wtorek, 19 lutego 2019

WoodWick HearthWick Trilogy - tego musicie spróbować!


Są mistrzami kompozycji drzewnych. Eleganckie, autentyczne, klimatyczne kompozycje, piękne słoje, drewniane pokrywki. Skwierczący knot to ich znak rozpoznawczy. Do tego okresowe kolekcje limitowane, piękne wzornictwo i ciekawe rozwiązania kształtów i form. WoodWick - zawsze miałam wielki szacunek do tej marki. 

W kwestii WoodWicka zawsze byłam zagorzałą wielbicielką przede wszystkim ich wosków. W tym roku dałam sobie za cel lepsze poznanie tej marki. Postanowienie zobowiązuje, więc pierwsza forma to nasz dzisiejszy bohater. Zaczniemy dość ekscentrycznie i ekskluzywnie, bo od czegoś dużego, o dziwnym kształcie i bardzo złożonej kompozycji zapachowej. Mowa o WoodWicku w wersji Trilogy, a w dodatku w formie HearthWick, czyli łódeczki. Zapach? Prześwieży. A doświadczenie zapachowe? Naprawdę niezwykłe.

CZYM SĄ ŚWIECE WOODWICK W WERSJI TRYLOGY?

Trilogy to grupa świec, których znakiem rozpoznawczym jest trójwarstwowość. Oznacza to, że świeca zbudowana jest z trzech warstw wosku o różnych zapachach, oczywiście odpowiednio dopasowanych do siebie. W ofercie znajdziecie kompozycje zarówno kwiatowe, jak i drzewne, jedzeniowe i świeże. Wraz z postępem palenia, górnej warstwy ubywa, a do akcji wchodzi druga, a potem trzecia. Sprawia to, że świeca tak na prawdę odkrywa przed nami trzy oblicza, a nawet i więcej, kiedy podczas wypalania powstają przenikające się blendy. Byłam zawsze ogromnie ciekawa tego doświadczenia, bo sama dosyć szybko się nudzę świecami. A tu mam takie 3 w 1... Nieźle, co? :)


WOVEN COMFORTS

Trilogy na którą się zdecydowałam nosi nazwę Woven Comforts. to mieszanka trzech niesamowicie świeżych zapachów, które stanowią idealny podkręcacz atmosfery czystego domu. Odpalenie tego cuda po weekendowym porządkowaniu domu, odkurzeniu i wywietrzeniu tworzy atmosferę niesamowitej świeżości i czystości. Absolutnie uwielbiam wszystkie trzy warstwy i są to według mnie absolutne perełki w świeżej kategorii zapachowej, nie tylko w ramach marki WoodWick, ale wszystkich innych marek jakie poznałam dotychczas. 


Pierwsza warstwa - PURE COMFORT

Otul się w przytulny zapach pościeli suszonej na linkach, z nutą czystych owoców i satynowego piżma.

Dla mnie Pure Comfort jest klasycznym reprezentantem świeżości prania. Kojarzy mi się z pościelą wypłukaną w białym lub niebieskim, kwiatowym płynie do tkanin, rozwieszoną na chłodnym, świeżym powietrzu. 

Druga warstwa - SOFT CHAMBRAY

Relaks i czystość - ten zapach otula zmysły miękką tkaniną i subtelnym pocałunkiem jaśminu i róży. 

Soft Chambray to kolejny przepiękny praniowiec. Tym razem pościel nie została wypłukana w intensywnie perfumowanym płynie, ale wyprana w dobrej jakości proszku. Jest więc zapachem zdecydowanie bardziej proszkowym, czystym, trochę mniej kwiatowym od Pure Comfort. Mój absolutny faworyt wśród praniowców.

Trzecia warstwa - WARM WOOL

Marzycielskie zapachy ciepłej wełny i dzikich kwiatów zapraszają do głębokiego oddechu i relaksu.

Wychodzimy ze strefy mokrego prania i przenosimy się w tkaniny puchate, suche i cieplutkie. Warm Wool jest tutaj warstwą najbardziej ciepłą, niczym otulający aromat ciepłego swetra. Pudrowy, odrobinę dziecięcy. To jedna z najpiękniejszych kompozycji perfumeryjnych jakie znam. 


