środa, 17 kwietnia 2019

Fern WoodWick - zielonych inspiracji ciąg dalszy

Co jak co, ale WoodWick potrafi grać w zielone! Każdy zielony w kolorze zapach WoodWicka prędzej czy później ląduje w moich rękach i na żadnym się jeszcze nie zawiodłam. Zapachy natury łatwo zepsuć nadmiarem różnych niepotrzebnych dodatków. Pomimo że kompozycje WoodWicka nigdy nie były do końca tak organiczne jak lubię najbardziej, to przy ich charakterystycznym, lekko perfumeryjnym wykończeniu, potrafią z "aromatów natury" stworzyć małe, zapachowe arcydzieła. Umieją wycisnąć z nich maksymalne piękno i do tego ładnie to wszystko podszlifować typową dla siebie, WoodWickową głębią. Już pewnie domyślacie się, że ta recenzja będzie bardzo pozytywna? :)



FERN (ang. Paproć)

Świeży aromat zielonych, budzących się do życia roślin, otulonych nutami uzyskanymi z sosnowych igieł i białych lilii oraz ambry.

Nuty górne: świeże jabłko, brzoskwinia, gruszka, kwiaty cytrusów
Nuty środkowe: biała lilia, jaśmin, róża, cyklamen, igły sosny
Nuty dolne: drzewo sandałowe, drzewo cedrowe, drzewo różane, słodka wanilia, ziarna tonka, bursztyn, piżmo

Do stworzenia recenzji obwąchałam domową paprotkę wzdłuż i wszerz, ale żadnego zapachu nie poczułam. Widać więc, że Fern jest raczej zapachem fantazyjnym, jedynie pewną interpretacją... Jest w nim dużo zieleni, roślinności wilgotnej od porannej rosy, rosnącej na skraju gęstego lasu. Obok typowej, leśnej zieleni wyczuwam w nim chrupiące, soczyste akordy zielonej skórki jabłka. Dodaje ona kompozycji lekkości, soczystości i pewnego rodzaju przystępności. Do palenia typowo trawiastych kompozycji trzeba być dosyć specyficznym ;), natomiast tutaj mam takie wewnętrzne przekonanie, że Fern to zapach który może się podobać bardzo szerokiej publiczności. Emanuje naturalnością, świeżością, wprawia w wiosenny nastrój i nie wywołuje bólu głowy. To spotkanie świeżości kwaskowatych, zielonych owoców i soczystej, leśnej zieleni, a wszystko delikatnie finiszowane drzewnym tłem. Gdyby paproć mogła pachnieć, to pewnie chciałaby pachnieć tak jak Fern :D!


Jeśli nie jesteście zaznajomieni z WoodWickami, to nadmienię szybko, że są to świece z drewnianym knotem, który podczas palenia skwierczy i strzela jak kora drewna kominkowego wrzucona do ognia. Kiedyś mi ten dźwięk przeszkadzał, ale ostatnio stałam się na niego bardzo tolerancyjna. Albo świece zrobiły się subtelniej skwierczące, albo po prostu do nich przywykłam. Całe szczęście, bo przez ostatnie lata to właśnie akustyka strzelającego knota zniechęcała mnie do zakupu WoodWicków, dlatego też zadowalałam się głównie woskami zapachowymi.

Ferna posiadam w formecie średnim - waży on 275 gram. Nigdy nie oglądałam się za średnimi świecami, ale w WoodWicku naprawdę sobie je cenię. Po pierwsze moc jest zupełnie wystarczająca, aby wypełnić wyraźnym zapachem spore pomieszczenie. Po drugie, świeca nie ma problemu z dopalaniem się do ścianek - po pół godziny można ją na spokojnie zgasić bez ryzyka tunelowania. No i po trzecie - po prostu ładnie wygląda. Jest zgrabna, bezproblemowa i wdzięczna. No po prostu paprotka marzenie! :) I nie trzeba pamiętać o podlewaniu... ;)


Podsumowując: nie widzę większych wad, a sporo superlatywów. Piękny zapach wiosenno-letni. Balansujący gdzieś pomiędzy soczystością zieleni i owoców. Doskonała moc, piękny wygląd i bezproblemowe palenie. Jedyne do czego mogę się przyczepić to stosunek gramatury do ceny. Można to szczególnie odczuć, jeśli świecę palimy wiele dni pod rząd aż do denka. U mnie jest dosyć spora rotacja, więc wiem że nawet średniak starczy mi na dłużej.

Kolejna pozycja która utwierdza mnie, że WoodWick to marka dostarczająca świece bardzo przyzwoitej jakości. Na pewno będzie ich coraz więcej zarówno w mojej gablotce, jak i tutaj, w recenzjach :).

Pozdrawiam ciepło i już zapraszam Was do kolejnego wpisu, który pojawi się niebawem. W nim pokażę Wam aż siedem świec za jednym razem! Zapewniam że będzie ciekawie! :)

4 komentarze

  1. Ja przed recenzowaniem tego zapachu też wąchałem paprotki, tyle że te ogrodowe. Gdy się je potrze czuć bardzo podobny zapach co w tej świecy tyle, że bardziej trawiasty. WoodWick nieco osłodził ten zapach. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam tę świecę w wersji Illustrated (ale jeszcze jej nie paliłam) - ten słoik po prostu mnie urzekł i musiałam go mieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę Ci nieziemsko! Ja z illustrated upolowałam bez :)

      Usuń