piątek, 6 grudnia 2019

WoodWick Humidor (Heartwick)


Jeśli czytacie mnie nie od dziś, to wiecie już zapewne, że uwielbiam drzewne zapachy, czyż nie? Gdybym miała wskazać markę, która to najlepiej "umie w drzewne i męskie", bez wątpienia wskazałabym na WoodWick. Drewniany knot i wieczko zobowiązują ich do posiadania umiejętności "zaczarowania drewna". Samo drewno można ubrać w zapachu na wiele sposobów - dać złudzenie obecności w tartaku, w starej bibliotece, świeżym, zimowym lesie, czy też w przytulnej chatce. Ta, którą pokażę Wam dziś, jest wyjątkowo mało dosłowna, ale jakże intrygująca. 

WoodWick Humidor

Mieszanka liści tytoniu, miękkiego zamszu i brzoskwiniowego kwiatu.

Nuty górne: 
orchidea, zielone mchy

Nuty środkowe:  
mieszanka przypraw, skóra, piżmo, orientalne drewno, ziarna wanilii, lilia leśna
Nuty dolne:  
drzewo sandałowe, ziarna tonka, skóra, bursztyn

Kiedyś WoodWick wydał świecę o tej samej nazwie Humidor w limitowanej kolekcji Reserve. Miała także ten sam, brązowo-karmelowy kolor wosku i uderzająco podobne nuty zapachowe. Jednak dziś nie mogę z pewnością stwierdzić, czy obecny Humidor jest jednakowy, czy uległ jakiejś modyfikacji, a może to ja z czasem zmieniłam do niego swój stosunek? Wydaje mi się jakby ten sam, a inny...

Niesamowicie złożony, a zarazem spójny w swojej kompozycji. Zdecydowanie można w nim poczuć lekki powiew orientu, prawdopodobnie za sprawą orientalnego drewna i przypraw. Kojarzy mi się z zapachem dobrego cygara, ale z nutą tytoniu w wydaniu lekkim, "niedrapiącym". Jest zdecydowanie ciepły - prawdopodobnie dzięki m.in. wanilii, nucie bursztynu i drzewa sandałowego. Z powodzeniem mógłby wystąpić w roli męskich perfum, ale takich otulająco-drzewnych - na jesienny bądź zimowy wieczór. 

Nie byłabym ok wobec tegoż Heartwicka (czyli formy świecy, w postaci łódeczki), gdybym nie wspomniała o jego zaletach. Wygląda obłędnie i pachnie pioruńsko mocno. Jeśli Wasze kubki węchowe są tak zdrewniałe, jak WoodWickowy knot, to forma łódeczki zdecydowanie jest dla Was ;).

Na koniec zdradzę Wam, że moja mama była wielbicielką Humidora w limitowanej wersji Reserve. Dostała go ode mnie w spadku po moich zakupach internetowych. Wtedy nie wydał mi się aż tak "mój" przez wyraźną, orientalną nutę. Otrzymując więc ten egzemplarz do recenzji, w pierwszym momencie pomyślałam - "O, fajno! Popalę, zrecenzuję i sprezentują swej rodzicielce, na pewno będzie miała radochę". A teraz przyznam się Wam na ucho - no nie mogę! Tym razem trudno mi się z nim rozstać. Pozostawię więc go u siebie - do palenia na nasze wspólne spotkania. :)

0 komentarze

Prześlij komentarz