CZYM SĄ ŚWIECE WOODWICK W WERSJI HEARTHWICK?

HearthWick to świeca o kształcie łódki. Knot jest zorientowany wzdłuż słoja i tworzy przepiękną ścianę ognia. Zauważyłam także, że skwierczenie knota jest zdecydowanie bardziej stonowane niż w przypadku słoi klasycznym, co dla mnie jest dużym plusem, bo nie zawsze mam nastrój na intensywne pyrkanie. HearthWicki już po 20 minutach osiągają pokaźny basenik roztopionego wosku. Wiąże się to niestety z dosyć szybkim wypalaniem świecy. Czas palenia zadeklarowany przez producenta to około 40 godzin, czyli czterokrotnie krócej niż klasycznego, dużego słoja. Niestety nie wpływa to na jego cenę - HearthWick kosztuje aż 139 złotych, czyli około 20 złotych więcej niż klasyczny, duży słój. Trzeba więc przyznać, że jest to towar iście luksusowy... 


WRAŻENIE Z PALENIA

Niewątpliwie jedną z ogromnych zalet tej świecy jest przepiękny wygląd podczas palenia. Ściana ognia wygląda obłędnie, a skwierczenie drewnianego knota jest dyskretne i nienachalne. Świeca roztopiła się do ścianek w ciągu niecałych 20 minut, momentalnie wypełniając pomieszczenie świeżym, praniowym aromatem Pure Comfort. Po 2 godzinach basenik był na tyle głęboki, że zaczął mocno zbliżać się do drugiej warstwy. Jeśli więc nie chcecie by warstwy zbyt szybko się zmieszały, należałoby pilnować czasu palenia i gasić świecę, zanim upłynni się zbyt głęboko. 

W kolejnych paleniach musiałam delikatnie podciąć knot wzdłuż za pomocą klasycznych nożyczek do knota o około połowę. Wosku ubywało dosyć szybko, a warstwa pierwsze i druga zaczęły się gładko przenikać. W przypadku tego zapachu są one na tyle do siebie podobne, że trudno było wyczuć moment, kiedy to Soft Chambray zaczął grać pierwsze skrzypce. W kolejnych godzinach palenia, świeca nadal miała bardzo dobrą moc, ale nie aż tak zabójczą jak przy pierwszym paleniu. 

Wrażenia zapachowe są dokładnie takie, jakich oczekiwałam. Świeżo, rześko, czysto. Idealne wibracje na okres przedwiośnia i nie tylko <3. 
           
 

BILANS - ZALETY I WADY HEARTHWICKA W WERSJI TRILOGY

Dużo można by opowiadać, proponuję więc taki końcowy bilans na podsumowanie moich wrażeń, zaczynając od zalet:
  • Atmosfera i elegancja. Przepiękny płomień i optymalne akustyczne skwierczenie HearthWicka daje absolutnie fenomenalne wrażenie wizualne, tworząc super atmosferę w pomieszczeniu. 
  • Łatwość obsługi. Świecy tak naprawdę wystarczy lekkie skrócenie knota od czasu do czasu. Basen tworzy się bajecznie szybko i bez żadnych dodatkowych wspomagaczy.
  • Moc. Duża powierzchnia parowania olejków i mocne rozgrzewanie świecy skutkują intensywnym uwalnianiem aromatu, który czuć w bardzo dużym pomieszczeniu już po 10 minutach.
  • Trójzapachowość. Trilogy za każdym odpaleniem pachnie trochę inaczej, zależnie jakiej rozpuszczonej warstwy mamy najwięcej. To niezwykle ciekawe doświadczenie, którego powinien spróbować każdy świecomaniak. 
  • Przepiękne kompozycje zapachowe. Na WoodWickach naprawdę trudno się przejechać. 

Wad jest naprawdę niewiele, ale dla dobrego bilansu trzeba o nich wspomnieć.
  • Stosunek czasu palenia do ceny. 139 złotych za jedyne 40 godzin palenia to naprawdę sporo. Świecy niestety wyraźnie szybko ubywa i myślę, że do czterdziestu raczej nie dobijemy :(.
  • Wypachnianie. Świece HearthWick rozpalają się szybko i mocno, co może spowodować że świeca się "wypachni" w pierwszych dwóch, trzech podejściach i będzie wyraźnie słabsza w kolejnych. Dlatego warto dbać o to, by za jednym razem nie palić jej za długo, tyle co do osiągnięcia ładnego basenu. 


