niedziela, 26 sierpnia 2018

Na zakręcie świecomaniactwa, czyli jak ciąża wpłynęła na moją pasję


Jeśli przeczytaliście tytuł dzisiejszego wpisu, zapewne domyślacie się że w moim życiu zachodzą obecnie ogromne zmiany. Jestem osobą starającą się nie uzewnętrzniać się za bardzo ze swoim codziennym życiem w ramach bloga jak i na prywatnych mediach społecznościowych. Tak się jednak składa, że w ciągu ostatniego miesiąca zrobiłam sobie całkowite wakacje od pisania na blogu i publikacji na instagramie. Jednocześnie blog przekroczył 1000 obserwatorów i codziennie dołączają nowi, co sprawia mi wiele radości i daje poczucie, że osiągnęłam coś fajnego tą pracą :). Dostaję od Was wiadomości, że czekacie na wpisy, co mnie zupełnie rozczula i jestem Wam za to ogromnie wdzięczna. Czuję zatem że winna jestem Wam, drodzy czytelnicy, małe wyjaśnienie...


W dniu publikacji tego posta jestem w 16 tygodniu ciąży. A oto jak wpłynęła ona na moje palenie, pisanie, oraz percepcję zapachów. I jak to w ogóle było w moim przypadku od początku, aż do drugiego trymestru? O tym w dzisiejszym wpisie :).

4-5 tydzień ciąży 

Jakby nigdy nic...

Jaki był? Pełen euforii. Strachu. Niepewności przed czymś nowym, nieznanym. Radości. Żyłam tym, chłonęłam informacje - co teraz? Czego oczekiwać? Jak to wszystko się potoczy? Nie miałam głowy do pisania postów, musiałam przystopować, załatwić pewne sprawy - także zawodowe, bo równolegle do swojej typowo naukowej pracy prowadziłam też od ponad 3 lat zajęcia pole dance. 

Jednocześnie czułam się ok! Zero mdłości, zachcianek, bólu. Przypomniał mi się (niedawno czytany przeze mnie z zaciekawieniem) post na grupie świecowej, gdzie dziewczyny wymieniały się doświadczeniami dotyczącymi palenia świec w ciąży. Zaciekawiona odkopałam go. Ogromna większość osób przyznała, że palenie było dla nich w ciąży niemożliwe. Ciało kobiety stanowczo odrzuca wszelkie intensywniej pachnące sprawy, począwszy od perfum, po świece, woski. Niektóre dziewczyny opisywały, że odrzucały ich zapachy najnormalniejszych rzeczy - nawet zapach kaloryfera (!) czy jeansów. W późniejszym etapie podpytywałam też trochę znajomych. Przykładowo, żona kolegi z pracy przez dłuższy czas nie mogła wykonywać zakupów w centrach handlowych, bo zbierało jej się na wymioty w wyperfumowanych sklepach z ciuchami.

Czytając i słuchając to wszystko przecierałam oczy ze zdumienia, jak ogromny wpływ mają hormony na detekcję rzeczywistości :). Nie wierzyłam nigdy, że tak będzie w moim wypadku - świece zapachowe są dla mnie jak narkotyk. Nie chciałabym ich odstawić nawet na jeden dzień.

6 tydzień ciąży 

Szósty zmysł zapachowy

Nadal czuję się naprawdę spoko, drobne bóle tu i tam, jak to mówią - normalka. Powoli hormony zaczynają wchodzić do akcji. Śpię po 13 godzin na dobę, więc czasu na bloga dużo mi nie zostaje. 

W bonusie jednak zapachy zaczynam odczuwać intensywniej, ale jeszcze mi nie przeszkadzają. Myślę sobie - wygrałam! :) Będzie dobrze! Będę niczym mistrz perfumiarstwa, wyczuwający najmniejsze akordy zapachowe. Czyż to nie cudowna perspektywa?

