niedziela, 10 lutego 2019

Orange Dreamsicle, Czyli powracające Yankee Candle, akt pierwszy


Z okazji pięćdziesięciolecia istnienia marki, Yankee Candle postanowiło celebrować tą okazję przez cały rok. Dlatego 2019 będzie pełen zaskakujących wyglądów, limitowanych edycji, wznowionych hitów i kto wie, czego jeszcze? Dziś przeczytacie kilka słów o powracających hitach Yankee Candle, czyli o serii jubileuszowej Returning Classics. Powiem Wam kilka słów o przetestowanym przeze mnie Orange Dreamsicle, a także o tym na co naprawdę warto zapolować. 

ORANGE DREAMSICLE

Letni przysmak z dzieciństwa, którego nigdy nie zapomnisz - lody waniliowe z orzeźwiająca nutą pomarańczy.


Orange Dreamsicle to zapach wprowadzony przez firmę na początku bieżącego tysiąclecia. Letni, radosny zapach, który większość z nas zna z dzieciństwa. Wodne lody pomarańczowo-waniliowe na patyku, mimo że słodkie jak diabli i wcale nie gaszące pragnienia w upalne dni, zawsze będą miłym wspomnieniem wakacji spędzonych nad morzem, gdzie można było dostać je w każdej "budzie" postawionej przy bulwarze nadmorskim. Na sucho świeca idealnie odzwierciedla ten aromat - są pomarańcze, słodycz, cukier, a na końcu lekka nutka wanilii. Ślinka cieknie!

ZMIANA WYGLĄDU

Jestem zagorzałą przeciwniczką wprowadzania nowych etykiet w świecach Yankee Candle, ponieważ po prostu kocham te klasyczne. W tym jednak konkretnym wypadku trzeba przyznać, że odmianę reedytowane Orange Dreamsicle można nawet odebrać całkiem dobrze, choć może nie do końca spójnie wyglądać na półce kolekcjonera "jankowych klasyków". Nie będę więc krytykować nowej etykiety, natomiast uważam że w klasycznej, starej wersji z lodami zapach jest lepiej podkreślony i dopełniony.

Orange Dreamsicle - wersja z klasyczną etykietą.

ZAPACH

Nigdy nie byłam wielką fanką takiej słodko-letniej kategorii jedzeniowej, ale po poznaniu zapachu na sucho stałam się wobec niego bardzo otwarta i dobrze nastrojona. Już od początku wypatrzyłam sobie  na jego miejsce palenia mój kuchenny blat - liczyłam, że będzie mi umilał czas gdzieś na przełomie wiosny i lata, podczas codziennej krzątaniny z kubkiem porannej kawki. Tam też rozpoczęłam swoje testy. 

Tak jak wspomniałam wcześniej, na sucho zapach wydał mi się intensywny, autentyczny (jakkolwiek to by nie brzmiało w stosunku do sztucznych, pomarańczowo-waniliowych lodów przeładowanych cukrem :)), oraz na swój sposób soczysty i "ociekający" pomarańczowym syropem. W paleniu niestety bardzo się zawiodłam. Kremowa wanilia zniknęła daleko w tle, a nuta pomarańczowa straciła na soczystości. Zapach wydał mi się niestety nijaki, mało apetyczny, płaski, suchy... Stracił także na autentyczności.

MOC

Moc także okazała się niezbyt zachwycająca. Yankee Candle są zwykle dobrze wyczuwalne dla mojego nosa, zwłaszcza w kategorii "jedzeniówkowej" (Food & Spice). W tym wypadku zapach czułam jedynie w promieniu kilku metrów od płomienia, tylko zaraz po wejściu do pomieszczenia. Oczywiście możliwe, że z czasem nabierze rozpędu.


Ostatecznie, na chwilę obecną nie jestem zadowolona z tego egzemplarza. Nie znam starej wersji, natomiast tej wznowionej brakuje soczystości, intensywności i energii, jakie obiecuje swoim świeżym, letnim wyglądem i nazwą. Sprawy też nie ułatwia fakt, że według mnie reedycja została odrobinę kiepsko zaplanowana w czasie. Rozumiem wczesne wprowadzanie kolekcji sezonowych, na przykład to, że zapachy wiosenne pojawiają się na przełomie stycznia i lutego. Jednak uważam, że w przypadku limitek, zwłaszcza tych o zapachach typowo wakacyjnych, producent powinien dać na wstrzymanie z premierą przynajmniej do kwietnia lub maja. Dotyczy to też Orange Dreamsicle, a także wszystkich pozostałych, wznowionych do chwili obecnej zapachów Returning Classics.



