piątek, 18 stycznia 2019

Red Berry & Cedar Yankee Candle - czy to zapach tylko na zimę?


Dzień dobry! Wracam po ponad tygodniowej przerwie z nowym wpisem. Pogoda ostatnio nie sprzyjała w przygotowaniu zdjęć do recenzji, zwłaszcza takiej amatorce, jak ja. Dochodzi do tego zimowe rozleniwienie i proza życia. Znacie to? ;) 

No a dziś wszystko sprzyjało - piękny, biały, zimowy poranek, słoneczko wpadające przez kuchenne okno, zapach świeżo zaparzonej kawy i pyszne śniadanko. Te czynniki mnie w końcu pokrzepiły, dodały energii i zainspirowały do stworzenia recenzji czegoś ciepłego, przytulnego, ale zimowego zarazem. Najlepiej w klimat wpasowała mi się jedna z ostatnich Yankowych limitek - Red Berry & Cedar, która pojawiła się w sklepach u schyłku minionego roku. Chwyćcie zatem dobrą kawkę i zapraszam na recenzję!


Red Berry & Cedar Yankee Candle

Wejdź w Boże Narodzenie ze słodkimi, leśnymi zapachami. Nuty cytryny i grejpfruta dodają świeżości  i energetyzują, kontrastując ze słodkim, ale delikatnym zapachem róży i porzeczki, które stanowią nutę serca. Nuty cynamonu, drzewa cedrowego i mchu dodają elementu ziemistości wraz z piżmową nutą, która nadaje tej świecy relaksujący, a jednocześnie orzeźwiający zapach.

Jak widzicie, zarówno kategoria Festive, jak i opis zapachu, zdecydowanie sugerują wykorzystanie tej kompozycji w okresie Świąt Bożego Narodzenia. Ja zdecydowanie preferuję zapachy z jeszcze intensywniejszym podbiciem przypraw i choinki w czasie okresu świątecznego , więc Red Berry & Cedar musiał się ustawić w kolejce na trochę później.

Na szczęście etykieta nie ogranicza - pęk zieleniny i czerwonych borówek nie wprowadza zbyt ściśle określonej sezonowości, a wręcz zachęca mnie do palenia na przestrzale jesieni, zimy, skończywszy na wczesnej wiośnie w zimniejsze dni. Zresztą - przecież najlepiej palić zawsze wtedy, kiedy mamy po prostu nastrój :).

Nuty zapachowe:
  
Głowa: ozon, cytryna, grejpfrut 
Serce: róża, czarna porzeczka 
Tło: cynamon, drzewo cedrowe, mech


Po opisie zapachu spodziewałam się kompozycji bazującej na połączeniu czerwonych owoców i nut drzewnych, ze szczególnym uwzględnieniem cedru. Świeca weszła na rynek ponad 5 lat temu. Wiele recenzji już przeczytałam i wysłuchałam, zanim została wznowiona jako edycja limitowana w Europie pod koniec roku 2018. Trudno było nie zauważyć, że ten zapach już dawno skradł serca amerykańskich fanów.

Uważajcie - ten jegomość to istny kameleon! Inaczej będzie Wam pachniał na sucho, coś innego wyczujecie w nim nosem zawieszonym zaraz nad świecą, a jeszcze co innego w pomieszczeniu, w którym się ona znajduje. :)


W mojej ocenie, kompozycja na sucho wydaje się pół na pół drzewno-owocowa i można się po niej spodziewać wszystkiego - zarówno słodyczy, jak i wytrawności. Nie pozostaje nic innego, jak odpalić i czekać co się stanie.

Pomieszczenie, w którym zapalam Red Berry & Cedar, wypełnia aromat owocowej słodyczy - słodki, lekko landrynkowy, ale naturalny i nie nasuwający cukierniczych skojarzeń. To taki zapach, który bez obaw możecie odpalić w pokoju dziennym, sypialni czy kuchni, bez obawy że "pogryzie" się z naturalną atmosferą otoczenia. Cedr pogrywa bardzo daleko w tle. Kompozycja przypomina mi klimatem trochę Grapevine & Oak - mamy tu podobne proporcje intensywnych, słodziutkich owoców do drewna, które nadaje jedynie ciepłego, nienachalnego charakteru. 


Szukając żywiczności i świątecznej zieleniny podeszłam do świecy na małą odległość i tutaj wyczułam ją stanowczo. Obłędna żywiczność. Ziemistość. Cudowny chłodek i absolutna, świąteczna błogość kojarząca się z w zimowym wiankiem z naturalnego krzewu, zawieszonym na drzwiach domu. Widać jednak, że ten aromat ma spory problem z pokonaniem większych odległości - dlatego owocowa słodycz wypełnia pomieszczenie, a cedrowa żywiczność pozostaje nisko, nie opuszczając płomienia na zbyt dużą odległość. Ja jestem drzewnym freakiem, więc ciutkę żałuję, że nie jest dokładnie na odwrót ;).

Pozostało mi jedynie wspomnieć o mocy, którą oceniam całkiem dobrze - zapach fajnie wypełnia spore pomieszczenie pod warunkiem, że dacie mu dłuższą chwilę. 


Ostatecznie,  zapach jest nienachalny, przyjemny, zimowy i świąteczny, ale sprawdzi się bez problemu na przekroju całego sezonu grzewczego. Mi w duszy gra zwłaszcza w kuchni, bo wypełnia przestrzeń słodkim, owocowym aromatem, który zachęca by sobie po prostu w niej posiedzieć - o ile piekarnik jest dobrze doszorowany, a herbatka gorąca i w ulubionym kubku :).

Dziękuję Wam za uwagę i do zobaczenia w kolejnych wpisach, w których obiecuję tym razem dozę czegoś bardzo, ale to bardzo nowego. Udanego weekendu! :)

3 komentarze

  1. Chętnie przeczytałabym kiedyś post o- jak ja to mówię- "bezpiecznych" zapachach. Są to takie, które zapalam, gdy spodziewam się gości. Chciałabym, żeby ładnie pachniało, ale też nie chcę nikogo męczyć, dlatego wybieram zapachy, które raczej wszystkim przypadną do gustu. Nie chodzi o to, żeby gości zachwycił zapach (chociaż byłoby miło ;) ), ale po prostu, żeby nikogo nie męczył. Miałam ostatnio sytuację, że zapaliłam Sea air yankee i babcia poprosiła o zgaszenie, bo jej głowa pękała :( Jestem ciekawa jakie Ty wybierasz na wizyty gości i jakie sama polecasz :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuję się pod komentarzem powyżej ;) Sama chętnie przeczytam o zapachach, które można odpalić kiedy chcemy poprawić atmosferę. Mi się jedynie raz udało z klasycznym zapachem Home sweet home, w mieszaniu pachniało świeżym ciastem i herbatą,a ja przecież niczego nie upiekłam ;)
      Chętnie się dowiem, czy takich świec jest więcej ;)

      Usuń
    2. Drogie Panie :), dziękuję Wam za to pytanie. Zainspirowało mnie do stworzenia na ten temat osobnego wpisu, który postaram się opublikować jutro. :)

      Usuń