OSTATECZNIE...

Podsumowując, HearthWick jest formą zdecydowanie luksusową, na którą nie mogłabym sobie raczej pozwolić przy każdorazowym zakupie. Ale łódeczkę czy dwie (ewentualnie pięć :)) na lepszą okazję naprawdę warto mieć! Czysta przyjemność palenia, piękny, intensywny zapach, niesamowicie wyglądający płomień i magiczna atmosfera, jaką tworzy, jest po prostu nie do opisania. 

Ogromnie też polecam doświadczenie z trójwarstwowymi świecami Trilogy - super opcja dla szybko nudzących się zapachem użytkowników, chcących poznać więcej za mniej i doświadczyć za każdym paleniem innego wymiaru wynikającego z miksologii zapachowej, jaką Trilogy nam oferują. Dobrą wiadomością jest to, że Trilogy możemy dostać także w innych rozmiarach i kształtach świec. 

No i przede wszystkim - koniecznie poznajcie zapachy Pure Comfort, Soft Chambray oraz Warm Wool w jakiejkolwiek dostępnej i dogodnej dla Was wersji - zarówno w pojedynkę, jak i w trylogii. Absolutne asy wśród świeżych zapachów - idealne na wiosenne porządki. :)

Świeca zdecydowanie nakręciła mnie na dalszą eksplorację marki. Możecie się więc spodziewać więcej recenzji. Jeśli znacie zapachy WoodWick, to dajcie mi proszę znać, co warto przetestować :)!

Ściskam Was mocno!
niedziela, 10 lutego 2019

Orange Dreamsicle, Czyli powracające Yankee Candle, akt pierwszy


Z okazji pięćdziesięciolecia istnienia marki, Yankee Candle postanowiło celebrować tą okazję przez cały rok. Dlatego 2019 będzie pełen zaskakujących wyglądów, limitowanych edycji, wznowionych hitów i kto wie, czego jeszcze? Dziś przeczytacie kilka słów o powracających hitach Yankee Candle, czyli o serii jubileuszowej Returning Classics. Powiem Wam kilka słów o przetestowanym przeze mnie Orange Dreamsicle, a także o tym na co naprawdę warto zapolować. 
środa, 6 lutego 2019

Country Candle - Golden Tobacco


Luty to dla mnie specyficzny czas w kwestiach wyboru zapachu. Zawsze mi daje ogromną ilość możliwości. Bez skrupułów wyciągam wtedy to wszystko na co mam ochotę, nie czując się zobowiązana żadną porą roku, okazją, ani pogodą. Przepyszne jedzeniówki, ukochane kompozycje drzewne, przy lepszej pogodzie robię sobie przypominajki letnie bądź wiosenne, żeby zaraz wieczorem wyciągnąć coś typowo "rozgrzewającego".

Dziś za oknem panowała odwilż i szaruga, a mnie w związku z tym naszło na coś ciepłego, drzewnego, ale jednocześnie w męskim charakterze. Tego "pana" jeszcze Wam nie przedstawiłam, więc to doskonała okazja na recenzję. Golden Tobacco od Country Candle będzie naszym dzisiejszym bohaterem dnia. :)
niedziela, 3 lutego 2019

Yankee Candle ONE TOGETHER - zapach roku 2019


Czy zastanawialiście się, skąd w ostatnim czasie tyle nowych form i produktów u Yankee Candle? Marka obchodzi w tym roku swoje 50 lecie istnienia. Obchody przewidziano na cały, okrągły rok. Będzie dużo limitek, niespodzianek i zaskakujących wyglądów. Jedną z niespodzianek od formy było wydanie wyjątkowego zapachu One Together. Okrzyknięto go "zapachem roku 2019". Elegancki wygląd okraszony bogatym złotem, mleczne, matowione szkło słoja i unikatowa kompozycja zapachowa. Co go wyróżnia, co odróżnia od reszty? Czy warto na niego zapolować? Zapraszam do recenzji :).
wtorek, 22 stycznia 2019

Co palić przy gościach? Czy istnieją zapachy "uniwersalne"?