RETURNING CLASSICS ORAZ INNE POWRACAJĄCE ZAPACHY. 
NA CO WARTO ZWRÓCIĆ UWAGĘ?

Do momentu opublikowania tego posta, na polskim rynku pojawiły się trzy "powracające klasyki". Oprócz wyżej opisanego Orange Dreamsicle wrócił także Rainbow's End, oraz skomponowany już w latach osiemdziesiątych Honeydew Melon


Powyżej: Zdjęcie promocyjne Returning Classics. Od lewej: Salt Mist Rose (czekamy na premierę), Rainbow's End, Honeydew Melon, Orange Dreamsicle. Źródło: FB Team Yankee - Yankee Candle Global Fan Appreciacion Group.

Z powyższych zapachów posiadam Rainbow's End, który recenzowałam dla Was już przed dwoma laty w tym poście. Co prawda egzemplarz który mam w swojej kolekcji posiada klasyczną etykietę, natomiast zapach pozostaje niezmieniony. Muszę Wam go naprawdę gorąco polecić - dla mnie to jedna z piękniejszych kompozycji z kategorii Fresh - świeża, ozonowa, orzeźwiająca z delikatną nutą czystego prania. 



Dodatkowo, jako uzupełnienie kolekcji Sunday Brunch (część zapachów zrecenzowałam dla Was w tym poście), marka przywróciła na sklepowe półki kolejny klasyk - Market Blossoms. Producent opisuje go jako przypomnienie cudownie lekkich aromatów wiosennego targu - wspaniały mariaż ciętych kwiatów i owoców jagodowych. Muszę przyznać, że mam do tego zapachu ogromny sentyment - był bardzo rozchwytywany w momencie, kiedy zakochiwałam się w marce Yankee Candle na początku mojego świecomaniactwa. Sam zapach jest niesamowicie słodki, dziewczęcy, radosny. Ma w sobie niepowtarzalny urok, który dopełnia przepiękna etykieta - co prawda nie tak ładna w wersji Sunday Brunch, co w oryginale, ale mimo wszystko naprawdę warto po niego sięgnąć. Swoją recenzją na temat "marketu" dzieliłam się z Wami kiedyś w tym poście, więc możecie również dziś wrócić do tej recenzji. 

Jak więc widzicie, jest w czym wybierać, a najpewniej będzie jeszcze więcej. Wraz z takimi wznowieniami nachodzi mnie refleksja, co ja bym najchętniej wznowiła, gdybym miała taką siłę sprawczą :). Może chcielibyście zobaczyć taki marzycielski ranking na blogu? Dajcie znać! 

Ściskam Was mocno i do zobaczenia!

2 komentarze

  1. Ja też nie lubię tych nowych etykiet. Nie wiem co podkusiło Yankee do zmiany grafiki. To trochę jakby zupełnie odświeżyć takie ikony jak coca cola czy McDonald... ludzie by tego nie przyjeli. Ja kochałam stare etykiety. To właśnie przez boski wygląd Pink Sands po raz pierwszy sięgnęłam po tę firmę i kocham ją do dnia dzisiejszego... Ech... pozostaje zamknąć oczy i wspomagać się na nosie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja właśnie nie zawsze jestem w stanie zamknąć oczy, zwłaszcza na etapie zakupu, ale może to i lepiej dla mojego portfela:). Stare wersje etykiet nadal wychodzą, więc nadal mam jakąś iskierkę nadziei że nie podjęli w tej kwestii ostatecznej decyzji. Tylko w tym roku świece pojawią się przynajmniej w przynajmniej 8 różnych wersjach graficznych. Nasuwa się więc pytanie, czy to zabieg zamierzony mający na celu wybadanie naszych reakcji, czy po prostu marka już przestała się przywiązywać do konkretnego wyglądu... czas pokaże w którym kierunku to pójdzie.

      Usuń