był bardziej wyrazisty, kiedy w tym samym czasie votiv reprezentuje ten zapach bardzo nieśmiało.


Podsumowując - zapowiada się ciekawie i na pewno będę testować go w innych formach. Jeśli tak samo jak ja szukacie truskawkowych inspiracji - możecie go dodać na swoją listę. :) 

A jak u Was? Jak idzie Wam palenie świec w tak upalne dni? :)

środa, 30 maja 2018

ILLUMA LID - MOJA KOLEKCJA CZĘŚĆ 2


Niewiarygodne, a jednak - pierwszą część wpisu w którym pokazałam swoją pełną kolekcję nakładek na świece - illuma lid Yankee Candle - opublikowałam 28 stycznia 2018 (klik). Po 4 miesiącach od publikacji kolekcja mi urosła o kolejne 16 nakładek, czyli mówiąc w skrócie - podwoiła się. Liczę że trend na kolejne 4 miesiące się nie utrzyma i zejdę odrobinę z tempem nabywania... Ze względu na fakt że kilka osób poprosiło mnie o update, nie mam innej możliwości jak wyspowiadać się z moich nabytków minionych miesięcy.
niedziela, 27 maja 2018

Recenzja przy winku... ;) Rose All Day Kringle Candle



Witam ponownie! :) Jak Wam mija weekend? Pochwalę się, że u mnie bosko - cudowna, majowa pogoda, obkupiłam się w ogrodnictwie kwiatami (miła odmiana od obkupowania się świeczkami), na durszlaku schną mi piękne, polskie truskawki a za 30 minut z pieca wyskoczy ciasto z rabarbarem i kruszonką. Po takim dniu przyjemnie jest paść lekko na kanapę i spędzić resztę dnia przy kieliszeczku wina. Oto ono - Rose All Day Kringle Candle. :).
czwartek, 24 maja 2018

Byłam w fabryce Yankee Candle / I've been to Yankee Candle factory



Dzisiejszy post będzie trochę inny niż zwykle, ale będzie dotyczył wyjątkowego wydarzenia - mojej wizyty w fabryce Yankee Candle w Czechach. Czemu inny? Po pierwsze postanowiłam napisać go w dwóch wersjach językowych - wersję angielską dedykuję fanom Yankee Candle z globalnej grupy fanów. Po drugie relacja będzie bez zdjęć - w fabryce obowiązuje całkowity zakaz fotografowania. Dostałam wiele pytań o to jak tam jest, więc dostarczam Wam odpowiedzi na te najczęściej zadawane. :)
czwartek, 17 maja 2018

Soczyste klimaty - Crisp Apple and Sage, Kringle Candle



Jeśli podczytujecie mnie od jakiegoś czasu to pewnie zauważyliście, że typowo owocowych kompozycji nie uraczycie u mnie zbyt często. To zacznie się powoli zmieniać - mój nos powoli chodzi w tryb typowo owocowy! Domaga się zapachów słodkich, soczystych, lekkich i świeżych - takich co nie przytłoczą w gorący, słoneczny dzień. Nowości Kringle Candle i Country Candle pojawiły się pod koniec kwietnia, więc automatycznie na pierwszy rzut wybrałam kilka owocowych kompozycji. Oto pierwszy, który chciałabym Wam pokazać - Crisp Apple and Sage. :)
sobota, 12 maja 2018

Majowe Bridgewater Candle - cztery nowe spotkania zapachowe :)


Witajcie! Bardzo Was przepraszam że małą aktywność w ostatnim czasie. Maj, mimo że urlopowy, mija mi niesamowicie intensywnie. Brakuje mi ostatnio czasu na napisanie dla Was nowej recenzji, a lista rzeczy które chciałabym Wam pokazać jest ogromna!

Dlatego dziś mam dwa Was aż cztery zapachy marki Bridgewater Candle. Wszystkie w votivach - formie idealna na pierwsze testy zapachów. Kompozycje które chcę Wam zaprezentować doskonale wpisują się w aurę drugiej połowy wiosny, kiedy zaczynamy odliczanie do lata i przerzucamy się na zapachy lekkie, rześkie i bardziej owocowe... Dziś mam dla Was trzy takie propozycje plus jedną zdecydowanie "całosezonową". Gotowi? No to lecimy! :) 


Soar

Musujące grapefruity, cukierkowa pomarańcza, słodzona cyrtyna i cierpkie limonki nasycają powietrze i pobudzają zmysły. Orzeźwienie zgłębia słodki zapach malin i tropikalnego hibiskusa. Czysty i naturalny bursztym oraz mocne piżmo kulminują olfaktoryczne doznania, zachęcając do wspomnień i pobudzając do dalszego działania.