Kochani czytelnicy,

Pod ostatnią recenzją dotyczącą zapachy Yankee Candle Red Berry & Cedar otrzymałam bardzo ciekawe pytanie. Stwierdziłam, że temat jest na tyle interesujący, że warto go poruszyć w osobnym wpisie. Wiele z nas zadało sobie w przeszłości (lub nadal zadaje) jedno z następujących pytań:

Co palić, kiedy odwiedzają mnie goście?

Czy istnieją zapachy uniwersalne/ bezpieczne, które podobają się każdemu?

Jakie zapachy "najmniej męczą"?

Czego unikać?

Moje spojrzenie na ten temat w dzisiejszym, dedykowanym wpisie :).


piątek, 18 stycznia 2019

Red Berry & Cedar Yankee Candle - czy to zapach tylko na zimę?


Dzień dobry! Wracam po ponad tygodniowej przerwie z nowym wpisem. Pogoda ostatnio nie sprzyjała w przygotowaniu zdjęć do recenzji, zwłaszcza takiej amatorce, jak ja. Dochodzi do tego zimowe rozleniwienie i proza życia. Znacie to? ;) 

No a dziś wszystko sprzyjało - piękny, biały, zimowy poranek, słoneczko wpadające przez kuchenne okno, zapach świeżo zaparzonej kawy i pyszne śniadanko. Te czynniki mnie w końcu pokrzepiły, dodały energii i zainspirowały do stworzenia recenzji czegoś ciepłego, przytulnego, ale zimowego zarazem. Najlepiej w klimat wpasowała mi się jedna z ostatnich Yankowych limitek - Red Berry & Cedar, która pojawiła się w sklepach u schyłku minionego roku. Chwyćcie zatem dobrą kawkę i zapraszam na recenzję!
poniedziałek, 7 stycznia 2019

Yankee Candle Sunday Brunch Collection - pierwsze wrażenie

Nowości, ach nowości! To je lubię najbardziej, zwłaszcza gdy czuję w kościach, że przypadną mi do gustu. Zaraz jak opadły sylwestrowe emocje, dystrybutor Yankee Candle wypuścił do sklepów najnowszą, wiosenną kolekcję specjalną na rok 2019 - Sunday Brunch Collection

Co nowego? Przede wszystkim limitowana, specjalna edycja etykiet. Od razu mówię - nie jestem fanką wcale a wcale :(. Zapachy? Bardzo obiecujące! Są cztery, we wszystkich formatach słoi, samplerach oraz woskach, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Tematyka kolekcji obraca się wokół cukierniczych smakowitości i kwiatów - trochę jakbyśmy znaleźli się na klasycznym, urodzinowym przyjęciu. Jest kobieco, apetycznie i z dużą dawką różu. 


W dzisiejszym wpisie znajdziecie moje pierwsze wrażenia na temat trzech kompozycji, które na sucho przypadły mi do gustu jednakowo bardzo. Nie mogłam się zdecydować co zabrać do domu w dużym formacie, więc skorzystałam z możliwości zakupu trzech samplerów, które testuję dzisiaj w kominkach. Jeśli też macie wątpliwości co wybrać dla siebie, to liczę że moje opisy choć trochę nakreślą Wam, o czym opowiadają kompozycje Sweet Morning Rose, Floral Candy oraz Blush Bouquet.


Sweet Morning Rose

Śliczne, różowe ciasteczka, artystycznie wykończone delikatnymi płatkami róż.

Nuty głowy: kwiat gruszy, musująca woda różana.
Nuty serca: słodzone płatki róży, lilia, ylang ylang.
Tło: pudrowe piżmo, pianki marshmallow.

To od początku był mój typ z racji moich niezmiennych upodobań do róży. Etykieta wygląda apetycznie i zapraszająco - tym bardziej mi żal, że słój nie ma klasycznego wyglądu, w europejskiej oprawie graficznej. Jestem przekonana, że w klasycznej wersji bym się nawet nie zastanawiała nad zakupem dużego słoja. 

