sobota, 3 listopada 2018

Moja zapachowa strefa komfortu + małe zakupy Milkhouse Candle


Witam Was po kolejnej dłuższej przerwie. Skąd ta cisza? Przyznam zupełnie otwarcie że mam obecnie kolejny kryzys zapachowo-ciążowy. Mimo że z sukcesem wróciłam do palenia, to niestety wachlarz zapachów na jakie mam ochotę skurczył się przynajmniej o połowę. Z zazdrością patrzę, jak koleżanki i koledzy z grup świecoholików łapią w ręce i w nosy wszystkie pojawiające się na rynku nowości, palą na potęgę zapachy jesienne, kompozycje halloweenowe i zachwycają się coraz to bardziej złożonymi, pudrowymi kompozycjami. Mój nos natomiast zafiksował się na jeden temat i nie chce odpuścić. Próby choć symbolicznego zapalenia moich jesiennych ulubieńców jak np. GC French Autumn, Kringle Leaves czy halloweenowych klasyków Yankee Candle zwykle kończą się mało entuzjastycznym "meh" :( i szybkim przejściem w strefę komfortu, w którą ostatnio uciekam codziennie...

 MOJA STREFA KOMFORTU

No dobra, więc cóż to za strefa? Po pierwsze, moje ciało i umysł zakochały się we wszystkim co ultra naturalne, organiczne, choinkowe i z wyraźnymi, mroźnymi nutami. Po drugie - odezwała się tęsknota do goździków oraz zapachów cydrowych i winnych (ktoś tu jest na alkoholowym głodzie ;). Innymi słowy - u mnie w domu, zimowe i świąteczne zapachy wjechały na salony już z końcem września. To teraz rozumiecie, dlaczego było mi nie po drodze z recenzjami w ostatnim czasie ;)....

(na szczęście wraz z początkiem listopada i zmianami wystroju witryn sklepowych na świąteczno-zimowe mogę się ze swoim zimowym paleniem w końcu trochę uzewnętrznić)... :)


PIERWSZE ZAMÓWIENIE ŚWIEC MILKHOUSE CANDLE

W parze ze znacznym ograniczeniem zakupów świecowych zrobiłam jednak coś, czego nie zwykłam robić zbyt często - złożyłam zamówienie na produkty słabo znanej mi marki, których nie powąchałam wcześniej stacjonarnie. Przy moim obecnym "świecowym stanie umysłu" - istne szaleństwo. A to wszystko dlatego, że dwie osoby zupełnie niezależnie od siebie poleciły mi jeden konkretny produkt: "Monia, bierz Victorian Christmas z Milkhouse, to zapach dla Ciebie!". Za pierwszym razem jedynie odnotowałam, ale jak już napisała druga osoba, to już znak że coś jest na rzeczy. I tak poszło moje pierwsze zamówienie na "milki" czyli świece i woski firmy Milkhouse Candle Company.


KILKA SŁÓW O MILKHOUSE

Milkom przyglądałam się od jakiegoś czasu bo po prostu przyciągają wzrok. To amerykańskie świece i produkty zapachowe, dla których motywem przewodnim jest mleczarnia. Świece w szle do złudzenia przypominają butelki mleka, a produkty w mniejszych formatach - wyroby mleczne typu jogurty, śmietana czy masło :). Wszystko w kolorystyce białej, która pasuje do absolutnie wszystkiego. Oprawa graficzna jest minimalistyczna i podkreśla sielski charakter tych produktów. Po prostu piękności. Kolejną zaletą jest zastosowanie wosku sojowego w blendzie z woskiem pszczelim - oba mają znacznie lepszą sławę w kwestiach prozdrowotnych niż wosk parafinowy. Jest więc naturalnie, estetycznie i z duszą.

MOJE ZAKUPY

Po zasłyszanych ochach i achach na temat Victorian Christmas byłam gotowa wziąć go od razu w dużym formacie, ale okazał się już niedostępny (co rzecz jasna tylko przyspieszyło moją decyzję o zakupie małej świecy :))... Przy okazji postanowiłam trochę lepiej poznać markę i wybrałam kilka innych zapachów - rzecz jasna, wszystko z zakresu mojej wcześniej wspomnianej "strefy komfortu"... :).

Dziś nie będę Wam dogłębnie recenzować swoich zakupów bo posiadam je zbyt krótko by sobie wyrobić opinię, ale słów kilka napiszę, a jakże!

Victorian Christmas w formacie Cream Jar 

Cream Jar to mały słoiczek wystarczający na około 35 godzin palenia. Świeca posiada jeden knot i pojemność 5oz. Cena: 52 PLN. 

Piękny, głęboki, wręcz katedralny. Świeżo ścięte gałęzie sosnowe wydobyte z najgłębszych i najczystszych lasów połączone z ciepłą, nieco przyprawową nutą.  