Soar niewątpliwie jest zapachem eksplodującym owocami już na sucho. Przypomina mi zapach egzotycznego drinka. Słodko - kwaśny, z ogromną przewagą owoców tropikalnych. Kompozycja letnia, orzeźwiająca i wyjątkowo ładna, pomimo że takie zapachy nigdy nie były w moim typie. Pomarańcz, grapefruit i cytryna dominują. Pozycja obowiązkowa dla wielbicieli zapachów owocowych. 


Pomegranate

Soczysta eksplozja słodkiego granatu.

Zwykle zapachy Bridgewater wyróżnia złożoność i perfumeryjność. Pomegranate to mój pierwszy tak prosty zapach owocowy, w dodatku znacząco wychodzi spoza mojej strefy komfortu. Nie doznacie przy im żadnego zaskoczenia - pachnie jak granat w słodkim, odrobinę landrynkowym wydaniu. Osobiście cenię Bridgewater za bardziej rozbudowane kompozycje, dlatego (mimo że zapach jest przyjemny) nie jestem nim zachwycona. 


Lemon Pop

Nic nie przebije zapachu świeżej, mrożonej cytrynowej lemoniady podawanej przy basenie w gorącym letnim słońcu.  Lemon Pop przynosi dużą dawkę letniej nostalgii i przywołuje wspomnienia letnich wypraw. Orzeźwiająca cytryna zmieszana ze skórką soczystego ananasa i mango, muśnięte świeżą, mrożoną lawendą i kremowymi wiórkami kokosowymi.

Zapach pysznego, kwaśnego kremu cytrynowego - tak w jednym zdaniu opisałabym zapach Lemon Pop. Na etykiecie widzimy soczyste lody, ale sam zapach jest jak na lody bardziej słodki i śmietankowy. Klimatem odrobinę kojarzy mi się z Yankee Candle Celebrate, Goose Creekowym Confetti Cake oraz Lemon Pound Cake z Village Candle. Uwielbiam cytrynę w takim wydaniu, więc jestem bardzo na tak. Obecnie kandydat na słój, który z ogromną przyjemnością paliłabym latem. :)


Sweet Grace

Iluminacja daru życia i piękna pasji promieniujących owoców zanurzonych w orzeźwiającej herbacie oraz klasycznej patchouli.

I na końcu mój osobisty faworyt. :) Biała etykieta ze skrzydłami anioła sugeruje zapach miękki i lekki, ale także trochę zimowy. Tymczasem Sweet Grace to przepiękna, całoroczna kompozycja. Trochę pudrowa, kojarząca mi się odrobinę z zapachem dziecka, z kwiatowym muśnięciem i przepiękną kremowością. Z całej drużyny tu pokazanej zaopatrzyłam się już w duży słój, który zawsze robi furorę wśród moich gości, dlatego szczególnie polecam go na prezent. Cudo!!! Trudno opisać go słowami - po prostu musicie go spróbować!

Podsumowując, myślę że dla wielbicieli owocowych zapachów Soar może się okazać numerem jeden. Ja natomiast zdecydowanie najbardziej pokochałam Sweet Grace, a z owoców mam chrapkę na większy format Lemon Pop

Więcej recenzji votivów znajdziecie także tutaj: http://www.woskomania.pl/2018/04/przywoujemy-wiosne-z-bridgewater-candle.html.

Jeśli macie jakieś godne polecenia zapachy Bridgewater Candle to dawajcie znać w komentarzach! Nadal eksploruję tą markę, a lista jeszcze niepoznanych jest bardzo długa! :)

Pozdrawiam ciepło!
poniedziałek, 7 maja 2018

Łąkowe (około majowe :) ) klimaty - Wildflower Blooms Yankee Candle


Fani marki Yankee Candle mają w ostatnim czasie niemałe bombardowanie limitkowe. Nie zdążę odpalić zapałki nad nowo zakupionym limitownym słojem, a już pojawia się informacja o kolejnym. Pojawienie się Wildflower Blooms było dla mnie ogromnych zaskoczeniem. Dotychczas wzdychałam do niego buszując po internecie na amerykańskiej stronie Yankee Candle, gdzie występował ubrany niezbyt przeze mnie lubianą wąską etykietę typową dla USA. Wzdychając przebąkiwałam sobie pod nosem, że dla tak dobrze zapowiadającego się zapachu byłabym w stanie nawet mieć go w tejże szacie. I pojawiła się! Niespodziewanie, z przepiękną, europejską etykietą. Czyż nie jest cudna?

