czwartek, 22 listopada 2018

Frosty Gingerbread Yankee Candle, czyli moje pierwsze spotkanie z piernikową świecą

Pieczenie pierniczków - piękna sprawa, prawda? Śnieg za oknem, ciepły piekarnik, przyjaciółki po jednej stronie stołu, ja po drugiej. Plotkujemy i przyklejamy masę cukierkowych pierdółek na spieczone, korzennie pachnące ciasteczka. A potem są dylematy, czy pierniczka zjeść,a jak zjeść to kiedy najlepiej, lub może zawiesić na choince? 




Bardzo lubię, kiedy najpiękniejsze wspomnienia można uchwycić w świecy zapachowej. Gdy po ciężkim dniu w pracy odpalam płomień i za chwilę mogę się cieszyć aromatem pełnym miłych wspomnień. Jednakże piernik, pomimo że jest nieodłącznym atrybutem Świąt, nigdy nie zagościł u mnie ani w świecy, ani w wosku. Wszelkie "ciasteczkowe" kompozycje zawsze wzbudzały we mnie trochę strachu, choć często niepotrzebnie. Ostatnim miłym ciastkiem który mnie dobrze zaskoczył był Cream Colored Ponnies, więc trochę już czasu minęło. Trzeba znaleźć coś nowego! W najnowszej, zimowej kolekcji Yankee Candle Q4 2018 pojawił się on - Frosty Gingerbread. Świeca wizualnie piękna jak diabli, no i ta kusząca perspektywą że może to być mój pierwszy piernik, w którym zakocham się bez końca i będę palić cały grudzień w kuchennym zaciszu. Jak wypadło nasze spotkanie? Zapraszam na wrażenia. 


Piernik świeżo oszroniony lukrem - świąteczna radość, która wypełnia każde pomieszczenie serdecznością i ciepłem.

Nuty górne: cynamon, lukier waniliowy, gałka muszkatołowa
Nuty serca: imbir, goździk
Tło: piernik, cukier

Czytając nuty zapachowe, produkt wydaje się być faktycznie klasyczny i prosty, a zawiera prawie wszystko co w pierniku szukamy najbardziej. Są tu przyprawy jak gałka muszkatołowa, cynamon, wanilia, imbir, goździk, cukier - po prostu świąteczna porcja smaku.  Przed pierwszym powąchaniem świecy trochę liczyłam że będzie on odrobinę złamany czymś dodającym ciężkiej kompozycji świeżości. Mogłaby być to skórka starta z pomarańczy, cytryny, a nawet odrobina chłodnej mięty. Niestety nic takiego tu nie znajdziemy, co nie zredukowało mojej ciekawości - piernik obowiązkowo trzeba było spróbować.


Już 5 minut po zapaleniu zapach roznosi się z bardzo dużą siłą rażenia, co zdecydowanie na plus. Po dwudziestu wychodzi z kuchni i zagląda do salonu. No a zapach? Niestety, to zupełnie nie to co wydobywa się z piekarnika podczas pieczenia pierniczków. Kompozycja, mimo że bardzo przyprawowa, wydaje mi się niesamowicie jesienna. Nie patrząc na etykietę ulokowałabym ją wśród jesiennych jedzeniówek typu Spiced Pumpkin czy Pumpkin Pie. Dla mnie to dyniowy mix przypraw z bardzo dużą dawką gałki muszkatołowej, którą wyczuwam najbardziej, ze słodkim przyprawowym ogonem. Pierniczków nie wyczuwam wcale - brakuje mi cytrynowej iskierki, czekolady, albo nawet wyrazistości, jaką dodałaby gwiazdka anyżu. Zapach jest przyjemny dla mojego nosa, który kocha jesień i nie boi się dyniowych smakowitości, ale nie jest to niestety nie to czego oczekiwałam u schyłku listopada, kiedy moje myśli krążą już intensywnie wokół Świąt i zimowej beztroski. 


Świeca raczej więc u mnie przezimuje i wyciągnę ją w okolicach września przyszłego roku, ale w poszukiwaniach najbardziej smakowitych aromatów świątecznej kuchni się nie zniechęcam. Macie jakieś swoje ulubione typy? U mnie w chwili obecnej króluje Yankee Candle Cozy By The Fire - bardzo przeze mnie niedoceniony, gdy był w regularnej sprzedaży. Dziś zachwycam się tą grzańcową, intensywną kompozycją. Pięknie umila mi kuchenną krzątaninę.


Na zakończenie recenzji mały kadr z kilkoma pierniczkami, które udało mi się wyczarować z przyjaciółkami w zeszłym tygodniu. Efekt dużo lepszy niż w zeszłym roku, a to za sprawą gotowej masy cukrowej i specjalnych wyciskarek wzorków. Z lukrem po raz kolejny przegrałam walkę :(. Nie mogę nadziwić się, jak niektórym udaje się wyczarować piękne lukrowe cuda? Moje lukrowane pierniczki zawsze wyglądają, jakby zrobił je czterolatek ;)... Może macie na to jakieś dobre metody?

Miłego wieczoru!

11 komentarze

  1. Dziś do mnie dotarł. Cudowny. nienachalny zapach, wspomnienie dzieciństwa. Już szukam dobrego przepisu na świateczne pierniczki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja za każdym razem chyba znajduję inny ale dopóki jest dużo przypraw, miód i kakao to zawsze jest idealnie! Chociaż mój mąż robi takie zdecydowanie grubsze i miękkie w środku, moje to zwykle bardziej ciastka korzenne:)

      Usuń
  2. I mnie skusiłaś :D bedzie niebawem na blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciesze sie, ze wróciłaś z regularnymi wpisami😊 - dla mnie niedoscignionym, choc nieciastkowym idealem swiatecznego zapachu nadal pozostaje Red Apple Wreath...
    Pierniczki - bardzo ladne, szczegolnie jak na dopiero druga probe😊.
    A sekret tkwi w lukrze - zadne tam gotowe wyroby, tylko samodzielnie ukrecony lukier królewski, worek cukierniczy i profesjonalna, metalowa tutka😊
    (Przykladowe zdjecie moich pierniczkow tutaj: http://balaganprywatny.blogspot.com/2016/12/swiatecznie.html?m=0)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No faktycznie pięknie Ci wyszedł ten lukier, ładna gładka linia a nie jak u mnie krzywa jakbym stopami malowała... drugi rzut spróbuję z królewskim, tutki już kupiłam:)

      Usuń
    2. Daj znac jak bedziesz robic - zdradze Ci moj przepis na idealny lukier😉

      Usuń
  4. Piszesz po prostu pięknie! Nie mogę się nigdy naczytać Twoich postów!
    Z takich zimowych, świątecznych to Happy Christmas i Red Apple Wreath. Fajnie odwzorowane pierniczki ma WoodWick i Cozy Moments od Bridgewater Candle. :) Ale chyba najbardziej świąteczny ze wszystkich jest nie wosk, a olejek "Pierwsza Gwiazdka" z Pachnącego Kramu. Zapach świąt z czasu mojego dzieciństwa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zupełnie nie znam pachnącego kramu, muszę sobie o tym poczytać:) wszyscy mi polecają Red Apple Wreath i nie mam pojęcia czemu go jeszcze nie kupiłam w świecy.... chyba czas najwyższy spróbować

      Usuń
    2. No i bardzo dziękuję za komplement na temat moich wpisów, ciepło się na sercu robi! <3

      Usuń
  5. Ten zapach jest obłędny! Dzięki Twoim postom z łatwością znajduję zapachy dla siebie! Tak było właśnie w tym przypadku. Dziękuję! :D

    OdpowiedzUsuń