W tym tygodniu odbieram wielką pakę świecową z eBay'a, jednocześnie jadę jak wariatka do Markowych Świec, bo właśnie się pojawiły nowe zapachy - Blue Twillight Storm, Enchanted Moon, Sunkissed Thistle, oraz Spiced Berry Sangria. Rany, jak ja na nie czekałam!!! Ostatecznie wracam do domu z siedmioma świecami - w takie dni żałuję, że nie mam w domu jakiegoś tylnego wejścia, bo mąż wrócił przede mną :-3 .....

W tym tygodniu usłyszałam też od kogoś, że obecnie najważniejsze jest dziecko, a więc że "świece trzeba będzie odstawić" (na okres ciąży). Zareagowałam dosyć emocjonalnie, stanowczo protestując. Nie chcę wchodzić w kwestie poglądów. Gdybym wierzyła, że świece są aż tak szkodliwe, nie paliłabym ich wcale.

Ciąża to niestety czas, kiedy z każdej strony jesteś bombardowana nakazami, zakazami, zaleceniami i dobrymi radami. Oh, well - tak po prostu jest.


7 tydzień ciąży

Zaczyna się...

W tym tygodniu wszystko zaczęło się zmieniać z dnia na dzień. Dostaję potwornych mdłości. Nie mogę patrzeć na większość potraw. Zaczynam mieć dziwne preferencje kulinarne (czyli jednak tak to działa!) - jednego dnia tylko ryż, drugiego tylko porcja frytek. Następnego dnia już nienawidzę frytek.

Idąc na ulicy słyszę każdy szelest 3 razy intensywniej. Kroki ludzi, piasek wirujący nad chodnikiem. Jestem też bardzo wyczulona na zapachy - odstawiam więc perfumy, nie używam już większości mocno naperfumowanych balsamów i mydeł. 

Także zapachy świec zaczynają mi przeszkadzać. Mój nowiutki, eBay'owy Yankee Candle Warm Chestnut śmierdzi mi już od progu pokoju, więc wynoszę go na kolejne piętro domu, do gościnnego. Następnego dnia dołącza Sugar & Spice. Dzień po dniu jest coraz gorzej. Swoją całą kolekcję Yankee Candle (ponad 150 świec) trzymam pod łóżkiem, a teraz dopiero zaczynam czuć w powietrzu sypialni intensywną, ciężką mieszankę. Wietrzenie nie pomaga. Pod koniec tygodnia do gościnnego wynoszę całą kolekcję jesienną, a do garażu trafiają kartony z duplikatami - byle tylko odrobinę zmniejszyć ilość świec znajdujących się w sypialni. 

Zaczynam palić oszczędnie - robię małe podejścia, dwa czy trzy. Żaden zapach mnie nie cieszy, wszystko zaczyna drażnić. Yankee Candle pachną zbyt mocno nawet w salonie - wcześniej ich tam nie paliłam, bo zapach był zbyt mało intensywny na taką powierzchnię. 

8-10 tydzień ciąży

Nie mogło być gorzej.

Apogeum objawów. Wszystkie zapachy, które paliłam w 6/7 tygodniu ciąży, czyli między innymi nowości z Yanków - Blue Twillight Storm, Enchanted Moon, oraz Sunkissed Thistle - budzą u mnie takie mdłości, że mam automatyczny odruch wymiotny. Nie mogę na nie nawet patrzeć, a przecież zapachy tak bardzo mi się podobały jeszcze 2 tygodnie temu! Mdłości mam także podczas oglądania świec na grupach świecowych, blogach oraz instagramie. Jeśli przez przypadek w internecie natrafiam na chociażby fotkę jednej z siedmiu świec które paliłam w ciągu ostatnich tygodni, to robi mi potwornie niedobrze i trzyma mnie przez kolejne kilka godzin. Przestaję więc cokolwiek oglądać, unikam scrollowania facebooka, a palenie odstawiam całkowicie. 

Resztkami sił staram się jednak napisać jakąś recenzję. Mam obawy że jeśli cokolwiek teraz powącham, to znienawidzę ten zapach do końca życia. Męczę się, podejmuję próby, gaszę świece po 5 minutach. Odkładam aparat. Nic z tego nie będzie.