sobota, 5 maja 2018

Spotkanie z Cheerful Candle

Witam Was serdecznie po tygodniowej przerwie majówkowej! Właśnie wróciłam z przepięknej Holandii. :) Po powrocie zacieram rączki i nadrabiam zaległości w recenzjach, a dzisiejszego wpisu nie planowałam zupełnie. W moim ulubionym sklepie Markowe Świece w którym się zaopatruję, pojawiła się nowa marka świecowa - Cheerful Candle


Cheerful Candle nie jest nowością na polskim rynku - dotychczas były dla mnie dostępne tylko online w warszawskich sklepach Świece Zapachowe Bemowo oraz w Pachnącej Wannie. W ciągu ostatnich lat miałam okazję kupić jedynie trzy słoje Cheerfuli zupełnie w ciemno. Jestem niestety z gatunku osób lubiących powąchać przed zakupem, więc nigdy nie rozwinęłam swojej relacji z Cheerfulem. Dosłownie 2 tygodnie temu marka zawitała także do Markowych Świec w Gdańsku, więc po urlopie wsiadłam w auto i poleciałam na wąchanie, nie planując większych łowów. 


Zdjęcie powyżej: Część asortymentu Cheerful Candle w Markowych Świecach. 

Pierwsze wrażenie

Z ręką na sercu - jest dużo lepiej, niż myślałam. W Markowych dostępnych było około 67 zapachów, nos i oczy wariowały. Duże świece występują w dwóch formach - klasycznym słoju z etykietą i słoju Papa. Dla siebie wybrałam dwa klasyczne i jeden Papa, ale teraz odrobinę żałuję że nie wzięłam Papa w większej ilości - wygląda pięknie! 

Koncepcje Cheerfula przywodzą mi na myśl (w przypadku dużej większości zapachów) sielskie życie na wsi. Można tu znaleźć dużo zapachów inspirowanych życiem za miastem, domowymi wyrobami babci, naturą, spokojem i relaksem. Ta koncepcja wyjątkowo do mnie przemawia.

Moje zakupy

Do gustu przypadło mi kilkadziesiąt zapachów, przy czym kilkanaście skradło mi serce. Starałam się zachować zdrowy rozsądek i wzięłam na początek trzy słoje - Fireside Chalet, Sweet Tea oraz Honey Pear Cider. Wrzucam Wam szybkie wrażenia na sucho, bo część jeszcze jest nieodpalona :):


Sweet Tea to przyjemny, świeży aromat czarnej herbaty z cytryną posłodzonej cukrem. Jestem wielbicielką zapachu herbaty więc nie mogłam odpuścić tego egzemplarza. Słój Papa wygląda pięknie - przypomina słoiczek z przetworami z domowej spiżarni. 


Honey Pear Cider to zapach łączący moje ulubione aromaty - dojrzałej gruszki i słodziutkiego miodu. Doprawiony przyprawami tylko odrobinę. Piękny! Myślę że będzie się świetnie spisywał późnym latem na chłodniejsze wieczory (ale nie tylko). 


Fireside Charlet to zapach który podsunął mi Przemek z Markowych Świec. Wahałam się między nim a równie pięknym Bonfire In The Lake. Wygrał pierwszy niewielką przewagą. Jest niezwykły! Czuć w nim dym, podwędzane drewno, orzechowość, a także nutę przyprawionego grzańca. Kompozycja wypadła świetnie i wielowymiarowo - liczę że będzie równie zachwycająca w paleniu. Tą świecę chętnie odpalę w chłodny wieczór przy kominku.

Co jeszcze wpadło w oko?

Myślę że mocną stroną Cheerfula są zapachy jesienne - tu znalazłam wielu faworytów. Znajdziecie tu dużo kompozycji mocno przyprawionych, ale są w klasyczny sposób piękne. 

Z ciepłych jesiennych umilaczy zachwycił mnie Autumn Orchards, Bonfire By The Lake, Berries 'N Spice, Orange Cinnamon Clove, Farm House Memories oraz Grandma's Kitchen

Z  zimowych zachwyciły mnie Snowy Cabin (piękna gruszka!) oraz niezwykle autentyczny Balsam Fir

Na sezon wiosenno-letni dla siebie wybrałabym Country Wildflowers, Lavender Vanilla, Barnyard Breakfast, Reflections oraz In The Park. Ponadto wszystkie owocowe kompozycje bardzo udane, a z otulaczy moimi faworytami są Cashmere oraz Cloud 9.