Dziewczyny opisywały mi go jako coś godnego następstwa dla mojego ukochanego, wycofanego Christmas Tree Cutting Goose Creek. Mimo że jest jednak trochę inny - ma w sobie solidną dawkę świeżego goździka - to jest to niewątpliwie przepiękny, klimatyczny i bardzo organiczny zapach świąteczny. Las, świeżo ścięta choinka i mroźne powietrze... Jest miłość. Nie będę zdradzać więcej - czekam na dostawę dużych słoi, a jak już duży format będzie mój to na pewno przeczytacie jego recenzję.


Peppermint Pine Needle w wosku

Woski Milkhouse można dostać w wygodnym opakowaniu w którym znajduje się sześć dużych kostek wosku. Po pierwszych testach wypadł wyjątkowo dobrze - intensywny i trwały, po dwóch wypalonych tealightach nadal ładnie czuć tą samą kosteczkę. Pojemność 2.5oz. Cena: 28 PLN.

Wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju, połączenie głębokich nut sosnowych konarów z aromatem słodkich, miętowych cukierków. 

Dla mnie to przeogromna dawka świdrującej, mroźnej mięty, lekka cukierkowa słodycz i dosłownie szczypta iglaka na samym końcu. Mam odwagę stwierdzić że to jeden z najlepszych miętowo-mroźnych zapachów jakie kiedykolwiek testowałam, a było tego sporo. Duży słój wpisałam na wish-listę.


Holiday Home, Fresh Cut Fraser oraz Nordic Noel w formacie Buttershot

Buttershot to malutka świeca w formacie idealnym do przetestowania zapachu o pojemności 2.2oz. Skusiłam się ze względu na ładne szkło, które na pewno znajdzie u mnie wiele zastosowań. W przypadku takich formatów nie ma co liczyć na dużą dawkę mocy i z ekonomicznego punktu widzenia woski są według mnie bardziej opłacalne. Natomiast takim uroczym bejbi świeczkom trudno było się oprzeć... ;) Deklarowany czas palenia to 20 godzin. Cena: 25 PLN.

Holiday Home:
 Wyjątkowa świąteczna kombinacja świeżego czerwonego jabłka, cynamonu, goździków i odrobiny sosny.

Świąteczna klasyka bazująca na jabłkach i cynamonie - niby banał, który raczej określiłabym jako świąteczny klasyk - a świątecznych klasyków ostatnio bardzo mi brakuje w nowych kolekcjach największych marek świecowych. Na pierwszym planie soczyste jabłuszko, z tyłu zaś dużo świątecznego zgiełku. Testy w paleniu nie poczynione, więc na razie zacieram ręce. Zapowiada się co najmniej bardzo swojsko. :)

 
Fresh Cut Fraser: 
Delikatny aromat jodły połączony z subtelnymi nutami jałowca i drewna sandałowego.

Bardzo ładna choineczka na sucho - naturalna, żywiczna, chociaż przyznam bez bicia że nie miałam jeszcze okazji jej sprawdzić w paleniu. W moim odczucie najbardziej choinkowy zapach z całej grupy, bardzo podobny do The Perfect Tree z Yankee Candle więc wiążę z nim spore nadzieje :).

Nordic Noel: 
Charakterny i mroźny, kwintesencja słonecznego, zimowego dnia. Duże ilości mięty, szmaragdowy świerk i wieńcząca całość cytrusowa nuta. 

Chyba najmniej ulubiony z całych zakupów, dosyć męski, drzewny akord z dużą dawką cytrusów - to mi nie do końca w duszy gra, nie jest aż tak świątecznie ale jeśli lubicie klimaty Kringlowego Secrets to szansa że ten Wam podpasuje jest całkiem spora.


GDZIE KUPIĆ?

Przede wszystkim na stronie dystrybutora (gdzie sama zamawiałam) - Świece Zapachowe Bemowo. Milkhouse'y są także dostępne w sklepie Pachnąca Wanna (online oraz stacjonarnie w Warszawie), a także stacjonarnie: Candle 4 You (Bydgoszcz), Ładnie Pachnie (Wrocław) oraz w Candle Room (Konstancin). Jeśli znacie inne miejsca gdzie można dostać Milki - koniecznie dajcie znać w komentarzu. :)

PODSUMOWANIE

Jestem bardzo zadowolona ze swoich zakupów i na pewno nie jest to moje ostatnie zamówienie na produkty tej marki. Kuszą mnie duże formaty, a z mojego setu testowego widzę przynajmniej trzech potencjalnych kandydatów. Okazało się, że warto czasami spróbować zamówić coś w ciemno (z małą pomocą rekomendacji świecowych współuzależnionych). :)