11-12 tydzień ciąży

Odpuszczam.

Końcówka pierwszego trymestru. Jest upalnie, pogoda mi nie pomaga, ale coś jakby się zaczęło poprawiać. Mogę oglądać już zdjęcia świec, używam małego "psika" lekkich perfum. Wracają mi dawne upodobania kulinarne ale... Mimo wszystko wrzucam na luz. Jeśli zatęsknię za świecami, to spróbuję. Ale jeszcze nie jestem gotowa.

Jednocześnie zapach w sypialni przypomina mi podobny do tego, który czułam w fabryce Yankee Candle w Czechach. Intensywna mieszanka wszystkiego. Trudno wytrzymać. Na moją prośbę mąż wynosi cały świecowy dobytek na wyższe piętro domu. Pranie firan, mycie wszystkiego. Od tego momentu łatwiej jest mi oddychać podczas snu. 

12-16 tydzień ciąży

Światełko w tunelu

Ponoć najlepszy okres ciąży. Czuję się coraz lepiej. Mimo to najpiękniejszym zapachem jest teraz dla mnie zapach ciepłego, wieczornego powietrza na spacerze. Zwalniam tempo życia, wsłuchuję się w swój organizm. Humor poprawia mi nowy ciuch, czy fajny kosmetyk do makijażu. I cały czas myślę, co będzie dalej z tym paleniem? Wierzę że jesień przyniesie ukojenie, powietrze będzie chłodniejsze, a zapachy nie będą dla mnie tak przytłaczające. Kiedy robi się chłodniej podejmuję małe próby - jest ok, ale nie mam z tego już aż takiej radochy. :( Czy to się zacznie zmieniać? 


Doszliśmy więc do punktu, w którym jestem teraz. 

Staram się jak mogę do Was wrócić, ale potrzebuję to zrobić w odpowiednim tempie... Proszę o zrozumienie Was, drodzy czytelnicy, a także osoby współpracujące ze mną. I moi "świecowi przyjaciele" - bo wiem, że ostatnio trochę w tym temacie zamilkłam. Nie chciałabym niczego tracić - to dla Was tworzę te recenzje i wpisy. Na szczęście jestem dobrej myśli i czuję, że ta jesień mimo wszystko będzie bardzo pachnąca :). 

Ściskam Was mocno i dziękuję, że jesteście.

12 komentarze

  1. Piękny, ciepły i bardzo osobisty wpis :) Myślę, że każdy Twój czytelnik zrozumie co teraz przechodzisz i będzie cierpliwie czekał na Twój powrót, gdy będziesz już na to gotowa :) Zdrówka dla Ciebie i maluszka 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci pięknie, raczej nie wytrzymam jesieni bez palenia... Jesień bez świeczek? Jak?:) Dlatego już wkrótce startuję, mam nadzieję że z ukochanymi zapachami będzie łatwiej :*

      Usuń
  2. Piękny wpis! :) Zdrowego dzidziusia, Kochana! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Monia, my i tak na Ciebie cierpliwie czekamy, choćby miało Cię nie być jeszcze długo. Ciesz się ciążą i niczym nie przejmuj. Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  4. Dużo zdrowia dla Ciebie i Malucha. Świeczki poczekają :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Zastanawiałam się kiedy powiesz wprost, bo po tych subtelnych aluzjach nie wypadało jeszcze gratulowac ;)
    Gratuluję i trzymam kciuki za Wasze zdrowie :)
    Jestem pewna, że za kilka lat będziesz miała najwierniejszego towarzysza swiecomaniactwa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci ślicznie! W to niewątpię! :D Jestem obecnie za półmetkiem i jest duuużo lepiej w kwestii palenia :)

      Usuń
  6. kiedyś go bardzo lubiłam, ale znudził mi się.
    Hm... coś tak czułam że powód niepisania jest poważny :) gratulacje

    OdpowiedzUsuń