Podsumowując, nie spodziewałam się tak wielu pozytywnych wrażeń. Na razie znam w paleniu tylko dwa zapachy (Cloud 9 oraz wycofany, ale przepiękny Coastal Redwood). Wkrótce odpalam swoje nowe zdobycze, będę relacjonować wrażenie tutaj lub na Instagramie :)!

Bardzo serdecznie dziękuję Markowym Świecom za wspaniałe zakupy! Dziękuję również moim przyjaciółkom - Kasi, Oli, Magdzie i Adzie - za urodzinowy bon podarunkowy, dzięki któremu mogłam sobie poszaleć podczas dzisiejszych zakupów. :)

Dajcie znać czy znacie markę Cheerful Candle - chętnie poznam Wasze typy. :)

środa, 25 kwietnia 2018

Blue Satin Sashes Yankee Candle


Ostatni brakujący element wznowionej kolekcji My Favourite Things w końcu wpadł w moje ręce. Przepiękny błękitny wosk i staromodna, satynowa wstążka na etykiecie - czyż nie wygląda cudnie? Blue Satin Sashes był dotychczas jednym z droższych i najtrudniejszych do kupienia zapachów. Marzenie wielu kolekcjonerów marki, a jednocześnie zapach dość kontrowersyjny. O moim punkcie widzenia na jego temat przeczytacie w dzisiejszej recenzji.

czwartek, 19 kwietnia 2018

Wiosenne przebudzenie... Yankee Candle Early Spring Bloom


Przyszedł kwiecień, a wraz z kwietniem z trudnością nadążam za swoim życiem. Gdzieś w drodze z jednej pracy do drugiej zupełnie zapomniałam że przyszła ta prawdziwa, słoneczna wiosna. Ta którą uwielbiam ponad wszystko - kwitnące magnolie, kwiaty wiśni, pachnące czereśnie, lasy obsypane zawilcami i przylaszczkami. Ten cudowny czas trwa może z 3 tygodnie i bardzo żałuję, że obecnie po prostu ucieka mi między palcami. 
piątek, 13 kwietnia 2018

Just go... :) Misty Mountains


Jasne, że uwielbiam podróżować! :) Dla mnie najlepsze podróże to podróże w miejsca, gdzie temperatura latem rzadko przekracza 25 stopni Celsjusza. Zimna woda, zielone lasy, morski wiatr, klimatyczne łąki i góry - zwłaszcza te spowite chłodną mgłą :). Tropiki i gorące piaski są dla mnie zawsze ostatnie na liście miejsc do odwiedzenia. Jeśli więc i Wy jesteście "zimnolubni", to prawdopodobnie Misty Mountains może stać się Waszym ulubionym zapachem najnowszej kolekcji Yankee Candle Just Go. :) Zapraszam do recenzji!
poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Just Go... Warm Deset Wind Yankee Candle


Zapach otwartej przestrzeni i dalekich lądów,
muśnięty egzotyczną paczulą i podwędzoną wanilią....


Czekałam na niego tak długo! Pierwszy raz spotkałam go w listopadzie podczas Pachnącego Wieczoru Yankee Candle. Drugie spotkanie przypadło nam w marcu na targach Homedecor. Za każdym razem czułam go odrobinę inaczej. Zapach kameleon, raz bardziej świeży, innym razem ciepły. Skrywa wiele tajemnic, rozwija się w paleniu i dopiero wtedy ukazuje swoje oblicze...


Warm Desert Wind.



Just Go...

"Ciepły Pustynny Wiatr" (ang. Warm Desert Wind) to jeden z czterech nowych zapachów Yankee Candle na sezon letni (Q2 2018). Cała kolekcja nosi nazwę Just Go - po prostu idź. Nawiązuje do podróży po świecie, zachęca do zapakowania walizki i zbadania najbardziej dzikich zakamarków świata. Poznawania ich zapachów, czerpania siły z natury i obcowania z egzotyką. Odrobinę na przekór kolekcji wiosennej (Enjoy Simple Things), która wręcz zachęcała do cieszenia się chwilą, zwolnienia tempa, czerpania radości ze spokojnej chwili i małych rzeczy, które obok nas, tyle że często niedostrzeżone. W Just Go liczy się przygoda, wielkie przestrzenie, podróż w nieznane. Ciekawa jestem, z którą z tych dwóch kolekcji bardziej się utożsamiacie :).