Dajcie znać czy znacie produkty Milkhouse Candle Company, a jeśli tak to co jeszcze warto przetestować. :)

14 komentarze

  1. Citrus balsam - idealnie wpisze się w Twoją strefę komfortu ;)
    Mam też świece Caramel Apple (limitka) i czaję się na Welcome Home ale to typowo jedzeniówka. Ostatnio też przypadł mi do gustu Flannel Frost - dla mnie to taki Tymbark jabłko - mięta, ale każdy czuje go inaczej więc na pewno jest złożony i interesujący.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po tym wpisie jesteś już trzecią osóbką która mówi że Citrus Balsam muszę wziąć, więc następnym razem wrzucam do koszyka bez wahania:). Flannel Frost brzmi pięknie! Dziękuję ślicznie za rekomendacje!

      Usuń
  2. Piękne zakupy:) Milki "niestety" maja to do siebie, że uzalezniaja-pale juz trzeci wosk Victorian Christmas, a duża swieca czeka na podrzucenie pod choinkę w formie prezentu dla samej siebie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj chyba u mnie to też będzie taki prezent od siebie dla siebie, mam nadzieję że dostawa przyjedzie w listopadzie co bym mogła się już przedświątecznie delektować. Z takich spoza kategorii świątecznej czekam jeszcze na mleko z cukrem <3

      Usuń
  3. Jak to dobrze, że wróciłaś! Mam pytanko, czy robiłaś może recenzję First snow? Bo przetrzepałam już chyba całego bloga i nie mogę znaleźć:/ Mam jeszcze kilka smutnych (narazie niesprawdzonych) nowinek... Otóż doszły mnie słuchy, że wycofują Cozy Cabin od Kringla i French Autumn od GC! To niemożliwe i mam nadzieję, że nieprawdziwe! Słyszałaś może o tym? Jeżeli nie, to czy mogłabyś się podpytać? Ty jesteś "bardziej" w tym świecowym towarzystwie, bo ja niestety nie mam się z kim konsultować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, nigdy faktycznie nie recenzowałam a mam duży słoik więc chyba wypadałoby! Niestety z french autumn to prawda i już jest bardzo trudno go zdobyć:( w kwestii Cozy Cabin to nigdy o tym nie słyszałam więc wysłałam zapytanie do dystrybutora, ale wątpię! Gdyby jednak się okazało że wycofują to będę musiała zrobić ogromny zapas....

      Usuń
    2. Z wycofaniem Cozy Cabin to raczej plotka, dystrybutor zdementował:)

      Usuń
    3. To dobrze i źle. Polowałam na French Autumn, ale widzę że to się na nic zda. Na szczęście nie ruszają Cozy Cabin, co jest jak kamień z serca ;) A odnośnie First Snow: mogłabyś zrobić recenzję?:) Bo ostatnio czytałam u Ciebie jakiś post i tam wspominałaś, że bardzo go lubisz, a ja nie wiem, czy go wypróbować, czy nie. A Twoje recenzje wiele, wiele razy uratowały mnie przed "świecowym rozczarowaniem", zawsze gdy chcę zamówić jakąś nową świecę, to szukam u Ciebie recenzji;D

      Usuń
    4. Zrobię specjalnie dla Ciebie tak szybko jak dam radę! :)

      Usuń
    5. Dziękuję!:)

      Usuń
  4. trafiłam przypadkiem i zostanę na dłużej bo szukam dla siebie idealnych zapachów woskowych jak na razie testowałam YC i jakos nie specjalnie mnie porwały moze dla tego ze ja mam wech jak pies mysliwski. Czy możesz polecisz cos o zapachu lasu tylko błagam by nie pachniał tandetna kostką toaletową;) a tak niestety sie stało z woskami YC a testowałam 2 o zapachu lasu. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście zwykle testuję wszelkie zapachy lasów, to moja mała obsesja :D Jeśli szukasz pięknego lasu iglastego to polecam fraser fir z WW oraz Christmas Tree Cutting Goose Creek (już bardzo trudno dostępny). Dużo surowego drewna jest w Under The Oaks Goose Creek, natomiast Cabin In The Woods Goose Creeka jest trochę bardziej złożony i mniej organiczny, ale równie piękny! To są według mnie najładniejsze lasy :)

      Usuń
  5. Tyle tego wychodzi, ze ciezko mi sie za te MILKI zabrac ale korzystam z akcji kosteczkowej. Nordic Noel moim zdaniem jest piekny :) mi trafily sie jeszcze kosteczka warm wool ktora przypomina mi frosted mahogany kringla. W ogole uwielbiam wyglad milków <3 sa cudne, a zdjecia piekne jak zawsze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warm Woold także bardzo mnie kusi :) Spróbuję!

      Usuń