poniedziałek, 9 lipca 2018

Sezon na jagody... Kringle Candle Lavender Blueberry


Lawenda. Jagody. Jednym słowem - najpiękniejsze uroku sezonu letniego. Owoce i kwiaty zwykle pięknie się dogadują zarówno na stole, jak i w kompozycjach zapachowych. Kiedy pojawiły się pierwsze infomacje na temat nowych zapachów Kringle Candle na rok 2018, Lavender Blueberry przykuł mój wzrok od razu. Zarówno lawendy jak i jagód nigdy nie odmawiam, a to połączenie było obietnicą czegoś naprawdę interesującego i klimatycznego.

Tak na marginesie - cały czas odkładałam napisanie tej recenzji czekając na odpowiednią scenerię. Miały być kruche babeczki z kremem w kolorze lawendowym, jednak moja mama rzuciła hasło "jagodzianki" i tak mi się ich zachciało, że musiałam odrobinę zmodyfikować swój plan. :) Swoją drogą były to moje pierwsze jagodzianki własnej roboty - przygotowanie zajęło mi dobre 4 godziny, ale efekt był tego warty! Z tego wszystkiego zdjęcia świecy zeszły na drugi plan - ciasto drożdżowe bywa kapryśne, więc nie mogłam go zmusić do zbyt długiego pozowania. ;)

Wróćmy jednak do recenzji! :)


Opis producenta

To będzie Twoje ulubione połączenie: wanilia, borówka i lawenda! Coś pięknego! Klasyka w nowoczesnym wydaniu, która zachwyca swym lekko słodkawym aromatem z elegancką nutą lawendy w tle.

Zapach

Od samego początku zastanawiałam się jaki będzie związek tego zapachu z Blueberry Muffin Kringle Candle. Muffina zawsze lubiłam i ceniłam, wiem natomiast że ma także grono przeciwników. Blueberyy Muffin jest dosłowny, bardzo cukierniczy i kremowy. Mający w sobie sporą dozę jagód, ale też doprawiony aromatem słodkiego mleka, ciasta i cukru. 

Lavender Blueberry wydaje mi się dużo bardziej wyważony, lekki i mniej słodki. Jagody tutaj przybrały według mnie formę śmietanki z jagodami - słodkiej, ale nie mdlącej. Nie ma tu jednak jagodowej cierpkości, więc klimat będzie nadal raczej cukierniczy. 


Lawenda w nazwie zapachu występuje na pierwszym miejscu, byłam więc ciekawa czy będzie także motywem dominującym. No więc zdecydowanie nie jest. Na sucho jak i w paleniu lawendy musiałam raczej szukać by ją resztkami sił wyczuć - owszem, jest w zapachu coś łagodnego, stonowanego, ale prawdopodobnie nie mając przed oczyma nazwy czy etykiety, trudno by było mi ją wyłapać wśród wyrazistych, jedzeniowych nut. Odrobinę żałuję że role nie są tu jednak odwrócone, albo chociaż z równowaga sił jak między wanilią i lawendą w jednym z moich ulubieńców - Vanilla Lavender. Tym czasem Lavender Blueberry przyjął postać bliższą Blueberry Muffin, ale znacznie mniej ciastową, a odrobinę bardziej kremową i delikatną. 

Moc zapachu rzecz jasna doskonała, jak na każdego Kringla przystało. 


Moja opinia

Mimo małego udziału lawendy (przynajmniej dla moich receptorów czuciowych) zapach jest naprawdę ładny. Mimo wszystko, świeca stojąc w rzędzie z kilkunastu innych kompozycji, zwykle rzadko dochodzi do głosu. W upały chętniej wybieram kompozycje lżejsze, a z kolei mając ochotę na słodką jedzeniówkę, sięgam po mocniejszy "konkret". Wydaje mi się więc, że brakuje mu odrobiny charakteru, czegoś co ją wyróżni - niech będzie to przepiękny śmietankowy wymiar, cudowna wanilia lub idealnie wyważona ziołowość. Tu jest natomiast ładnie, poprawnie, ale nie czuję się do końca porwana przez tą kompozycję.


No i wiadomo - nic nie pobije aromatu cudownych, drożdżowych bułeczek z jagodami prosto z pieca. Powiem Wam, że byłam z siebie bardzo zadowolona, bo poszło super jak na pierwszy raz, chociaż następnym razem prawdopodobnie dodam odrobinę więcej cukru :). 

Jeśli mieliście okazję przetestować Lavender Blueberry, to koniecznie dajcie mi znać w komentarzu. A może macie jakiś sprawdzony przepis na pyszności z jagodami? :)



2 komentarze

  1. hm.. jedzeniowki srednio lubie, ale zaintrygowal mnie ten zapach :) a zdjecia mistrzostwo swiata :O

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam zapach jagód w świecach. Lawenda to też jeden z moich ulubionych kwiatowych zapachów. Szkoda, że nie ma jej w świecy więcej.... mogłaby dodać charakteru i odmiany kompozycji. Natomiast chętnie zapoluje na wosk, żeby chociaż zapach przetestować. :) Ostatnio jestem trochę z tyłu jeśli chodzi o woski z tej marki.

    OdpowiedzUsuń