Bez patrzenia na nazwę i etykietę nie byłabym tak stanowcza w przekonaniu, że to zapach róży. Na sucho jest tylko trochę słodki, ale też ciężko przypisać mu stanowczą wytrawność. Nie jest to kompozycja ani bukietowo-kwiaciarniana, ani typowo jedzeniowa. Umieściłabym ją wśród zapachów kojarzących się bardziej z perfumowaną papeterią, gdzieś z tyłu głowy mam skojarzenie z pachnącymi długopisami, a nawet zapachem nowych zabawek dla dziewczynek.... W paleniu różaność wyłania się odrobinę lepiej, czuć słodycz i jakąś ciężką do określenia wodną nutę. Ale "karteczkowy", dziewczęcy charakter nadal pozostaje na pierwszym planie. 

Mi przypadł do gustu bardzo, natomiast mąż po powrocie z pracy od razu ją wyczuł i skrytykował, że go dusi i otworzył okno. :( Mam wrażenie, że to duża moc sampla w tym wypadku zagrała odrobinę na jego niekorzyść, więc radzę go sobie jednak odpowiednio dozować! 


Floral Candy

Kolorowe kwiatki błyszczące kryształkami cukru i delikatnie ułożone na kremowej polewie.

Nuty głowy: wata cukrowa, nektar brzoskwini, czerwona porzeczka.
Nuty serca: delikatny jaśmin, kwiat dzikiego bzu, różowy wiciokrzew.
Tło: fiołek.

Z tej trójki bez wątpienia zapach najbardziej słodki i jedzeniowy. I niesamowicie apetyczny! W pierwszym kontakcie z nosem wyczuwam słodkie pastylki pudrowe w tych bardziej "różowych" smakach - malinowym, truskawkowym, czy nawet winogronowym. Z tyłu mamy jakiś mały, różowy bukiecik kwiatów. Nazwa i kolor wosku bardzo dobrze oddają jego dziewczęcy, słodki charakter. Dla mnie ta kompozycja to coś pomiędzy Sweet Nothings, Rainbow Cookie a Sun-Drenched Apricot Rose - jakoby z każdego wzięto coś dobrego :). Jeśli te trzy wymienione zapachy zrobiły na Tobie kiedykolwiek dobre wrażenie, to Floral Candy też powinien!

Do wad zaliczam niezbyt piękny wygląd - zdjęcie na grafice odbieram za trochę staroświeckie, jak zaproszenia ślubne z lat 90, co w połączeniu z tą że nową oprawą graficzną kojarzy mi się nawet nie z osiedlową kwiaciarnią, a wręcz ze straganikiem ze sztucznymi kwiatami przy cmentarzu. Minus za estetykę, ale z zamkniętymi oczami wielka miłość! Zawsze można zamówić jej jakiś ładny, różowiutki sweterek... ;)


Blush Bouquet

Radosne, różowe piwonie, lilie i kwiaty cytrusów ułożone w bukiet, który idealnie prezentuje się na środku stołu.

Nuty głowy: kwiat wiśni.
Nuty serca: kwiat piwonii, słodki groszek, lilie.
Tło: ambra.

Z tych trzech propozycji Blush Bouquet jest zapachem najbardziej kwiatowym. Jest to zapach perfumeryjny, którego tematem przewodnim jest bukiet różowych kwiatów, ale w nieco kremowym, kosmetycznym wydaniu. Dzieje się tutaj sporo,  w paleniu robi się kremowo, trochę "zamulająco". Spodziewałam się bukietu z kwiaciarni, a wyczuwam raczej kwiatowy balsam o bogatej, masełkowatej konsystencji. Po pierwszym paleniu zapach mnie trochę przytłoczył. Piętro na którym palił się kominek pachniało mniej więcej tak, szuflada wypełniona po brzegi różnymi woskami zapachowymi. Każdy z osobna można nawet kochać, ale jeśli zapachy przesiąkną sobą nawzajem, to mieszanka jaką otrzymamy może być trochę przytłaczająca. Dlatego z tych trzech przetestowanych kompozycji, w Blush Bouquet zabrakło mi świeżości. 


Zapachów w kolekcji Sunday Brunch finalnie ma być 7, ale na trzy kolejne będziemy musieli trochę poczekać. Oprócz trzech przeze mnie opisanych jest jeszcze Belgian Waffles, ale to zupełnie nie moje klimaty, więc sobie go na razie odpuściłam.

