czwartek, 29 listopada 2018

Winter Wonder Yankee Candle - czyli poznajemy Q4, akt trzeci :)

Witam Drodzy Czytelnicy! Na wstępie chciałabym bardzo serdecznie podziękować za przemiłe wpisy i wiadomości, jakie otrzymałam w ciągu ostatnich tygodni. Dostaję wielkie wsparcie i zastrzyk motywacji, kiedy piszecie że cieszycie się z mojego powrotu do regularnych recenzji i że lubicie do mnie zaglądać. Czytając to rozpływam się jak masełko! :) 

Nie pozostaje mi więc nic innego jak zaprosić Was do kolejnego wpisu. :) Zaczynamy odliczanie do Świąt, a ja mam ogromną ilość rzeczy do pokazania, zakasam więc rękawy i lecę z tematem! 



Z racji tego że dwa zapachy z kolekcji Q4 Yankee Candle pokazałam Wam w poprzednich wpisach (recenzja Frosty Gingebread dostępna jest tutaj, a mojego ukochanego Icy Blue Spruce tutaj), to myślę że trzeba pójść za ciosem i poznać kolejne propozycje z tej serii. Winter Wonder wydaje mi się gwiazdą kolekcji. Dużo tutaj robi sama otoczka wizualna, fajnie nawiązująca do tego jak większość z nas spędza tą ciemną, ale jakże inspirującą część dnia - na kanpie (u nas pieszczotliwie nazywanej też kacanapką), z którego to punktu mamy dobry widok na ukochane 4 kąty, które wraz ze zbliżającymi się Świętami nabierają coraz więcej splendoru przez rozmaita światełka, dekoracje i zimowe umilacze. Tak właśnie widzę tą kompozycję - coś na grudniowy, wieczorny odpoczynek. No a zapach?

Winter Wonder

Olśniewająca zimowa mieszanka szampana i cytrusów, wanilii i srebrnego balsamu.

Nuty głowy: Zmrożona cytryna, mroźne powietrze
Nuty serca: Akord szampana, srebrna jodła balsamiczna
Tło: Wanilia, "czyste/świeże" piżmo


Kompozycja zapachowa Winter Wonder bazuje dla mnie na zgrabnym połączeniu musujących, cytrusowych akordów (z przewagą cytryny) oraz słodkiej, bardzo kremowej wanilii, z wyraźnym ogonem "zimowej świeżości" (szczypta mięty i coś jeszcze...), bez której zapach po prostu mógłby nie kojarzyć się aż tak z zimową atmosferą. To zdecydowanie coś co można palić w okresie świątecznych oczekiwań, jak i po Bożym Narodzeniu, w okolicach Nowego Roku, a nawet po nim. Dzięki tej szampańskiej, cytrusowej nucie można się cieszyć pewnym ukojeniem, które da pewną równowagę dla cięższych, świątecznych kompozycji z pierniczkami czy innymi smakowitościami w roli głównej.

Winter Wonder bardzo mi przypomina stylistycznie All Is Bright, więc sądzę że jego fanom bardzo przypadnie do gustu. Winter Wonder wydaje mi się jego delikatniejszą, mniej gryzącą i bardziej kremową wersją. Cały czas chodzi mi po głowie analogia, że Winter Wonder jest tak jakby zimową wersją wycofanego Napa Valley Sun, który swoją drogą kocham miłością bezgraniczną. Napę uwielbiam palić w okresie babiego lata, ale jeśli bym miała stworzyć jego zimową wersję, to zaczerpnęłabym z niej ciepło wanilii, musujące cytrusy, a na koniec dodała odrobinę "magicznego pyłu i bąbelków" z All Is Bright, co by było bardziej glamour ;). Z tych rodziców wyszedłby prawdopodobnie Winter Wonder, a przynajmniej takie mam wrażenie :).


Ujęcie na jedną z moich nowych illum. Trzeba przyznać że w tym roku Yankee Candle rozpieścili nas ogromnym wyborem nakładek w świetnych cenach i o wspaniałych właściwościach grzewczych. Na zdjęciu mój cudny, srebrzysty las :). Pozostałe nakładkowe nabytki pokażę Wam w kolejnych wpisach!

Moc

Moc zapachu w zupełności mnie zadawala. Miałam z nią gorszy moment, ale tego dnia było u mnie tak chłodno że nie mogłam jej dopalić do ścianek i wtedy zapach był bardzo delikatny. Innym razem dodałam sweterek i pachniała mi aż ciut za mocno. Sądzę więc, że w dalszym paleniu może być to taki średniaczek, który ani nie zabija, ale też ma coś do powiedzenia, ale to będę w stanie powiedzieć tak na pewno dopiero wraz z rozwojem tej znajomości ;).

Podsumowując

Winter Wonder - jestem na tak. Nienachalny, ciekawy, nieoczywisty. Ma wiele realistycznych nut zapachowych, za co ogromny plus ode mnie, ale jednocześnie zachowuje sporą złożoność i wielowarstwowość. Nie jest to też typowy świąteczny kompot zapachowy. Podpasuje wszystkim tym, którzy szukają trochę innych świątecznych interpretacji, niż klasyki gatunku z goździkami, cynamonem, jabłkiem czy choinką w roli głównej. 


I na koniec offtopowe gorzkie żale i pytanie do publiczności! Okres listopadowo-grudniowy, mimo że bardzo inspirujący zapachowo, jest najgorszym czasem na robienie zdjęć blogowych. U mnie w domu panuje wieczna szaruga. Żeby złapać trochę światła dwoję się i troję, a że jestem ostatnio w "gorszej formie" to po kilku ujęciach dostaję zadyszki. Jak sobie z tym radzicie, drogie blogujące koleżanki oraz koledzy?? 

Wielkie uściski!

4 komentarze

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. No, niedługo święta... Trzeba myśleć, co by tu popalić przez ten okres oczekiwania. Ja się w pewien sposób zraziłam do palenia świątecznych świec. Kiedyś tam, kupiłam sobie wosk z YC o zapachu piernika. Zwykłego piernika. Zaczęłam topić wosk. Wyszłam z pokoju, dosłownie na 5 minut, a tu jakby ktoś kurki wszystkie z gazem poodkręcał. Było tak duszno i tak śmierdziało... Wcale nie piernikiem tylko czymś ciężkim, takim cynamonem z dymem. Dostałam zawrotów głowy i tyle z tego było. Wietrzyłam pokój 2 godziny. Od tej pory mam urazę do takich zapachów. Ale czas to chyba zmienić! :) Warto zaznaczyć, że ten piernikowy wosk paliłam na 12 metrach kwadratowych, a teraz mam do dyspozycji o wiele większą powierzchnię. Może byś coś poleciła, coś nieprzytłaczającego?;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten zapach chyba najbardziej mnie zaskoczył. Co prawda, nie wylądował jeszcze w kominku, ale na zimno brzmi bardzo obiecująco. Mam nadzieję, że moje oczekiwania go nie przerosną i wosk wypadnie na 10! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. ładny jest, ale to glittering star skradł moje serce :)

    OdpowiedzUsuń