wtorek, 26 listopada 2019

Kringle Candle - Warm & Fuzzy


Pisząc ten wpis mamy dwudziesty szósty listopada. Zawieszenie między jesienią a zimą. Jesienne zapachy znacząco mi się przejadły, a z typowo świątecznymi wstrzymuję się do grudnia. To dobra okazja by wygrzebać coś neutralnie otulającego. Coś takiego, co wniesie do naszego domu trochę ciepła w coraz dłuższe, mroźne wieczory. 


Kringle Candle Warm & Fuzzy

Ciepły, pudrowy akord łączy się z drzewem cedrowym oraz nutą fiołków i róży, zapewniając kojący, przytulny zapach.

 Warm & Fuzzy jest zapachem, który wszedł do oferty zaledwie kilka tygodni temu. Obiecane przez producenta ciepłe nuty pudrowe nakierowywały moje wyobrażenia w kierunku czegoś typu Comfy Sweater (który notabene uwielbiam, ale zwykle zabija mnie mocą). Niepewność ostatecznego efektu dawały jednak nuty drzewne w połączeniu z akordem kwiatowym. 

Wszystko stało się jasne po pierwszym powąchaniu na sucho. Zapach do złudzenia przypomina wycofany jakiś czas temu Covered Bridge - zapach intrygujący, pełen klasy i elegancki, ale mimo wszystko dosyć ciężki, na pewno nie na każdy nos. Trudno mi się wypowiedzieć w kwestii stopnia podobieństwa bo nie mam obu obok siebie, a mimo to w pamięci nie mogę odnaleźć między nimi różnic. Warm & Fuzzy posiada dosyć męski charakter, silny akord drzewny z mistycznym, wytrawnym, różanym podbiciem - trochę jak stare, egzotyczne drewno. Odrobinę mydlany. W paleniu mocarny, a sam zapach odrobinę łagodnieje i mięknie, wychodzi z niego woalka kaszmirowego ogona. Miałam okazję testować go w dwóch formach - daylightcie i dużej świecy. Daylight mnie zmęczył, zapach wydaje się po prostu za mocny na tak "skondensowaną" formę. Ten sam zapach w dużym słoju wydaje mi się bardziej wyważony i dużo mniej migrenogenny.


Podsumowując? Nie dajcie się zmylić - nie jest to typowy, pudrowy, sweterkowy otulacz. Etykieta jest piękna, forma kringlowa jak zwykle uwiodła mnie prostotą i elegancją. Nie jest to jednak zapach, który mogłabym palić dzień w dzień. Ode mnie wymaga odpowiedniego nastroju. Byłam nastawiona do niego sceptycznie, ale jest naprawdę ok, przy założeniu że ten klimat po prostu lubicie i nie boicie się różanych akordów, na które (z moich obserwacji) sporo osób reaguje bólem głowy.  

Ostatecznie, ja jestem na tak - polecam go jeśli nie boicie się męskich, drzewnych zapachów z pazurem, oraz jeśli nie jesteście "wrażliwcami" żyjącymi na małym metrażu - dla takich osobników Warm & Fuzzy może okazać się zbyt ciężki.


Mieliście okazje poznać Warm & Fuzzy osobiście? Zostawcie komentarz, dajcie znać jak Wy go odbieracie :). 

0 komentarze

Prześlij komentarz