I teraz podsumowanie, czyli który z trzech wybrałabym na tą chwilę dla siebie w dużym słoju? Nadal mam spory dylemat, bo nawet nie mam pewności czy po dwóch, trzech paleniach moja percepcja tych kompozycji się dla mnie nie zmieni. Zwłaszcza że wszystkie trzy mniej więcej opowiadają o tym samym - rodzinna imprezka, biały obrus, bukiet różowych kwiatów, torty, cukier, krem i wypachnione ciotki przy stole :). Każdy zbudowany z innych cegiełek, a jednak tak wiele je łączy...

W ciemno byłam skłonna postawić wszystko na Sweet Morning Rose, jednak po dzisiejszym wieczorze wytypowałabym na pierwszym miejscu brzydkie kaczątko kolekcji - Floral Candy. Za smakowitość, cukier, radosny charakter oraz pewne korelacje z moimi ulubionymi zapachami z kolekcji Enjoy Simple Things (Q1 2018). Są kwiaty, cukier i jakaś taka miła aura, która sprawia że to przy nim najmilej popijałabym niedzielną kawkę. Na razie w paleniu najmniej polubiłam się z Blush Bouquet, od którego oczekiwałam więcej kwiaciarnianych akordów, a w paleniu okazał się być raczej perfumeryjno-kosmetyczny. Niemniej jednak wiem, że ten typ ma olbrzymie grono zwolenników, więc koniecznie sprawdźcie na sobie :). 

Będę nadal testować i "bawić się" tą kolekcją, bo wierzę że niektóre zapachy mogą potrzebować odpowiedniej oprawy, by w pełni rozwinąć skrzydła. Takie zapachy mogą nam zupełnie inaczej zapachnieć w mokry, zimny, styczniowy wieczór, niżeli o wczesnowiosennym, słonecznym, niedzielnym poranku.

I to tyle na dziś, dajcie znać w komentarzach jakie są Wasze odczucia na temat kolekcji Sunday Brunch. Macie już swoje typy? A może jesteście już po pierwszym paleniu? Do usłyszenia! :)
środa, 2 stycznia 2019

Woskomania - Świecowe podsumowanie 2018

Dzień dobry! Sylwester już za nami, więc wracam do Was z nową energią na kolejne 12 miesięcy i recenzowania :). Rok 2018 był dla mnie zawiły, ciekawy i pełen przełomowych momentów. Dzisiejszy wpis poświęcę podsumowaniu, ale będzie on napisany z punktu widzenia mojej pasji do zapachów i kolekcjonerstwa. W większości punktów pojawia się Yankee Candle, bo i w tym roku była to dla mnie najważniejsza marka... No to zapraszam! :)

NAJLEPSZY ZAPACH ROKU 2018 / ODKRYCIE ROKU 2018

Co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości - Moon On Their Wings od Yankee Candle skradł moje serce. Świeca o której marzyłam latami okazała się tak magiczna, jak sobie to wyobrażałam. Recenzję tego zapachu znajdziecie tutaj

Najwspanialszy zapach roku 2018 - Moon On Their Wings

NAJLEPSZA KOLEKCJA 2018

Dla mnie bezapelacyjnie Yankee Candle Q1 - Enjoy Simple Things. Niesamowicie spójna, niosąca przesłanie, a także wyjątkowo klimatyczna. To też jedyna kolekcja, w której podobają mi się absolutnie wszystkie zapachy i trudno jest mi znaleźć wyraźnego faworyta.  Otworzyła ona pewien trend na zapachy słodko-perfumeryjne, ale nic po niej już nie trafiło w mój gust tak bardzo jak ona.

Q1 Enjoy Simple Things, Yankee Candle

Recezje zapachów z kolekcji Enjoy Simple Things:

Sweet Nothings - klik!
Sun-Drenched Apricot Rose - klik!
Rainbow Cookie - klik!
Calm And Quiet Place - klik!

NAJWAŻNIEJSZE WYDARZENIA

Dla mnie najważniejszym wydarzeniem roku było odwiedzenie fabryki Yankee Candle w Czechach, możliwość rozmowy z najważniejszymi osobami tworzącymi zespół zarówno od strony produkcji, jak i jakości oraz zarządu.