Nazwa i etykieta Warm Desert Wind sugeruje zapach orientalny, ciepły i jednocześnie świeży - combo trudne do osiągnięcia, ale jak widać - możliwe :). 

Nuty głowy: ozon, bawełna
Nuty serca: wędzona wanilia, kadzidło
Tło: paczula
Warm Desert Wind to jeden z książkowych przykładów zapachów, który "czuję" w takiej samej kolejności, jak wypisane są nuty zapachowe. Pierwsze wrażenie na sucho - świeże pranie! Jeśli mieliście okazję poznać kiedykolwiek wycofany już zapach Line Dried Cotton (recenzja), to nuta czystej bawełny i powietrza jest tu dla mnie bliźniacza - do tego stopnia, że zapachy wydały mi się w pewnej części podobne. Nie da się jednak ukryć, że w pustyni w sercu gra ciepła, orientalna głębia. Po zapaleniu zapachu to ona wychodzi do przodu, a mi brakuje słów by opisać swój zachwyt :).

Jest ciepło, kremowo, otulająco i odrobinę dymnie. Połączenie przypomina mi momentami waniliowe, białe pianki Marshmallow, podwędzane nad ogniskiem, delikatnie przesiąknięte dymem. Słodkie, waniliowe, a jednocześnie cudownie podpieczone. Bardzo daleko w tle coś męskawego i drzewnego - prawdopodobnie paczula w akompaniamencie innych, orientalnych nut. 
To wszystko razem czyni ten zapach kameleonem. Za każdym razem odczuwam go inaczej. Na sucho świeży i ozonowy, przy wejściu do pomieszczenia - ciepłe, spieczone pianki marshmallow, przy dłuższej ekspozycji - kadzidło z wanilią i orientalna, męska głębia. Przyznam że Yankee Candle zawsze byli mistrzami budowania głębi zapachu. Ten zapach to idealny przykład. 


Warm Desert Wind vs Egyptian Musk

Trudno mi pominąć ten wątek, bowiem Warm Desert Wind wygląda na pierwszy rzut oka jak brat wycofanego z oferty w zeszłym roku (przepięknego dla mnie) Egyptian Musk. Jakolwiek by nie suferowała nam etykieta oraz kolor wosku, kompozycje znacznie się różnią od siebie. Egyptian Musk jest bardzo piżmowy, kremowy, odrobinę perfumeryjny, kaszmirowy i czysty. Warm Desert Wind jest z kolei dużo bardziej ciepły, kadzidlany, wyraźniej waniliowy i dymny - zdecydowanie lepiej oddający charakter gorącej pustyni. Podsumowując, według mnie Egyptian Musk jest nawet bardziej "spokrewniony" z typowo zimowym Season Of Peace, niżeli z Warm Desert Wind. :)


Aspekty "funkcjonalne"

Po kilkukrotnym paleniu moc zapachu w formie słoja oceniam jako "standardową średnią Yankową" - niezbyt mocny, ale także nie słaby - na dziesięciostopniowej skali umiejscowiłabym go gdzieś w połowie. Zupełnie wystaczająca moc do mojej dużej sypialni. Moc wosku jest lepsza i taką formę wybieram do większej przestrzeni, np. otwartego salonu.

Świeca pali się czyściutko, ładnie rozpala się do ścianek i absolutnie przepięknie wygląda z illumą z tej samej kolekcji - Warm Rustic. Na zdjęciach katalogowych kształt tej illumy zupełnie mnie nie przekonywał (kojarzył mi się z durszlakiem :)), ale w praktyce - bajka! Przepięknie wygląda na świecach z kolekcji Just Go, ma cudny kolor, jest rewelacyjnie wykonana i co najważniejsze - działa jak marzenie! Doskonale rozgrzewa świecę która szybko tworzy piękny basen. I to wszystko za rewelacyjną cenę 18 złotych. Brawo Yankee Candle! Jestem zakochana. Proszę więcej takich akcesoriów :).


Podsumowując

Nadal nie mogę zdecydować, czy moim ulubionym zapachem z kolekcji Just Go jest Warm Desert Wind, czy może Misty Mountains (wkrótce pojawi się jego recenzja). Niezależnie od tego, zapachowi nie brakuje nic - jest ciekawy, zmienny niczym kameleon, łączy w sobie ciepło, świeżość, słodycz i orient. Myślę że trafi w gust wielu z Was, więc koniecznie się z nim poznajcie :).


sobota, 7 kwietnia 2018

Chestnut Hill Candle Company - nowa marka świecowa na polskim rynku!


