poniedziałek, 7 stycznia 2019

Yankee Candle Sunday Brunch Collection - pierwsze wrażenie

Nowości, ach nowości! To je lubię najbardziej, zwłaszcza gdy czuję w kościach, że przypadną mi do gustu. Zaraz jak opadły sylwestrowe emocje, dystrybutor Yankee Candle wypuścił do sklepów najnowszą, wiosenną kolekcję specjalną na rok 2019 - Sunday Brunch Collection

Co nowego? Przede wszystkim limitowana, specjalna edycja etykiet. Od razu mówię - nie jestem fanką wcale a wcale :(. Zapachy? Bardzo obiecujące! Są cztery, we wszystkich formatach słoi, samplerach oraz woskach, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Tematyka kolekcji obraca się wokół cukierniczych smakowitości i kwiatów - trochę jakbyśmy znaleźli się na klasycznym, urodzinowym przyjęciu. Jest kobieco, apetycznie i z dużą dawką różu. 



W dzisiejszym wpisie znajdziecie moje pierwsze wrażenia na temat trzech kompozycji, które na sucho przypadły mi do gustu jednakowo bardzo. Nie mogłam się zdecydować co zabrać do domu w dużym formacie, więc skorzystałam z możliwości zakupu trzech samplerów, które testuję dzisiaj w kominkach. Jeśli też macie wątpliwości co wybrać dla siebie, to liczę że moje opisy choć trochę nakreślą Wam, o czym opowiadają kompozycje Sweet Morning Rose, Floral Candy oraz Blush Bouquet.


Sweet Morning Rose

Śliczne, różowe ciasteczka, artystycznie wykończone delikatnymi płatkami róż.

Nuty głowy: kwiat gruszy, musująca woda różana.
Nuty serca: słodzone płatki róży, lilia, ylang ylang.
Tło: pudrowe piżmo, pianki marshmallow.

To od początku był mój typ z racji moich niezmiennych upodobań do róży. Etykieta wygląda apetycznie i zapraszająco - tym bardziej mi żal, że słój nie ma klasycznego wyglądu, w europejskiej oprawie graficznej. Jestem przekonana, że w klasycznej wersji bym się nawet nie zastanawiała nad zakupem dużego słoja. 

Bez patrzenia na nazwę i etykietę nie byłabym tak stanowcza w przekonaniu, że to zapach róży. Na sucho jest tylko trochę słodki, ale też ciężko przypisać mu stanowczą wytrawność. Nie jest to kompozycja ani bukietowo-kwiaciarniana, ani typowo jedzeniowa. Umieściłabym ją wśród zapachów kojarzących się bardziej z perfumowaną papeterią, gdzieś z tyłu głowy mam skojarzenie z pachnącymi długopisami, a nawet zapachem nowych zabawek dla dziewczynek.... W paleniu różaność wyłania się odrobinę lepiej, czuć słodycz i jakąś ciężką do określenia wodną nutę. Ale "karteczkowy", dziewczęcy charakter nadal pozostaje na pierwszym planie. 

Mi przypadł do gustu bardzo, natomiast mąż po powrocie z pracy od razu ją wyczuł i skrytykował, że go dusi i otworzył okno. :( Mam wrażenie, że to duża moc sampla w tym wypadku zagrała odrobinę na jego niekorzyść, więc radzę go sobie jednak odpowiednio dozować! 


Floral Candy

Kolorowe kwiatki błyszczące kryształkami cukru i delikatnie ułożone na kremowej polewie.

Nuty głowy: wata cukrowa, nektar brzoskwini, czerwona porzeczka.
Nuty serca: delikatny jaśmin, kwiat dzikiego bzu, różowy wiciokrzew.
Tło: fiołek.

Z tej trójki bez wątpienia zapach najbardziej słodki i jedzeniowy. I niesamowicie apetyczny! W pierwszym kontakcie z nosem wyczuwam słodkie pastylki pudrowe w tych bardziej "różowych" smakach - malinowym, truskawkowym, czy nawet winogronowym. Z tyłu mamy jakiś mały, różowy bukiecik kwiatów. Nazwa i kolor wosku bardzo dobrze oddają jego dziewczęcy, słodki charakter. Dla mnie ta kompozycja to coś pomiędzy Sweet Nothings, Rainbow Cookie a Sun-Drenched Apricot Rose - jakoby z każdego wzięto coś dobrego :). Jeśli te trzy wymienione zapachy zrobiły na Tobie kiedykolwiek dobre wrażenie, to Floral Candy też powinien!