Moja relacja z wyjazdu - klik!

Fabryka Yankee Candle, Czechy. Maj 2018
Targi Home Decor, Poznań. Marzec 2018.

Nie mniej emocjonujący okazał się dla mnie także wyjazd na targi Home Decor w Poznaniu, gdzie spotkałam się z cudownymi ludźmi tworzącymi naszą "polską, świecową społeczność". :)  Relacja tutaj.

CELE KOLEKCJONERSKIE

Moim celem kolekcjonerskim było skompletowanie wszystkich zapachów kolekcji My Favourite Things Yankee Candle w dużych słojach :). W końcu posiadam wszystkie 9 zapachów, ale wcale nie zamierzam trzymać je na półce. Palę i cieszę się ich niesamowitym klimatem, a w kilku przypadkach poczyniłam odpowiedni zapas.

Recenzje zapachów z kolekcji My Favourite Things znajdziecie poniżej:

Raindrops On Roses
Whiskers On Kittens
Bright Copper Kettles
Warm Woolen Mittens
Brown Paper Packages
Cream Colored Ponnies
Crisp Apple Strudel
Moon On Their Wings
Blue Satin Sashes

Bright Copper Kettles, jeden z zapachów kolekcji My Favourite Things.

ROZWÓJ BLOGA

Mimo że w tym roku nie pisałam tak intensywnie jak w roku 2017, to właśnie w roku 2018 moja strona rozwinęła się najbardziej. Statystyki  nigdy nie były dla mnie szczególnie ważne, lecz trudno mi pominąć fakt że w roku 2018 Woskomanię obserwuje już ponad 1.2 tysiąca osób (Facebook), oraz ponad 900 osób na Instagramie, który aktywowałam pod koniec roku 2017. Dodatkowo, miesięcznie odwiedza mnie ponad 30 tysięcy użytkowników, a co najważniejsze mam z Wami kontakt, o którym nawet nie marzyłam. Bardzo Wam za to dziękuję!


Moim osobistym, małym sukcesem było dla mnie rozwinięcie warsztatu fotograficznego. Zaczęłam używać trochę lepszego sprzętu oraz poświęcać zdjęciom dużo więcej uwagi. Oznacza to dla mnie dużo więcej pracy nad każdym wpisem, choć nie ukrywam że szukanie fantów do zdjęć w lesie czy na targu to niesamowita frajda :). Marzy mi się dalszy rozwój i mnóstwo ciekawych kadrów :). 

NAJWIĘKSZE ROZCZAROWANIA

Niestety, generalnie rok 2018 uważam za dużo gorszy niż poprzednie lata z punktu widzenia nowości, których była ogromna ilość, ale mnie nie zachwycały. :( 

Autumn Pearl - zapach urodziwy, ale zabrakło mi tu duszy, którą miały stare zapachy Yankee Candle :( 

W nowych kolekcjach najczęściej palonych przeze mnie marek (z pewnymi wyjątkami) zabrakło mi tego, co dla mnie najważniejsze - klimatu. To właśnie klimat, jaki możemy zbudować zapachem jest dla mnie najważniejszy, nie sam zapach. Kocham zapachy dzieciństwa, natury, wizyt w parnych kwiaciarniach, szklarni, wiosny w lesie, spaceru brzegiem morza czy sielskiego weekendu w górskiej chatce.

Niestety, bieżące kolekcje zdają mi się robić ukłon bardziej w kierunku sprawdzonych kompozycji perfumeryjnych. Dostaliśmy w ostatnim czasie wiele interpretacji zapachów abstrakcyjnych, które opierają się na wariantach łączenia akordów kwiatowych, cytrusów, wanilii i piżma. Dodatkowo, kompozycje często przeładowane, skomplikowane, a jednocześnie łączy je powtarzający się schemat.

Tęsknię za naturalną prostotą - stokrotkami, zapachem skoszonej trawy, drewna, bukietu kwiatów czy chrupiącej pościeli wysuszonej na zimnym powietrzu. Mam nadzieję na zmianę trendów w niedalekiej przyszłości ;)...

Camomile Tea - jeden z moich ponadczasowych ulubieńców. Kojarzy mi się z dzieciństwem, latem, beztroskimi wakacjami na łonie natury. Czy takie zapachy wrócą kiedyś do łask?