To już oficjalne. Markowe Świece, jeden z najlepszych sklepów ze świecami w Polsce (no, dla mnie osobiście najlepszy :)!) będą wyłącznym dystrybutorem Chestnut Hill Candle Company na Polskę i całą Europę. Dzisiejszy wpis poświęcam moim pierwszym wrażeniom z przedpremierowego spotkania z marką. Czym jest marka Chestnut Hill Candle, co udało mi się przetestować, co ich charakteryzuje, oraz jakie produkty wejdą do sprzedaży - o tym w dzisiejszym wpisie :D.

Na zdjęciu powyżej: Meadow (łąka) - niesamowicie intensywny zapach polnych kwiatów i ziół unoszący się nad polaną rozgrzaną przez letnie słońce. Jedna z najmocniejszych świec jaką kiedykolwiek paliłam. Wyrywa z kapci. :)


Na zdjęciu powyżej: 5 o'clock Somewhere - egzotyczny zapach bazujący na soczystym mango, skórce pomarańcza i słodziutkim ananasie. W odbiorze bardzo w typie brzoskwiniowej mrożonej herbatki Lipton. :)

Kilka słów o Chestnut Hill Candle Company

Marka Chestnut Hill narodziła się z pasji. Wszystko zaczęło się w roku 2001. Małżeństwo (Dave i Missy) eksperymentowali z wytwarzaniem świec zapachowych we własnej kuchni. Bazowali na produktach zakupionych w lokalnych sklepie rzemiosła, i jak wspominają, ich produkty były.... Niezbyt dobre :). Nie poddawali się i postanowili znaleźć lepszych dostawców surowców, aż w końcu metodą prób i błędów wynaleźli świetną mieszankę wosku sojowego, który w połączeniu z dobrej jakości bawełnianym knotem dał produkt na tyle dobry, że chętnie zaczęli produkować świece dla przyjaciół i rodziny. Wkrótce pojawiły się oferty kupna ich rękodzieł, co zapoczątkowało małą rodzinną markę. Dziś świece i inne produkty zapachowe Chestnut Hill są sprzedawane przede wszystkim na terenie USA, a Polska to dla nich pierwszy punkt na planie Europy. :)


Na zdjęciu powyżej: Woski Chestnut Hill. Cabernet to cierpko - słodki aromat wina Cabernet, odrobinę beczkowy i baardzo owocowy. Jeszcze nie odpaliłam więc na razie powiem że na sucho jest obiecujący! :) Honey Pear - niesamowicie autentyczny aromat gruszki z odrobiną przypraw i słodziutkim miodem.

Co charakteryzuje produkty Chestnut Hill Candle? 

Hasło przewodnie firmy to Where Quality Meets Fragrance. Celem marki jest dostarczenie produktu jak najwyższej jakości w doskonałej cenie. 
 
Świece i woski Chestnut Hill Candle wykonane są z wysokiej jakości blendu wosku sojowego. Dwa knoty sprawiają, że świeca pali się równo i bardzo szybko dochodzi do ścianek. Płomień jest czysty, równy, a zapach niesamowicie intensywny. Knoty w świecach które testowałam zawsze były osadzone równiutko, są grube i nie sprawiają żadnych problemów podczas palenia.
 
Marka produkuje świece w dwóch rozmiarach - duże (18 oz, ok 120 godzin palenia) i małe (10 oz, ok. 60 h palenia). Woski do kominka pakowane są w prostokątne pudełeczka, w których znajduje się 6 sporych kosteczek. Dodatkowo w ofercie znajdują się zapachy do samochodu.

Dodatkową charakterystyczną cechą produktów Chestnut Hill jest ich retro wygląd. Trafia w mój gust :)!
 

Na zdjęciu powyżej: Spiced Tea (herbata z przyprawami) - aromat czarnej herbaty mocno doprawiony pikantnymi goździkami. Idealny na jesienny wieczór!