Do wad zaliczam niezbyt piękny wygląd - zdjęcie na grafice odbieram za trochę staroświeckie, jak zaproszenia ślubne z lat 90, co w połączeniu z tą że nową oprawą graficzną kojarzy mi się nawet nie z osiedlową kwiaciarnią, a wręcz ze straganikiem ze sztucznymi kwiatami przy cmentarzu. Minus za estetykę, ale z zamkniętymi oczami wielka miłość! Zawsze można zamówić jej jakiś ładny, różowiutki sweterek... ;)


Blush Bouquet

Radosne, różowe piwonie, lilie i kwiaty cytrusów ułożone w bukiet, który idealnie prezentuje się na środku stołu.

Nuty głowy: kwiat wiśni.
Nuty serca: kwiat piwonii, słodki groszek, lilie.
Tło: ambra.

Z tych trzech propozycji Blush Bouquet jest zapachem najbardziej kwiatowym. Jest to zapach perfumeryjny, którego tematem przewodnim jest bukiet różowych kwiatów, ale w nieco kremowym, kosmetycznym wydaniu. Dzieje się tutaj sporo,  w paleniu robi się kremowo, trochę "zamulająco". Spodziewałam się bukietu z kwiaciarni, a wyczuwam raczej kwiatowy balsam o bogatej, masełkowatej konsystencji. Po pierwszym paleniu zapach mnie trochę przytłoczył. Piętro na którym palił się kominek pachniało mniej więcej tak, szuflada wypełniona po brzegi różnymi woskami zapachowymi. Każdy z osobna można nawet kochać, ale jeśli zapachy przesiąkną sobą nawzajem, to mieszanka jaką otrzymamy może być trochę przytłaczająca. Dlatego z tych trzech przetestowanych kompozycji, w Blush Bouquet zabrakło mi świeżości. 


Zapachów w kolekcji Sunday Brunch finalnie ma być 7, ale na trzy kolejne będziemy musieli trochę poczekać. Oprócz trzech przeze mnie opisanych jest jeszcze Belgian Waffles, ale to zupełnie nie moje klimaty, więc sobie go na razie odpuściłam.

I teraz podsumowanie, czyli który z trzech wybrałabym na tą chwilę dla siebie w dużym słoju? Nadal mam spory dylemat, bo nawet nie mam pewności czy po dwóch, trzech paleniach moja percepcja tych kompozycji się dla mnie nie zmieni. Zwłaszcza że wszystkie trzy mniej więcej opowiadają o tym samym - rodzinna imprezka, biały obrus, bukiet różowych kwiatów, torty, cukier, krem i wypachnione ciotki przy stole :). Każdy zbudowany z innych cegiełek, a jednak tak wiele je łączy...

W ciemno byłam skłonna postawić wszystko na Sweet Morning Rose, jednak po dzisiejszym wieczorze wytypowałabym na pierwszym miejscu brzydkie kaczątko kolekcji - Floral Candy. Za smakowitość, cukier, radosny charakter oraz pewne korelacje z moimi ulubionymi zapachami z kolekcji Enjoy Simple Things (Q1 2018). Są kwiaty, cukier i jakaś taka miła aura, która sprawia że to przy nim najmilej popijałabym niedzielną kawkę. Na razie w paleniu najmniej polubiłam się z Blush Bouquet, od którego oczekiwałam więcej kwiaciarnianych akordów, a w paleniu okazał się być raczej perfumeryjno-kosmetyczny. Niemniej jednak wiem, że ten typ ma olbrzymie grono zwolenników, więc koniecznie sprawdźcie na sobie :). 

Będę nadal testować i "bawić się" tą kolekcją, bo wierzę że niektóre zapachy mogą potrzebować odpowiedniej oprawy, by w pełni rozwinąć skrzydła. Takie zapachy mogą nam zupełnie inaczej zapachnieć w mokry, zimny, styczniowy wieczór, niżeli o wczesnowiosennym, słonecznym, niedzielnym poranku.

I to tyle na dziś, dajcie znać w komentarzach jakie są Wasze odczucia na temat kolekcji Sunday Brunch. Macie już swoje typy? A może jesteście już po pierwszym paleniu? Do usłyszenia! :)

2 komentarze

  1. Masz może informacje, kiedy pojawi się reszta zapachów z tej kolekcji (na nie właśnie najbardziej czekam). W UK już jest, a ja nadal nie mam pojęcia, co w tym roku jest wiosenną limitką,a co wchodzi/weszło jako Q1.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do terminów to nie wiem nic a nic ale coś mi się wydaje że jeszcze w styczniu mogą się pojawić... limitki to będą pewnie te wielkanocne, szkiełka oraz świece na 50lecie. Sunday Brunch jako Special Edition, a w Q1 Seaside Woods, Alfresco Afternoon oraz Moonlit Blossom,ale to tak z tego co udaje mi się podpatrzeć z źródeł mniej oficjalnych.. :)

      Usuń