Ze smutkiem obserwuję także eksperymenty z etykietami, formami, dziwacznymi kolekcjami i przytłaczającą ilością odmian tych samych zapachów ukrytych pod innymi nazwami. W tym roku było ich wyjątkowo dużo. Mam nadzieję, że to tymczasowe eksperymenty i moje ulubione marki w końcu obiorą rozsądny tor...

NAJGORSZE / NAJDZIWNIEJSZE ŚWIECOWE DOŚWIADCZENIE

Nabytki i palenie świec na przełomie lata i wczesnej jesieni, czyli w pierwszych 18 tygodniach mojej ciąży. Wszystkie zapachy które spotkały się ze mną w tamtym okresie musiały zostać sprzedane lub oddane, ponieważ samo myślenie o nich wywołuje u mnie mdłości ;). Na szczęście wszystko minęło, jednak awersje pozostały...


Blue Twillight Storm - musieliśmy się rozstać, po poznaliśmy się w nieodpowiednim czasie... ;) 

Ponadto, ciąża spowodowała u mnie znaczne wyostrzenie zmysłu powonienia, przez co już praktycznie nigdy nie narzekam na moc zapachów, o ile nie są dla mnie zbyt mocne.

Odkrycie roku - Tuscan Vineyard <3

GUST W 2018

Gust generalnie pozostał ten sam, ale bardzo otworzyłam się na kompozycje owocowe i typowo kwiatowe. Najlepszymi odkryciami z tych kategorii okazały się Sweet Honeysuckle oraz Tuscan Vineyard Yankee Candle.

WARTOŚCIOWE NABYTKI / NAJCUDOWNIEJSZY PREZENT

Najpiękniejszy prezent świecowy jaki dostałam to te dwa unikaty - Green Grass oraz Wild Cherry - dwóch trudno dostępnych zapachów Yankee Candle. Obie dostałam od męża na urodziny, więc mają dla mnie ogromną wartość, także sentymentalną. :) 

Prezenty od męża :)

ULUBIONA MARKA

Haha, to chyba widać nawet po tym wpisie :) - niezmiennie królowało Yankee Candle, co wzmocniło się dodatkowo w momencie kiedy wiele świec dwuknotowych stało się dla mnie zbyt mocnych. 

Miejsce drugie należy zdecydowanie Kringle Candle - uwielbiam je fotografować, analizować i odkrywać nowe zapachy. To one najczęściej palą się w moim salonie. 

W tym roku niestety osłabły moje relacje z moimi ukochanymi gęsiami, czyli Goose Creek Candle.  Przede wszystkim ze względu na zmiany etykiet oraz najnowsze kompozycje, które nie do końca trafiły w mój gust. Staram się natomiast sukcesywnie gromadzić swoich ulubieńców w starych wersjach, do których mam ogromny sentyment.

Dodatkowo romansowałam trochę z Bridgewater Candle, Village Candle, WoodWick. W roku 2018 poznałam również Chestnut Hill Candle, Cheerful Candle oraz Milkhouse. Ta ostatnia wyjątkowo przypadła mi do gustu - pasuje do mojego stylu i ma TO COŚ.

W tym roku Yankee Candle paliłam najczęściej :)

CO PRZYNIESIE ROK 2019?

Kochani, dziękuję za to że byliście ze mną kolejny rok. Mam nadzieję, że mimo wyzwań i ogromnych zmian jakie czekają mnie w roku 2019, nadal będę miała możliwość tworzyć dla Was recenzje. Postanowiłam postawić w 100% na pasję - nic na siłę! Trzymajcie kciuki, by udało mi się połączyć nowe obowiązki z tą niesamowicie ważną dla mnie strefą. :) Ten rok może się okazać dla mnie czasem najlepszego rozwoju, a może też stanowić pewne wyzwanie... Cokolwiek będzie, będzie pięknie!

A Wam życzę wszystkiego, co dla Was najlepsze! Rozwijajcie się i pamiętajcie, żeby nie żałować czasu na pasje. Bądźcie częściej offline, cieszcie się życiem! Kochajcie i bądźcie dobrzy dla siebie :).

Szczęśliwego Nowego Roku!