Moje odczucia

Miałam ogromne szczęście że mogłam przetestować produkty tej marki przed wejściem na polski rynek. Przede wszystkim zachwyciła mnie moc świec oraz bezproblemowe palenie. Miałam okazję palić cztery różne zapachy w dużych słojach i wszystkie miały cudowną moc, jedynie Meadow był dla mnie po prostu zbyt mocny.  Z woskami jak na razie loteria - większa część była dla mnie pieruńsko mocna i trwała, a tylko niektóre miały przeciętną moc. "Drewniane" nosy będą zadowolone. :)

Na razie miałam dużo szczęścia z zapachami - większość przypadła mi do gustu. :). Bezapelacyjnym ulubieńcem okazał się Campfire - zapach do złudzenia przypomina mi ukochany, wycofany już Campfire Marshmallow Goose Creek - zapach pianek przyrumienionych i okraszonych dymnym aromatem. Przypadła mi do gustu także pikantna herbatka (Spiced Tea), dyniowy otulacz White Pumpkin oraz Fresh Cut Grass (uwielbiam wszystkie trawy, a ta jest w typie Fields of Clover Village Candle lub Green Grass Yankee Candle). Honey Pear to piękna propozycja owocowa dla wielbicieli gruszek, natomiast Sunwashed okazał się ciekawym, świeżym, letnim praniowcem. Każdy znajdzie coś dla siebie :).

Na zdjęciu poniżej - At The Mall - klimatyczny męski, świeży zapach o drzewnym aromacie. Zapach przystojnego drwala! :)


Osobiście bardzo spodobały mi się produkty Chestnut Hill Candle i na pewno będę kontynuować testy. W przyszłości możecie się spodziewać wielu recenzji zapachów. :)

Pełną listę zapachów na wszystkie sezony możecie na chwilę obecną zobaczyć tutaj

Na zdjęciu poniżej: White Pumpkin - przypomina mi aromat spienionego mleka lub mięciutkiej, mokrej bezy z dużą ilością cukru... Albo białych pianek Marshmallow. Całość okraszona delikatnym, dyniowym aromatem i ciepłą mieszanką przypraw. Jesienny smakołyk :).


Podsumowując, wierzę że marka zostanie doskonale przyjęta na polskim rynku. "Polskie nosy" lubią zapachy intensywne, nietuzinkowe i autentyczne, a te bez wątpienia do nich należą. 

Świece Chestnut Hill Candle pojawią się w Markowych Świecach prawdopodobnie pod koniec kwietnia. Nie mogę się doczekać Waszych wrażeń!
poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Przywołujemy wiosnę z Bridgewater Candle! 4 zapachy, które warto wypróbować wiosną :)


Halo, halo! Gdzie ta wiosna? Mamy dziś 2 kwietnia, a za moim oknem luty! Widzę że trzeba tą aurę odrobinę zaczarować, więc czym prędzej w kuferku szukam, co by się nadawało :D.
sobota, 31 marca 2018

Scented Cubes - woski, które dają milion możliwości :)


W ubiegłym roku, świece znacznie zdominowały moją zapachową kolekcję, ale zawsze specjalne miejsce w mojej zapachowej gromadce mają woski. W salonie mam dużą szufladę przeznaczoną tylko na nie - równiutko poukładane, podzielone tematycznie, różne marki, sezony. Ale takich jak te nie miałam nigdy wcześniej. Po raz pierwszy napotkałam je na Targach Homedecor w Poznaniu na stoisku Aromanti. Wróciłam z czternastoma opakowaniami - jak widać, zrobiły na mnie wrażenie :). 

Scented Cubes!

 

Na czym to polega?

Scented cubes to woski zapachowe w formie uroczych, małych kosteczek. Pakowane są po 8 sztuk w praktycznych, kwadratowych kartonikach. Łatwe w użyciu, podzielne woski o super zapachach. Ale to nie nie wszystko. 

Cała zabawa polega na tym, że to my decydujemy, jak będzie pachniała kompozycja w naszym kominku. :) Możemy się zabawić w twórcę nowych zapachów i mieszać je dowolnie, w dowolnych proporcjach i ilościach. Daje nam to dosłownie milion kompozycji, a co najważniejsze - możemy się przy tym wspaniale bawić :D! Masz ochotę na coś orzeźwiającego? Nic prostszego - wrzucamy po kosteczce pomarańczy, cytryny, lawendy i mięty. Chcemy by było bardziej uspakajająco? Dorzucamy kosteczkę lawendy i jaśminu... A może by tak zobaczyć, jak się to rozwinie kiedy pomarańcze zastąpimy kosteczką trawy cytrynowej..?

Mamy mnóstwo możliwości, a ogranicza nas tylko wyobraźnia. :)


Kilka faktów na temat Scented Cubes

Kosteczki zapachowe Scented Cubes wykonane są z naturalnego, ekologicznie czystego oleju palmowego przesiąkniętego olejkami eterycznymi. Producent na chwilę obecną oferuje aż 68 zapachów, począwszy od orzeźwiających cytrusów, aromatycznych kwiatów, słodkości, aż do ciepłych nut drzewnych. Mamy tu zarówno zapachy rewelacyjnie spisujące się jako baza zapachowa (wanilia, drzewo sandałowe), a także bardziej wyrafinowane aromaty, np. biały chleb, krokusy, sernik  jagodowy a nawet.... Konopię indyjską. (:


Jak używać Scented Cubes?

Generalnie - jak chcecie! Producent nasuwa nam też pewne sugestie. Według niego zapach powinien stanowić przyjemne tło i nie przytłaczać. Witać na wejściu, ale po czasie usuwać się na drugi plan, pozostając w tle. Dlatego kosteczki mają raczej umiarkowaną intensywność.

W katalogu Scented Cubes można znaleźć kilka dodatkowych, przydatnych zaleceń. Przed paleniem pomieszczenie dobrze jest wywietrzyć. Idealny podgrzewacz dla kosteczek powinien mieć wysokość od 11 do 13 cm - to zapewnia odpowiednią temperaturę podczas palenia. Producent rekomenduje przynajmniej 4 kosteczki na 18 metrów kwadratowych. Dla mnie to raczej zbyt mało - na taką powierzchnię osobiście zadowalało mnie 8 kosteczek. ;) Wszystko zależy nie tylko od metrażu pomieszczenia, ale także od użytej kompozycji i naszych indywidualnych preferencji. Reszta przebiega jak w klasycznych woskach - wrzucamy do kominka, podgrzewamy, cieszymy się aromatem, a po wypachnieniu usuwamy zużyty wosk.


Co zabrałam do domu + "moja" ulubiona kompozycja :D

Moim numerem jeden który zabrałam do domu jest Meadow - cudowny trawiasty zapach który pachnie niemal identycznie jak mój ukochany Lucky Shamrock Yankee Candle. Wzięłam go aż 4 opakowania i bawię się nim, komponując go z kosteczkami chłodnej mięty (Mint) i eukaliptusa (Eucalyptus), kosteczką kwiatów polnych (Meadow Flowers) i odrobiną paczuli (Patchouli). Połączenie było bardzo eksperymentalne, ale wyszło super - jak poranny, chłodny szron na zielonej łące. :)

Zabrałam ze sobą także piękne zapachy czarnej porzeczki, cedr, białą herbatę z imbirem, trawę cytrynową, polne kwiaty, migdały w miodzie i biały chleb. Dopiero po powrocie do domu zaczęłam żałować, że nie wzięłam kilku prostszych zapachów, które dałyby mi trochę więcej możliwości na ciekawy miksy, np. cytryny, wanilii, lawendy, bergamotki czy drzewa sandałowego. Warto mieć w kolekcji kilka dobrych zapachów podstawowych, o czym będę pamiętać przy kolejnych zakupach.

W razie braku weny znalazłam w katalogu Scented Cubes proponowane, sprawdzone kombinacje, na przykład:

Pear (gruszka) + Vanilla (wanilia) + Jasmine (jaśmin)
Cannabis (konopia) + Bergamot (bergamotka) + Orange (pomarańcz) + Vanilla (wanilia)
White Tea & Ginger (biała herbata z imbirem) + Mint (mięta) + Christmas Tree (choinka) 

i tak dalej :)...


Ocena produktu

Piękna koncepcja, wspaniałe, autentyczne zapachy, doskonały wybór i niewygórowana cena zdecydowanie dają wiele radości i zachęcają do zakupu. Możemy być kreatywni, kombinować, bawić się, eksperymentować. Możemy także wrzucić do kominka pojedynczy zapach, bez dodatkowego kombinowania. To naprawdę ciekawy pomysł na prezent dla woskomaniaka i nie tylko.
 
Jedyna rzecz, za którą dałabym kciuka w dół jest trwałość zapachów - mam wrażenie, że kosteczki dosyć szybko się wypachniają. Nie ukrywam, że nie spróbowałam jeszcze zbyt wielu kompozycji, więc możliwe że jeszcze zmienię zdanie w tej kwestii.

Pewne jest, że będę się bawić dalej. Z perspektywy palenia zaczynam odczuwać braki w "podstawowych" aromatach, więc wkrótce prawdopodobnie moja gromadka Scented Cubes'ów się powiększy. :) Na obecną chwilę jestem na tak!


Swoje opakowania kosteczek zakupiłam na stosiku Aromanti podczas Targów Homedecor. Są dostępne w sklepie internetowym Aromanti

Dajcie znać co myślicie o takim rozwiązaniu :)! Dalibyście się wkręcić w miksowanie, czy wolicie raczej gotowe rozwiązania?